Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


Prawo i Sprawiedliwość czyli
Law & Order >
łykajcie, palcie i turlajcie dropsa!


Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
 
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz...
Exeter Monster - Proces 24. Masz to w Polsce?
Poprzedni komiks! Sex!
Pierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER! Seks, porno, nagie dziwki
Santo Subito! Nasz Papież
Pan Jaca mówi:
  Pokolenie JP2Mija kolejna rocznica śmierci najwybitniejszego rodaka naszych czasów.Najwierniejszego ideałom polskości, jej najgodniejszego obywatela. Od trzech lat nie posiadam się z żalu. Bezmiar mojego bólu ilustruje zdjęcie obok.

Od trzech lat jem tylko kremówki. Otworzyłem również hodowlę gołębi. Nie wszystkie są jednak tego godne, więc robię im test. Wypuszczam z okna. Jeśli któryś od razu wraca, zostaje w hodowli jako namaszczony przez Pana. Te, które nie wrócą znikają mi z oczu na zawsze (logiczne), a te, które wrócą poniewczasie sprzedaję. Zysk oddaję w całości na tacę w mojej parafii na pierwszej możliwej mszy po transakcji. Nie jest to dochodowy interes i bardzo mi wstyd, że tak słabo wspieram mojego ukochanego księdza. Z drugiej strony, dobrze, że tak wiele gołębi wybiera drogę Chrystusa.

Wspominam właśnie naszego wspólnego najukochańszego, najcudowniejszego Ojca czytając z zapałem jego encykliki. Niezwykle irytują mnie osoby, które ośmielają się krytykować Najwspanialszego na łamach jakiejś żydowskiej prasy, a co dopiero w publicznej telewizji! Papieża nie powinno się krytykować, zwłaszcza w jego ojczystym kraju. Jest przecież ikoną, którą należy czcić i wielbić! Obalił komunizm, błogosławiąc Lecha Wałęsę!

Do tego te wszystkie oskarżenia są podłymi kłamstwami! Jan Paweł II był wielkim filozofem i poetą, mówią o tym w telewizji. Zresztą, właśnie czytam jego książki i wiersze, jak już wspominałem. Żałuję, że nie znam innych poetów, czy filozofów, miałbym większe pole do porównania, ale myślę, że Boży Namiestnik na Ziemi na pewno dzięki pomocy Ducha Świętego spłodził coś wybitnego i oryginalnego.

Włączyłem telewizor. Zgodnie z zapowiedzią, dzień dzisiejszy, a także jutrzejszy (dobrze, że okazują pamięć o tak wybitnym rodaku podwójnie) jest całkowicie poświęcony pamięci Jana Pawła II. Wszystkie programy telewizji polskiej nadają o nim programy i bardzo dobrze. Niestety, ku mojemu ubolewaniu TVP Sport i TVP Kultura wyłamały się z tego, ale potrafię zrozumieć decyzję władz z Woronicza - tych kanałów i tak nikt nie ogląda. Nadmiar programów zaś budziłby tylko smutek, że wszystkiego naraz nie możemy obejrzeć. I tak koleżanka opowie mi dopiero w piątek, co leciało na Dwójce.

Telewizji prywatnych nie mam zamiaru włączać, nawet na reklamach. Kiedyś puścili jakiś dokument z którego wynikało, że Maryja nie była dziewicą. Oburzyły mnie te oszczerstwa i od tego czasu oglądam tam tylko W-11, bo to przyjemny program jest.

Właśnie puściłem sobie "Barkę", Jego ukochaną pieśń. Ktoś na klatce schodowej kiedyś mówił, usłyszałem przypadkiem, przysięgam, że podobno ta pieśń nie była wcale tak dobrze znana jeszcze rok przed jego śmiercią. To pewnie plotki. Sam nie mogę stwierdzić, bo interesuję się Jego historią odkąd w momencie Jego śmierci nastąpił we mnie przełom duchowy.

Oprócz tego słucham też Papadance. Właściwie nie podoba mi się ich muzyka, ale mają taką miłą nazwę zespołu.
Lubię kremówki
Ostrzę sobie zęby na okolicznościowe wydania albumów Mu poświęconych. Brakuje mi szachów (jako pionki Gwardia Watykańska) i plakatu z "Bravo", ale mam nadzieję, że ktoś wystawi na Allegro w tym roku. Zapewne niedługo pojawi się wiele nowych pozycji, różniących się od innych kilkoma zdjęciami i tytułem, ale prawdziwy Polak powinien zakupić je wszystkie. Mógłbym w końcu kupić te grube tomy zawierające spis spotkań z naukowcami w Castle Gandolfo, ale przecież wszyscy wiemy, że to i tak były bezowocne spotkania.

Idę przygotować jego ołtarzyk w oknie, a później poszukam informacji, gdzie odbędą się jakieś zbiorowe modlitwy. Umacniajmy się w wierze!

21:37 - zjedzcie kremówkę!

Pan z Wami,
ZoltaR
 
  Zryte Berety
fotka.pl vs. nasza_kurwa_klasa.pl
Koleś z definitywnie zrytym beretem
  fioletowe coś Portale społecznościowe nie są wcale nowym wynalazkiem.
Jest ich aktualnie cała masa i każdy - nawet największy zjeb -
znajdzie coś dla siebie.
      Niektóre zdają się być wyjątkowo silnym magnesem dla niedorozwojów wszelakich. Inne są zwyczajnie papierkiem lakmusowym, który czytelnie ukazuje czy i ewentualnie jak bardzo powszechne jest w społeczeństwie zjawisko szeroko pojmowanego zrycia beretu. I tym dwóm aspektom postaram się dziś przyjrzeć.

