![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
||||
|
|
|
|
Recenzja filmu Superprodukcja marzec 2003 Nazwanie Superprodukcji gownem stanowiloby obraze dla ludzkiego systemu wydalniczego. Zazwyczaj staram sie dostrzec w kazdym filmie jakies plusy. W przypadku ostatniego "dziela" jest to niemozliwe. 10 minut po projekcji bylismy z So-bitchem w stanie przypomniec sobie tylko jedna scene, w ktorej nasze wargi wykrzywil grymas niesmialego usmiechu. Wypada nadmienic, iz nasza niepamiec nie byla spowodowana zamroczeniem alkoholem, gdyz owego pechowego dnia, w ktorym dane bylo mi ujrzec Superprodukcje nie wypilem ani grama trunku. Akurat tak sie zlozylo, ze byla to Sroda Popielcowa. Zaiste, ogladanie Superprodukcji moze stanowic znakomita pokute na tegoroczny Wielki Post. Mysle, ze wiekszosc czytelnikow wie z reklam i innych recenzji, co stanowi trzon fabuly tego filmu. Dla nieuswiadomionych: krytyk filmowy dostaje od mega-biznesmana-mafioza zadanie nakrecenia filmu, w ktorym glowna role zagra dupcia rzeczonego bossa. Krytyk nie potrafi napisac scenariusza i ma problemy, gdyz jego nowy chlebodawca nie ma w zwyczaju sie cackac z nieproduktywnymi pracownikami. To wlasciwie glowny i jedyny watek fabularny. Wybaczcie moja oschlosc i skrotowosc, ale nie lubie poswiecac duzo czasu pomyjom. Nie zrozumcie mnie zle - sam fakt, ze pomysl jest banalny nie jest jeszcze niczym zlym! Sam uwazam, ze im prostszy koncept, tym lepiej. Inna sprawa, ze pomysl trzeba jeszcze ubrac w mieso. Na to autorom nie starczylo jaj. Superprodukcja wysmiewa ubostwo (nie tylko finansowe) polskiej kinematografii. Wlasciwie to przeslanie stanowi ponura autoironie, z ktorej autorzy powinny sobie zdawac sprawe. Pisze "powinni", choc nie jestem do konca przekonany, czy jednak wiedza jaki syf nakrecili. W przeciwnym razie wstydziliby sie kojarzyc ten film z wlasnymi osobami. Przyznam, ze malo obchodzi mnie wielkosc nazwiska rezysera. Nie robia na mnie wrazenia rowniez nazwiska aktorow, z ktorych zabraklo chyba jedynie Pazury i Lindy. Wiem jedno - jako widz, idac na komedie chce sie posmiac. W czasie calej projekcji nie udalo mi sie to ani razu. Probowalismy wymyslic z So-bitchem jakies obrazliwe okreslenie dla Superprodukcji. Oczywiscie "gowno" odpadlo w przedbiegach, gdyz w zaden sposob nie oddaje bezmiaru beznadziei prezentowanej na ekranie. Po wielu probach doszlismy do w miare zadawalajacego zlepku slow: "cieply rzyg". Publicznie dajemy prawo do wydrukowania tej skrotowej acz wiele mowiacej recenzji na okladce wydania DVD. Oddajcie nasze 12 zl za bilet, skurwiele! Franki |