|
|
|

Beny: Jak się poznaliście?
So-Bitch: Tak to zazwyczaj bywa, że ludzie, którzy lądują w tej samej klasie,
są w pewnym sensie skazani na swoją znajomość...
Franki: Pewnie oczekiwałeś odpowiedzi w stylu "nasze drogi zetknęły się pewnego deszczowego dnia pod mostem w czasie narkotycznych wizji". Sorry za zawód.

Beny: Po co to robicie? obstawiam, ze dla ładnego CV, potencjalnych copyrighterów...
So-Bitch: Wypełniamy lukę w polskim internecie... i nawet nas to bawi.
Franki: Na samym początku robiliśmy Tabletki wyłącznie dla własnej beki. Na szczęście, okazało się, że w tym kraju są jeszcze ludzie, których poczucie humoru odbiega od standardów prezentowanych w sitcomach i obiegowych dowcipach o blondynkach. Mówiąc inaczej: znaleźli się zwyrodnialcy tacy jak my. No i teraz produkujemy Dziwne Tabletki żeby pobić kolejny rekord odwiedzalności, poszerzyć grono połykaczy naszego shitu, a przy okazji dobrze się pobawić. Mam kilka stron internetowych, a ta dostarcza mi największej satysfakcji, bo po prostu robimy, co chcemy, kiedy chcemy i jak chcemy.
Beny: Guru komiksu dla Was?
So-Bitch: nie ma guru... JA jestem najlepszy
Beny: Wasze szeroko pojęte inspiracje poza komiksowe?
Franki: Jackass, Forrest Gump, Tom Green, Jim Carrey - czyli wszelkiego rodzaju wykrzywieńcy. Jak się postarać, to inspirująca może być nawet kupa na trawniku.
Beny: Rynek komiksów w Polsce dziś i Wasze prognozy.
So-Bitch: Nie bardzo mnie to obchodzi. Patrzę sobie na te kolorowe okładeczki w Empiku
i średnio mnie to wszystko wzrusza. Oczywiście w pewnym sensie jest to bardzo pozytywne
i miło jest łudzić się, że komiksy, jako forma sztuki, wyplewią z nastoletnich
dłoni czasopisma o klaskaniu i prażonej kukurydzy......ale długa droga jeszcze przed polskim komiksem zanim przestanie być traktowany jak pożywka dla niedorozwojów, w lepszym wypadku medium dla wybrańców...
Franki: Dobijają mnie ceny komiksów. Przechadzając się między półkami w Empiku niejednokrotnie wybucham gorzkim śmiechem po sprawdzeniu ceny.
Beny: Teraz jest moda na ekranizacje wszystkiego. słyszałem, ze trwają rozmowy z
reżyserami...
Franki: Chyba dostałeś to info, od tego samego gościa, który donosił o talibach biegających z wąglikiem po Klewkach
So-Bitch: A wiecie, że G.Lucas ma adoptowane azjatyckie dziecko? Ten to dopiero trendy w modzie wyznacza....
Beny: Czy można liczyć na większą częstotliwość nowych stripów?
Franki: To pytanie skieruj raczej do lenia So-bitcha.
So-Bitch: Powiem tylko, że męki nieopisane przeżywam płodząc tak pustą anty-sztukę... Ale można liczyć na zwiększoną wydajność, gdyż stałem się żwawszym rysownikiem, od kiedy odstawiłem do lamusa formę relaksu zwaną przez większośc kulturalnych ludzi masturbacją.
Beny: Czy są dla was jakieś świętości? o kim/o czym nie zrobilibyście stripa z uwagi na szacunek?
So-Bitch: Dla mnie osobiście nie ma takich świętości. Właściwie im bardziej coś/ktoś
zasługuje na mój szacunek - tym większą mam ochotę to ośmieszyć. Kwestia tylko, czy odpowiednio wyważysz poczucie humoru. Nie chodzi o bezsensowne obrażanie czegokolwiek - chodzi o inteligentne obrażanie wszystkiego. Zdaję sobie sprawę, że przeważnie się to nie udaje i ogólnie wychodzimy na prymitywnych buców.
Franki: Nie staramy się być kontrowersyjni na siłę. Tacy po prostu jesteśmy. Ziomalstwo rzuciłoby w tym momencie określeniem "autentyczni". Yo!
Beny: Czekam aż w większych polskich miastach będą sklepy DT (takie jak ma Mleczko), doczekam się?