Aby wczuć się w klimat, polecam następujące elementy:
  • definicję Fotka.pl z Nonsensopedii,
  • definicję Nasza-klasa.pl,
  • obejrzenie klipu naszego nieodżałowanego barda, którego my wszyscy tabletkowicze wciąż opłakujemy i którego szczególnie często przywołujemy w myślach, w tą 40 rocznicę wydarzeń marcowych - mianowicie Ś.P. Jacka Kaczmarskiego, pod tytułem "Nasza klasa",
  • obejrzenie sobie dla odmiany filmiku o fotce.pl,
  • zmacanie tejże strony,której autor - niczym rodzyny z rowa - wydłubał z "fotki" dość ciekawe okazy,
  • odwiedzenie tego tematu na naszym forum, co definitywnie poszerzy wiedze każdego odwiedzającego na temat serwisów fotkopodobnych.
Skąd pomysł, by szydzić na DT z portali typu fotka.pl lub - co gorsza - z naszego dobra narodowego, jakim jest portal nasza-klasa.pl? Otóż na samym początku - by uciąć wszelkie domysły - musze ogłosić, iż sam mam konto na fotce, naszej-klasie i innych różnych gównach. Tak kurwa, mam konta, mam loginy, zdjęcia, opisy - nawet se 'jutub' spersonalizowałem, bo była taka opcja. Stąd czuję się w mocy troszku ten cały szajs przeanalizować i pooceniać. Obrażonym, zniesmaczonym lub tez znudzonym - jak zawsze - kij w ryj!

Odkąd pamiętam, byłem ciekawskim skubańcem.
Już w dzieciństwie zaglądałem wszędzie i pakowałem łapy w każdy zakamarek - nawet jeśli śmierdział kaką. Stąd nie powinno dziwić, że fotka.pl przyciągnęła i mnie. Jako że mam naturę socjo-psychloga (socjopaty i psychola także), staram się zrozumieć różne kulturowe fenomeny, którym poddaje się społeczeństwo (np. jaranie się czeskim kiczem o jakimś Ziomie z bagien). Wreszcie - jestem też wygodnym sukinsynem i uważam za frajerstwo niewykorzystywanie nowinek technicznych w codziennym życiu, np. w zawieraniu kontaktów interpersonalnych, zwanym w niektórych kręgach "wyrywaniem lach/mięcha" czy też "polowaniem na bezpańskie suki".

No, to poniekąd usprawiedliwiłem się przed najbardziej konserwatywnymi zwyrolami, którzy jednak i tak mi nie wybaczą, że wpisałem się w ten festiwal kiczu oraz intelektualnej płycizny... Ja jestem jednak zadowolony, bo poznałem w ten sposób sporo ciekawych, wartościowych i w jakiś sposób zrytych osób. Co jednak wcale nie przeszkadza mi grzać z tego gównianego internetowego nowotworu.

Kicz i spłycenie wprost emanuje bowiem z fotki. Co więcej, leży u jej filozoficznych podstaw. Chujowy design serwisu, jego "idiotproof" doskonale ukazują jaki jest target twórców.
Chodzi o baranów obu płci, skoncentrowanych przede wszystkim na sobie i do tego z dość ograniczonym poczuciem estetyki. Osoby nie spełniające tych jakże wyśrubowanych wymagań dawno juz zaistniały bowiem w innych sferach cyberprzestrzeni - konstruując choćby swoje własne stronki internetowe (wykorzystując Fontpage'a lub - wersja mega-hackerska - Pajączka).

Zatem fotkowicze - jako dość homogeniczne grono internautów - skupiają się na sobie, a także na średniej. Dopłacając prawdziwym hajsem (a nie tymi banknocikami z Monopoly), zwiększają kiczowatość i tak już wystarczająco zjebanego serwisu, dobierając własnemu profilowi wymyślne - niczym moje rzygi po zjedzeniu sałatki warzywnej - barwy i układ zdjęć, a także zyskując możliwość skrytego przeglądania innych profili oraz możność umieszczenia kolorowych gwiazdek przy swoim nicku (np. "Napalona_sunia_23"). Są też quizzy, klany i forum, wspaniale ukazujące wyżyłowany - niczym Fiat 126p po tuningu - poziom intelektualny fotkowiczów.
Madness jako jeleń
 
(wypisać się zawsze można, kurwa)



Ależ o czym ja znowu pierdolę? Przecież w fotce chodzi o mięcho, a nie o jebany przeintelektualizowany bełkot. Od biedy, dla tych bardziej "mondrych", jest zakładka "o mnie", gdzie można wjebać własny wiersz (zazwyczaj biały), motta, manifesty polityczne i inne kupy, albo zwyczajnie pójść na skróty i zaznaczyć z gotowych list cechy charakteru, preferencje kulinarne oraz inne opcje. Wklejając jakiś txt rzewnej piosnki - np. w części pt. "wymarzony partner" uchodzić można nawet za prawdziwego romantyka, zadając kłam obiegowej opinii, iż
fotka jest tylko po to, by się masturbować przed ekranem lub - w najlepszym wypadku - ustawiać się na ruchanie...

Wracając do ocen - praktycznie skalę od 1 do 10/11 można z powodzeniem zastąpić dwoma ocenami: "do wyjebania" i "nie tykać nawet kijem w izolacji". Seksualne skojarzenia nie są tu wcale wymysłem mojej chorej psychiki. Otóż większość osób na fotce (dziwnym trafem największe rozeznanie mam względem młodych dam) pozuje w dość specyficzny sposób, eksponując te przymioty, które jednoznacznie kojarzą się z seksem. I ma to zazwyczaj miejsce w
przedpokoju, salonie, sypialni, obok spiżarki lub w innych chujowych lokacjach. Wypinanie dupska, opieranie się o ściany, tarzanie się po podłodze, układanie ust w pozycji na tzw. "wary obciągary" to podstawowe prawidła lansu na fotka.pl. Nagie torsy, eksponowanie kiczowatych dziar, wszechobecny żel, cekiny, kozaki, foty ze spędów bydła (zwanych potocznie dyskotekami) to także istotne akcenty, bez których nie prawdziwy fotkowicz obejść się nie może.

Z kolei Nasza-klasa od samego początku wydała się mi ciekawą inicjatywą, wręcz wartościową. Jednakże spodziewałem się, że zejdzie na psy, jak tylko stanie się zbyt popularna , a wykończy ją internetowa anonimowość. AbstraCHUJąc od mojej żądzy rozpierdolenia większości ludzi z mojego LO, uważam, że opcja spotkań z ekipą, z dawnych lat jest zajebista. Takie swoiste "Back to the primitive" jest wskazane raz na jakiś czas, coby wiedzieć skąd się idzie, gdzie się jest i dokąd się zmierza... However, z drugiej strony zdawać sobie należy sprawę, iż nie wróci już młodość, picie jabola w parku, ogniska nad rzeka, obmacywanie się na koloniach, palenie w szkolnych ubikacjach... To se kurna, nie vrati... Zatem proszę całą rzeszę mężów i ojców, znudzonych małżeńskim kieratem, coby nie podniecać się wynalazkiem, jakim jest net i możnością odnalezienia za jego pośrednictwem dawnej koleżanki z IIIB, która siedząc w samej li tylko spódnicy na przerwach, w ciemnym kącie obok szatni gościnnie rozchylała nogi, rumieniąc się nieco...
Jeśli chcecie zdradzać, nie ubierajcie tego w pozory szkolnych zlotów absolwentów. Idźcie lepiej na kurwy, płaćcie i wymagajcie! A Wam, Drogie Żony i Matki Polki - zniesmaczone piwnymi mięśniami Waszych lubych - sugeruje zakup porządnego dildo lub skok w bok z kumplem z pracy niźli meetingi z dawnym chłopakiem z IVE, którego kutas zapisał się w Waszej pamięci tylko dlatego, iż na którejś z wycieczek szkolnych był on pierwszy w życiu - widziany z tak bliska, tak długo i przy dziennym świetle... Nie upodobniajcie się do Waszych dzieci, przesiadujących na fotce.pl i ustawiających się na ruchanie via GG. Im jeszcze można bowiem wybaczyć, bo maja za mało mózgu i za dużo możliwości.
Wracając do moich własnych demonów i naszej-klasy, wkurw mnie ogarnia:
  • gdy do znajomych zapraszać cię zaczyna największy 40-stoparoletni żul z twego blokowiska (tylko dlatego, że w pijanym zwidzie przysiadł się do swej 17-letniej córki, która akurat była w sieci i śliniąc się na widok jej kształtnego biustu, stwierdził, że też chce być na naszej-klasie),
  • gdy znajomi z LO, których szczerze nienawidziłem, piszą na forum jak to cudnie było dawniej,
  • gdy dostaje wiadomości od dawnych klasowych skurwieli (którym kosę wbiłbym przynajmniej 47 razy w tors i kilka razy w krocze oraz okolice szyi), iż dobrze byłoby spotkać się i powspominać przy piwie "stare, dobre czasy".
    Jasne, kurwa...
  • gdy widzę cała tą zgraje debili z sieci, którzy zaczepiają mnie na naszej-klasie tylko dlatego, że mnie maja od kilku lat na liście GG lub Skype i mimo, iż nie odzywali się prawie nigdy (i tak pewnie pozostanie), chcą się teraz bratać na tym największym i najpopularniejszym w Polsce portalu społecznościowym
ZJEB-O-SONDA
Jakie zdjęcia na Naszej-klasie są najlepsze?

Ze ślubu
Z dzieckiem
Na jachcie
W dużym pokoju
Z Londynu
"O chuj ci chodzi?" - usłyszałem kiedyś od znajomego, który słuchał mojego bełkotu na temat fotki, naszej-klasy... "Wypisz się, kurwa, jak ci się nie podoba i zostaw tych biednych złamasów w spokoju" - stwierdził rezolutnie. Nie w tym rzecz jednak. Serwisy te kształtują nasze życie. Wyrasta całe młode pokolenie dzieci neostrady, których gusta, system wartości oraz zainteresowania kształtowane są m.in. poprzez takie portale. Pokolenie moich rodziców też wplątało się w naszą-klasę. I o ile fotka.pl u większości ludzi których cenię wywołuje pełen politowania uśmiech, o tyle nasza-klasa okazuje się dla wielu z nich symbolem pozytywnym... A przecież to ta sama liga, do chuja! Owszem, jest różnica jedna i zasadnicza - w odróżnieniu od naszej-klasy, fotka.pl przez większość czasu działa. No i nikt tam właściwie nie ukrywa, że chodzi tylko o łowienie fajnych sztuk. W naszej-klasie też coraz częściej chodzi właśnie o to, ale otoczka wytworzona np. przez obecność tam pokolenia 50-latków, skutecznie zakrzywia społeczną percepcję.