Franki: porównanie nas z tym panem mile łechcze naszą próżność, ale poziom popularności między jego a naszą twórczością jest zupełnie inny. To tak jakbyśmy siedzieli na Ziemi, a on machał sobie wesoło z Marsa i pluł nam na głowę. Przynajmniej na razie.
Beny: Jak od strony technicznej wygląda tworzenie stripa?
So-Bitch: Na początku są wstępne ustalenia i zarys. Gdy wytrzeźwieję, po świętowaniu nowego pomysłu, zaczynają się poszukiwania weny. Zwykle obarczone są porażką. Czasami pokuszę się o szkic na papierze... Następnie chwytam w dłoń piórko i bazgrając po tablecie tworzę szkic szkicu, szkic właściwy, tusz dla ładnych kresek dodaję i na koniec kolor, aby nie było zbyt mono... Pracę wieńczę dymkami układanymi zręcznie z wektorowych kształtów tak, by zmieścił się w nich dostarczony zawczasu tekst. Aby nie było zbyt nowocześnie, ręcznie dodaję brakujące ogonki w polskich literkach. Bo nie jest łatwo znaleźć ładną, polską czcionkę do komiksu. Nawet przez dwa lata, oj, nie jest łatwo...
Beny: Partia Dziwne Tabletki w sejmie 2010? pytam, bo nie trudno zauważyć politycznego zaangażowania na stronie?
Franki: Gdybym zaczął angażować się w politykę, to pożycz mi guna, żebym mógł strzelić sobie zawczasu w łeb. Nigdy nie miałem pociągu do polityki, a wszelkie samorządy szkolne i inne tego typu bzdety omijałem szerokim łukiem. Każdy, kto mnie zna, wie, że dupowłaztwo nie leży w mojej naturze, a polityka niestety kojarzy mi się z niezbyt przyjemnym procesem lizania tyłków. Nie mógłbym pracować z ludźmi, do których czułbym pogardę. Nie mówię, że nie ma dobrych, uczciwych polityków, ale tacy stanowią chyba mniejszość.
Beny: Czy jesteście za wprowadzeniem podatku liniowego? Uzasadnij.
So-Bitch: Jasne, że tak...Gdy będziemy zarabiać przez DT kupę kasy, nie będziemy zmuszeni aż tak bardzo oszukiwać państwa jak robilibyśmy to teraz...
Franki: Czy przeprowadzając wywiad z muzykiem lub aktorem też zadałbyś to pytanie? Rozumiem, że w kraju, w którym każdy robol uważa się przynajmniej za magistra ekonomii, pytanie o takie rzeczy dwóch kolesi od komiksów jest najzupełniej normalną sprawą. Pozwól, że jednak nie będę się ośmieszał swoim brakiem wiedzy (chociaż teoretycznie studiuję ekonomię na UG) i nie odpowiem na to pytanie.
Beny: Gdybyście mieli 1 rzecz zmienić w tym kraju, co to by było?
Franki: Łatwo byłoby powiedzieć, że wykopanie Leppera do Kambodży, ale to nic by nie zmieniło. Jeśli nie byłoby Leppera, to znalazłby się inny pajac. Więc powiem tak: mniej postaw roszczeniowych i wyciągania ręki po państwowe pieniądze, więcej własnej inicjatywy i przedsiębiorczości. Cholera, to już są dwie rzeczy.
So-Bitch: Polska jest zapatrzona w swoją beznadziejność. Polacy: jedni są ślepo dumni ze swojej beznadziejności, drudzy usprawiedliwiają swoją beznadziejność byciem Polakami. Raz na kilka pokoleń występuje mutacja genów i rodzi się Polak, który to wszytko widzi i czasem próbuje coś zmienić. Należy ustalić tylko, w jaki sposób dochodzi do mutacji i rozpocząć leczenie.
Beny: Dobra rada od DT dla czytelników Spinacza?
Franki: Nie kupujcie tych tanich Unimili z gołymi paniami na opakowaniu - pękają!
Wywiad oryginalnie miał ukazać się w zjebanym studenckim magazynie Spinacz (Lublin). Okazało się jednak, że naczelny-dupowłaz nie puścił go do druku, bo Dziwne Tabletki mogłyby się nie spodobać rektorowi i innym ciotom z władz univerku, dla których najwyraźniej redagowana jest ta gazetka. Po tym wydarzeniu Beny odszedł z redakcji. R3spect za bycie real! A pedały ze Spinacza niech się zapinają w dupę :)
wroc na glowna
|
|
|
|