Nie zamierzam nikogo namawiać do bojkotowania czegokolwiek.
Bądźcie tylko świadomi w jakim gównie uczestniczycie. No i nie dajcie sobie ryć beretu. I tak pewnie macie pogięte dekle, skoro to czytacie na DT.

BTW - pierwsza osoba, która mnie wytropi na fotce, dostanie ode mnie włosy łonowe w woreczku. W sam raz na sztuczne wąsy lub szczoteczkę do zębów.

czekam na wasze zjebane opinie

   
  Koszulki Dziwnych Tabletek!


Viva la palec!
acid green shit Warszawski lot
     

Spotykam się z Tarzanem w studenckim pubie "Ygrek". Wybrałem go ze względu na stare czasy. Nie ma powodu ukrywać, że znamy się od liceum i zaliczyliśmy razem niejedną imprezę, ławeczkę i lufkę. Kobiety nie. Jeszcze wtedy nie.

Zamawiam piwo. On wódkę z sokiem, czyli "drinka" - jak to się ładnie mówi.

Idziemy do stolika. Siadamy.

Wyczuwam, że stara się ukryć zażenowanie swoją obecnością w tym miejscu. Odpala jednego papierosa za drugim. Jest tu prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które mogą pozwolić sobie na Camele pomijając etap pobieżnej analizy zawartości portfela.

- Dlaczego nie chcesz ujawnić swojego prawdziwego imienia albo chociaż ksywki? - zagajam. Początek rozmowy dobry jak każdy inny, miałem go o to zapytać tak czy siak. Przygotowuję tekst do gazety, a Tarzan napatoczył się w dobrym momencie. Akurat przyjechał na święta do rodziny. Fajnie, będę miał jakiś punkt podparcia do artykułu. Konfabulowanie zaczęło być już nieco męczące, nawet po odpowiedniej dozie "inspiracji". A za wierszówkę jaką zgarniam przeważnie nie mogę pozwolić sobie na inspirację wysokiej klasy.
- Wiesz, jak jest - zaciąga się głębiej papierosem i drapie nerwowo skórkę przy palcu - jeszcze ludzie zaczną gadać, że niby miastowy wrócił, szpanować...
- Przecież jesteś z Gdańska. Chyba nie masz się czego wstydzić? - staram się ośmielić Tarzana. Nie nadążam za tokiem jego skrótów myślowych.
- No tak, ale teraz mieszkam w prawdziwym mieście. A tu - przewraca wymownie oczami - zresztą sam się rozejrzyj...

Obracam się niepewnie, ale nie zauważam nic nadzwyczajnego. Ot, pub jak każdy inny. Stoły, krzesła, barmanka - ewidentna studentka dorabiająca do marnych groszy przysyłanych przez rodzinę - jakieś pseudoartystyczne malowidła syna właściciela na ścianach - standard. Nie wyczuwam nawet zapachu uryny, ani wymiocin po wczorajszej imprezie. A dzisiaj sobota.

- Nie za bardzo rozumiem. - mówię, bo faktycznie nie za bardzo rozumiem. W końcu nie płacą mi za myślenie, tylko pisanie.
- Wieś, człowieku! Wieś! - podnosi głos i gestykuluje omal nie wylewając napoju.
- ...?
- Widzisz tego drinka, kurwa? - zaczyna się nakręcać.
- No, widzę.
- Wiesz, ile za niego zapłaciłem? 5 złotych! PIĘĆ ZŁOTYCH! Co to, kurwa, jest pięć złotych? NIC! - ludzie przy stoliku obok zaczynają się obracać. Jeszcze kilka takich okrzyków i jest szansa, że będziemy kończyć rozmowę w innym miejscu.
- E... - spostrzeżenie Tarzana wybiło mnie z rytmu - to chyba... dobrze...? - kończę niepewnie. Sam już nie wiem, czy stwierdzam fakt, czy tylko pytam.
- Jak dobrze? Źle! Bardzo źle! Widziałeś kiedyś, żeby drin kosztował pięć złotych? - kolejny szlug przebył drogę z paczki do ust. Nie znoszę smrodu dymu, ale zważywszy na okoliczności, nie protestuję. - To są właśnie wiejskie ceny - doświetla sytuację.
- No nie wiem, mi się podoba, że nie jest za drogo - mówię zgodnie z własnymi przekonaniami. Odzwyczaiłem się od tego w swoim zawodzie.
- Cokolwiek, człowieku, cokolwiek. Jak tam sobie chcesz.
- Proszę, nowa popielniczka - barmanka pojawia się znikąd, nie pozostawiając wątpliwości, że przy wyjściu będzie liczyła na suty napiwek. Inne stoliki mija obojętnie ignorując Prawie jak wierzowiec nawet puste kufle. Studenci.

- Więc co tam u ciebie? - staram się podtrzymać rozmowę.
- Praca, praca, praca. Zapierdalam od rana do nocy. Czasem w nocy też.
- Warto?
- No jasne, że warto! A co, mam żyć jak ci biedacy tutaj? - nie precyzuje, czy ma na myśli obręb lokalu, miasta, województwa, czy krainy geograficznej. - Tak w ogóle, to kupiłem sobie miesiąc temu nowego kompa. Już coś rzęzi. Zmienię na nowego... to znaczy nowszego.
- Fajnie.
- Chuj, nie fajnie.

Atmosfera zaczyna uwierać, ale czego się nie robi dla paru zeta z wierszówki. Nie żebym był specjalnie wrażliwy na przekleństwa. Po prostu, uciekło ze mnie powietrze, straciłem impet, może jaja. Poczucie humoru i zgryźliwość zawsze szły u Tarzana w nierozerwalnej parze. Ostatnio stosunki między nimi zacieśniły się najwyraźniej jeszcze bardziej.

- Byłem ostatnio w Hard Rocku. - kontynuuje
- Słyszałem, że straszna chujnia. W sensie drożyzna, komercha.
- Ojojojoj... no tak, w końcu trzeba zapłacić całą dychę za piwo! - o tym właśnie mówiłem - poczucie humoru.
- Wiesz, zawsze myślałem, że drugs, sex and rock'n'roll. Nie kojarzę wzmianki o selekcji na bramce, sprzedawaniu pamiątek i pisuarach za średnią krajową.
- Pffppp. - parska pogardliwie i wydyma usta niczym prawdziwy Tarzan, zraszając przy okazji moje oblicze - Pierdolisz jak typowy Polaczek!
- Możliwe. - nawet nie mam ochoty się odgryźć. Już mi nie zależy. - Spadamy. Dopijaj. - rzucam krótko.
- Co? Gdzie?
- Nieważne. Wkurwia mnie dym. Możemy pojechać do mnie albo do ciebie.



Przystanek tramwajowy jest pięć minut od "Ygreka". Jeszcze jasno, jedziemy do mnie. Shit, zapomniałem dorzucić się na napiwek. Cóż, i tak obsługa nie była wyjątkowa.

Mijamy skrzyżowanie ze Słowackiego. Tramwaj sunie praktycznie przez nieustanny plac budowy. Za zaparowanymi oknami piętrzy się szkielet Galerii Bałtyckiej. Jeszcze jedna świątynia sformatowanych do kolekcji. W takim tempie budowy ilość malli szybko zrówna się liczebnością z gdańskimi kościołami. To będzie niezły wynik. Od razu wpadam na błyskotliwy temat następnego tekstu: "Upadek wartości moralnych w skomercjalizowanym świecie". Starzy ludzie to kupią, gazeta wydrukuje, księgowość zrobi przelewik.

- Złote Tarasy to to nie są. - kolega kwituje widok wyrywając mnie z krainy marzeń na ziemię. - Ale pewnie na tutejsze potrzeby wystarczy.

Dojeżdżamy, wychodzimy, Tarzan odpala fajkę. Po drodze zahaczamy nocny, choć jeszcze dzień. Jako gospodarza, spotyka mnie zaszczyt postawienia flaszki. Chęć oszczędzenia 3 złotych przegrywa z perspektywą wąchania zasadniczo niemytych ciał klientów Biedronki. Na lepsze jedzenie i kosmetyki może nie starczać, ale na chlanie - nigdy w życiu. Wybieram Żołądkową Gorzką miętową. A co. Okazuje się, że wyszedłem już z gotówki, więc w ruch idzie plastik.
- Nie można płacić kartą. - znudzony sprzedawca w sportowym odzieniu odrywa na sekundę oczy od TV i z wprawą godną alfonsa odziera mnie z resztek godności. Posyłam w kierunku Tarzana przepraszająco-pytające spojrzenie.
- Oddam...
- E, spoko. - wyjmuje z portfela kilka stówek i mrucząc - Gdzie są te drobne...? - wyłuskuje 50 złotych. Z ryja sklepikarza-dresiarza znika na moment wkurw, wrzuca kasę pod ladę i wydaje resztę. Wychodzimy, a idiotyczny elektroniczny brzęczyk informuje o tym fakcie pół dzielnicy.
- Naprawdę sorry - kontynuuję zażenowany.
- Mówię, że spoko. Ale chyba nie wyciągasz za dużo z tej swojej pisaniny, co?
Tu mnie ma.
- Jakoś wiążę koniec z końcem. - mamroczę pod nosem.
- No, a ja ciągnę na rękę 9 tysi.
- Czego?
- Tysi.
- Aha. - przyznam, że czuję w środku lekkie ukłucie zazdrości. W końcu chodziliśmy do tego samego liceum i w ogóle... Jesteśmy już w windzie, więc wciskam guzik na ósme piętro, do mnie. - No to nieźle się zagnieździłeś przez te pół roku.
- Ta, pewnie kupimy tam z Myszką mieszkanie. Tu nie ma po co wracać, wie...
- Wieś. - wcinam się w pół słowa - Coś wspominałeś.



Wódka się chłodzi, muzyka gra, jest niby fajnie. Wchodzimy na naszą-klasę pośmiać się ze starych zdjęć.

- Ja pierdolę. Pamiętasz tą imprezkę w Krakowie?
- No jasne. Fajnie się wtedy zarzygałem.
- I tak dużo ci brakowało do Trypa. Ten to dopiero odpierdolił szopkę. Laski spierdalały, aż miło.

Śmiejemy się i polewamy za stare, oczywiście lepsze, czasy. Nie jest nam jednak dane dorwać się do zawartości kieliszków, bo dzwoni telefon. Na szczęście nie mój. Nie mam ochoty tłumaczyć szefowi, dlaczego jutro "może spóźnię się troszeczkę do pracy".

- No cześć, Myszko, co tam? - kolega wychodzi do kuchni i zostaję sam. Sam z wódką. Skupiam się na naszej byłej klasie. Niezłe pasztety się porobiły z takich fajnych laseczek. No i wszędzie te dzieci. Boże...

- Nie będziesz mi mówić, dziwko, co mam robić! - krzyk dochodzący z kuchni odrywa mnie od monitora - CO?! Nie, sama wypierdalaj! Rozumiesz?! Wypierdalaj do swojej mamusi! - nie zamierzam ingerować w wewnętrzne sprawy Myszki i Tarzana, ale trochę zaczynają mnie te wrzaski wkurwiać. Podkręcam muzę. Niewiele to pomaga.
- Chuja mnie obchodzi! Jak będziesz zarabiać, tyle co ja, to pogadamy!
Okrutnie się te nasze koleżanki roztyły. Choć w kilku przypadkach chyba warto odnowić znajomość. Ha, tą jedną laskę już prawie kiedyś miałem. Podobno prawie robi wielką różnicę.
- Kogo na mnie naślesz?! Nie pierdol! Koty zostają ze mną, nie waż się ich tknąć, dziwko!
Cisza, szuranie, idzie.
- O co poszło? - staram się wzbudzić w sobie szczere zainteresowanie
- A nic, nic... to co, pijemy?
- Pijemy.

Polewam dwie-trzy kolejki, ale czuję, że dzisiaj to się zbytnio nie zabawię. Dobrze czuję.
- Słuchaj, muszę już jechać, problemy w domu itp., zamów mi taksówkę, OK? Nie pamiętam tu numerów żadnych.
Zamawiam więc taksówkę. Tarzan wciąga buty, nakłada kurtkę.
- A tak w ogóle, to o czym będzie ten twój artykulik?
- Nic wielkiego. Piszę o nowej warszawskiej elicie.
Chyba mam już materiał.

czekam na wasze zjebane opinie

SONDA STOŁECZNA
Czy masz ziomala, który po wyjechaniu do Warszawki został zwykłym dupkiem?

Jasne, nawet kilku
Tak, jednego-takiego
Osobiście nie, ale słyszałem










   
Niedawno na słowiańszczyźnie obchodzono
"dzień kobiet". Zapewne wielu z was zapodało kaską w stronę kwiaciarni, no niech już stracę te 4 złote, niech się cieszy dziewczyna, że dzień specjalnie dla niej bozia przygotowała, 24 godziny wyposażone w osobną datę oraz patrona, niech ma bidula, skoro tak lapidarnie wyposażono ją między nogami...
Od Szopa do klopa
    Jako że nie dostałam nawet ogryzka od bezdomnego psa, sama siebie skłoniłam do refleksji. Na temat feminizmu rzecz jasna - bo co innego pozostaje mi powiedzieć w tej jakże uwłaczającej mojej kobiecości sytuacji, jeśli nie "jestem feministką, fucked up, fuck off"?

W celu zapoznania się z doktryną, kupiłam Gazetę wyborczą, w soboty są Wysokie obcasy, tak w sam raz myślę, między przyjściem z pracy a zrobieniem prania/obiadu/laski można oddać się lekturze i zmienić swoje życie. Simple jewish idea.

Na okładce Gretkowska. Normalni ludzie jak się chcą polansowac, zakładają myspace lub piszą bloga, natomiast ona od kilku lat namiętnie fotografuje się ze swoim PARTNEREM w różnych dziwnych aranżacjach, [który wygląda jak model do sklejania, dzięki temu komuś, kto tak idealnie to ujął!], a potem taki przeciętniak jak ja musi to oglądać z zakłopotaniem i na siłę myśleć "ale oni fajni/ładni/nietypowi/zakochani". Widać, że wszystko OK z ich pożyciem [boże..], bo do tandemu dołączyła córka POLA. Jasne, że wolno, połowica piasta miała w końcu na imię Rzepka, czyż nie?

My tu sobie śmichy-chichy, zupełnie bezpodstawne, a Manuela pewnie szykuje kolejną MANIFĘ. Zatem czas się rzucić na głębię meritum i w rytm barki płynąc. Hej ho druhowie, kaman!

Jak nietrudno się domyślić, Polką 2007 została Manuela Gretkowska. Polka to inaczej najlepsza z Polek [a co na to POLA?]. W peanie/artykule o niej czytamy, iż pochodzi z rodziny inteligenckiej - Manuela już jako płód była zaangażowana społecznie i sama zdecydowała, z jakiej maci się zrodzi. Szkoda, że w fazie prenatalnej podjęła trudną decyzję o ocipieniu - o ileż łatwiejsze byłoby jej życie z dzyndzolkiem między nogami, a tak? To wszystko dla naszego dobra, drogie kurewki. Tenkju.

Manuela Gretkowska - Partia Kobiet menaże tła Pisze biedaczka o jakże ważnych dla przeciętnej Polki sprawach. O seksie. O seksie. O macierzyństwie. O seksie. O dykryminacji. I o seksie. Sądzę, że jej książki są bardzo nietypowe i głębokie jak dupa Jacykowa oraz także obnażają zaściankowość każdego, kto uważa inaczej, jednak rozpisywanie się na takie tematy niesie ze sobą duże ryzyko, że prymarna funkcja - edukowania kury domowej - zostanie przyćmiona przez falę ruchańska, a przecież nie o to chodzi, wy debile ze wsi, którzy nic nie rozumiecie i wasze hobby to rzucanie bochenkiem chleba o ścianę, czekając aż rozpadnie się na kromki!

Jednak - kto nie idzie do przodu, ten się COFIE. Manueli znudziło się życie artystki i postanowiła działać. Skoro książki nie zapewnią jej miejsca obok Marcina Lutra, niech będzie to Partia Kobiet. W zasadzie sam pomysł jest dobry i zgodzę się, że w Polsce funkcja kobiety jest bardziej oralna, niż werbalna[co wielokrotnie udowadniacie mi kochani na forum jakże niezbijalnym argumentem "jesteś żadna, i tak bym cię nie zerżnął"]. Postulaty też nie były złe - korespondują z codziennymi sytuacjami, gdy chcąc otrzymać tabletki antykoncepcyjne spotykam się z wykładem na temat mojej zeszmaconej moralności, ginekolog nie zauważa guza na jajniku, po prostu ubzdurałam coś sobie i tyle, natomiast matka domagająca się alimentów na dziecko chce wyłącznie wycisnąć z eksmężusia ostatni grosz.

Jednak, co jest irytujące, to forma w jakiej to wszystko jest podane. Dla kontrastu szowinistą '07 został Korwin-Mikke, m.in. dlatego, że nazwał Partię Kobiet "ekshibicjonistkami". Spoglądam na ich plakat - zupełnie nie wiem, o co Korwinowi chodziło. To logiczne, że ugrupowanie nawołujące do zaprzestania przedmiotowego traktowania kobiet, wydaje plakat, na którym działaczki są nagie. Chciały tym wzbudzić zamęt, czy jak, bo nie wiem. I u kogo? Kto jest ich targetem?

Manuela kolejny raz popełnia ten sam błąd, który towarzyszy jej prozie - skandal przysłania właściwą treść. Idioci w rodzaju rzeczonego Korwina już do końca będą się czepiać, człowiek inteligentny przejdzie obojętnie rozumiejąc mechanizm, zareaguje czerwonowłosa nastka o głowie pełnej idei, tylko kto słucha takich rozwrzeszczanych debilek?

Nie rozumiem paradygmatu działań Partii Kobiet. Simone de Bauvoir w Drugiej płci pisała, że u podstaw praktyk masochistycznych leży nieszczerość. Kobieta, okaleczając swoje ciało, de facto sama sprowadza się jedynie do jego roli. Analogicznie wygląda sytuacja Partii Kobiet. Jak można nawiązywać z nimi rozmowę o zmianie statusu kobiety, ze zbioru przyjemnych otworów, na człowieka posiadającego prawa, skoro działaczki wypinają pupy [ale za to tak, wiecie, w inteligencki sposób], gdzieś tam w tle pohukując programem?

Zasadniczym problemem ugrupowań/wydawnictw o profilu feministycznym jest brak jednolicie zdefiniowanej grupy odbiorców. Obok wywiadu z Manuelą pojawia się sesja z użyciem kosmetyków Pupa, Lancome, które są wręcz niskopółkowe dla przeciętnej czytelniczki. Manuela natomiast mówi, że "w tworzeniu partii pomagają jej wiejskie sąsiadki: inteligentka, gospodyni, bezrobotna". OMG, do kogo ona to pierdoli i po co? Albo dwustuwyrazowy felieton Joanny Sokolińskiej - od mamy trójki dzieci do mam trójek dzieci. Z każdym tygodniem głupszy, ale wciąż 200-wyrazowy.

Czy tego się chce czy nie u odbiorcy działa czynnik wypierający - forma jest tak niespójna i irytująca, że meritum idzie w zapomnienie, chce się rzucić tą gazetą i zostać szowinistką, skoro te feministki to takie wkurwiające idiotki.

Lubię nabijać się z Manueli, gdyż jest to proste i nie wymaga za dużo intelektu. Z jednej strony, same są sobie winne, przez takie bzdurne potknięcia. Z drugiej - niczego lepszego nie wymyślono. Pochwalam ich zryw, fajnie. Oczywiście, że w trochę debilny sposób, ale to przecież tylko kobiety i dzięki plakatowi łatwo im dowalić, że ekshibicjonistki, nie trzeba nawet czytać manifestu, bo pomysł na deprecjację nasuwa się sam.

Zatem - jesteście żadne, i tak nic z waszego kurwienia. Ja też jestem żadna i po przeczytaniu mojego tekstu wciąż nie będzie chętnych na penetrację mego krocza, a tak w ogóle to bez sensu.

Mimo to, wesołych świąt. [tu idą żarty o malowanych jajkach]

Piszcie, aż złamiecie pindola
   

Ryjem w Ryj - odcinek 2: Dziwne Napletki
Pan Jaca mówi:
  Nie mam nic do powiedzenia.  
Pan Jaca mówi:
  Ja też.  
Pan Jaca mówi:
  To wszystko na dzisiaj. Taki anarchistyczny felieton.

Teraz poważnie, na tyle poważnie na ile można na tym gównianym wortalu. Dzisiaj zajmiemy się tematem, który zawsze przyciąga publiczność. Jako dwa egocentryczne chujki pragniemy uwagi bardziej niż Biedroń bukkake, napiszemy więc o seksie. Zamiast jednak opisywać nasze rozliczne seksualne przygody i eksperymenty zajmiemy się sposobem w jaki polskie społeczeństwo dotyka tego tematu. Wszelkie wypowiedzi w prasie, telewizji i innych mediach cechuje zazwyczaj spora ignorancja oraz infantylizm. Polskiej społeczności brakuje czegoś takiego jak program "Talk sex" emitowany w amerykańskiej telewizji. Poszukajcie sobie w TyTubo linków do niego, mnie się nie chce zamieszczać. Program prowadzi stara babcia, która bawi się na wizji sztucznymi fiutami, a niejako przy okazji udziela celnych porad ludziom z problemami. Polską telewizję stać tylko na "Rozmowy w toku" o dwudziestokilkuletnich, żałosnych prawiczkach, albo "Warto rozmawiać", w których jakiś pojebany profesorek uważa, że dzieci w gimnazjum nie wiedzą, do czego służy fiut. Nie grali w słoneczko za jego czasów?
 
Pan Jaca mówi:
  Wolałbym pisać na temat, o którym mam blade pojecie, a tu kurwa sex :/ No ale nic, z tego co zaobserwowałem skacząc po kanałach miedzy Fox Kids a Cartoon Network to faktycznie nikt nie porusza tego delikatnego niczym Pudzianowski na parkiecie tematu. A jeśli nie media (gazet nie czytam, wiec ograniczmy się do TV), to co? Skąd młody Polak ma się dowiedzieć jak prawidłowo ruszać pindolem, a Polka, jak tego pindola lizać? Wszak nie można liczyć na placówki edukacyjne. W gimnazjach dzieci więcej wiedzą o dymaniu niż otyłe katechetki zakładające gumę na banana czy puszczające kreskówki o uśmiechniętych plemniczkach. Rodzice też nie pałają chęcią do wprowadzenia swojej dziatwy w fascynujący świat wilgoci, potu i lepiących się prześcieradeł. Nie mam tu oczywiście na myśli tych nielicznych ojczulków, którzy aż ociekają pragnieniem wprowadzania tego i owego w swoją radosną, niewinną dziatwę.  
Pan Jaca mówi:
  Jaca, krążysz wokół tematu właśnie tak samo jak niewyedukowany koleś szukający łechtaczki. Większość naszego radosnego, zachłystującego się amerykańską wolnością społeczeństwa wiedzę o, bądź co bądź, jednym z najistotniejszych aspektów rzeczywistości czerpała z erotycznych kącików w "Claudii" czy innej "Tinie". Edukacja seksualna leży. Chuj chujem, zajmijmy się czymś na czasie: Wielkanocą! Na pewno w każdym artykule w tej aktualce znajdzie się jakaś wzmianka o tym. Święto jak święto, tylko bardziej chujowe od Bożego Narodzenia, bo nie dostaje się prezentów. Co prawda ślązaki podobno coś sobie wręczają "na zajączka",ale ja nie ufam ludziom, którzy mają więcej azotu niż tlenu w powietrzu.

Co takiego zrobił Chrystus, żeby tak wielbić jego mękę? Gdybym miał oddać swoje życie za wieczne zbawienie wszystkich ludzi, to... nie zrobiłbym tego, ale na pewno znalazłby się frajer, który by tak postąpił. W ogóle, co to za męka: parę batów na plecy, trzy (czy ileś-tam, nie wiem) godzin na krzyżu, tranzyt przez piekło i pod bramę niebios, wypłakać się tatusiowi w boski mankiet. Zajebisty interes! Mógłby posiedzieć w więzieniu parę lat, zobaczyć jak to jest, gdy banda miłych panów hebluje Ci odbyt (ci starożytni też się tak bawili, a co). Zamknął by się in putto. Zresztą, zbawienie, też mi coś! Według Biblii piekło to po prostu miejsce bez Boga. Zamiast siedzieć i śpiewać hosanny największemu kolesiowi w okolicy pedalskim głosem spokojnie bym sobie siedział i bimbał parę poziomów niżej, śmiejąc się z dziecięcego wyobrażenia o smole i płomieniach.
 
Pan Jaca mówi:
  Nie wiem jak Ty, ja tam prezent od Królika dostałem, chociaż głownie jodem oddycham, który ponoć zdrowy jest jak ciężka kupa przed spaniem.

Co do samych świąt, to pamiętam z lekcji religii, że to święto dla katolików najważniejsze. No bo w końcu dużo większym jajem jest to, że ktoś zmartwychwstał niż, że się urodził. Wyjść z macicy to żaden sukces, co innego wyjść z grobu. Kłóci się to niestety z polską tradycją. Wielkanoc obchodzi się ze znacznie mniejszą fetą. W kujawsko-pomorskim nawet nie dostają prezentów, a chrzestny kupuje znacznie mniej wódki niż na Boże Narodzenie. W telewizji nie ma tylu fajnych programów, ferie są krótsze, a pierwszym newsem w niedziele było to, że jebany ulubieniec papieża, jeżdżący w kółko po malezyjskim torze, zajął zaszczytne drugie miejsce. I tak kolejny niszowy sportowiec uprawiający kolejny niszowy sport, o prawie zerowej oglądalności staje się nolens volens bohaterem narodowym. Ale tak, skoki narciarskie i F1 to nasze narodowe sporty. Dobra, dość już pierdolenia, pewnie w ogóle nie jesteśmy śmieszni i pełnimy w redakcji role klaunów, niczym Pudzian w tańcu z gwiazdami.
 
Pan Jaca mówi:
 

E tam, mylisz pojęcia. Ktoś żałosny też jest śmieszny, więc wszystko spoko. W ogóle to chciałem dodać, że zawsze się boję jak sikam, że zrobię sobie krzywdę. W kiblu czai się wiele niebezpieczeństw. Mogę sobie przytrzasnąć fiuta klapą, przyciąć zamkiem i umrzeć z utraty krwi, albo najłagodniejsze z przewin: obsikam kafelki i matka będzie miała dużo sprzątania. Tragizm w czystej postaci.

Podsumowując powoli nasze wysrywane na szybko pierdolenie trzeba stwierdzić, że religię z seksem łączy wiele rzeczy. O jednym i drugim nie można w Polsce za dużo szczerej prawdy powiedzieć, bo spotka nas kara. Niekoniecznie boska, za to na pewno bardzo dotkliwa i namacalna jak obfita pierś pod obcisłym topem.
Humor śmieszne debile

Komiks internetowy