![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
||||
|
|
|
Spawn-Batman Crossovery nie naleza do specjalnie angazujacych umyslowo tworow. Z jakiegos powodu ich autorzy uwazaja, ze wystarczy pokazac w jednym kadrze bohaterow z dwoch roznych universow i bydlo (czytaj: my) juz bedzie sie cieszyc. Coz, maja racje.Komiks Spawn-Batman nawet nie stara sie udawac, ze chce przekazac jakas inteligentna historie. Niemal od samego poczatku wiemy czego sie spodziewac: mordobicia dwoch mrocznych facetow w pelerynach, ktorzy z upodobaniem taplaja sie w bezmiarach swoich zyciowych tragedii. Fabula jest rownie cienka co trzydziestko-kartkowy zeszyt. Doslownie. Po odlozeniu komiksu na polke od razu zapomnialem, o co w nim chodzilo. Oczywiscie w gre wchodzi zniszczenie swiata i inne tego typu banaly, ale kogo to w sumie interesuje? Nikogo! I to wlasnie jest piekne w crossoverach - totalna rzez bez namyslu. Zastanawia was pewnie, kto okazal sie wiekszym pakerem. Nie jestem profesjonalnym sedzia, ale jako zwyciezce wskazalbym Spawna. Kurcze, trudno nie skopac czyjejs dupy, jesli ma sie w rekawie sztuczki z piekla rodem! Trzeba jednak oddac sprawiedliwosc Batmanowi - chlopak ostro sie rzucal i byl upierdliwy niczym przyslowiowy wrzod na dupie. Zreszta to kwestia interpretacji, bo Spawn nie pokonal Bruce'a definitywnie i bezapelacyjnie. Poza tym "Plazmatyczny" byl na swoim terenie (akcja dzieje sie w NYC), wiec jakby nie patrzec mial znaczna przewage w kwestii taktyki. Byc moze wasze toki rozumowania uksztalowaly pytanie: dlaczego komiks nie nazywa sie Spawn _versus_ Batman? Sprawa wyjasnia sie w oka mgnietniu: po wzajemnej napierdalance tytulowi bohaterowie lacza swoje sily w trybie kooperatywnym i kopia tylki Tych Naprawde Zlych. Nie przeszkadza im to oczywiscie w docinaniu sobie przy kazdej sposobnosci. W ramach zakonczenia wspomne o jednej rzeczy, ktora szczegolnie mnie podirytowala. Chodzi mi mianowicie o sposob zachowania i slownictwo uzywane przez Batmana. Ja rozumiem, ze to jest komiks stricte rozrywkowy (krew, lamanie kosci i rozbiajnie czachy), ale, kolego, pewnych spraw nie nalezy przeginac! Batman nazywajacy Spawna "glupim gnojkiem" na co drugim kadrze zaczyna zblizac sie niebezpiecznie blisko standardow Lobo, ktore moze i bawia, lecz na pewno nie przystaja do Mrocznego Rycerza z Gotham. Chociaz moze wlasnie takie byly zamierzenia tworcow - olac cala mistyczna otoczke i wydobyc jedynie prymitywna akcje. Nie oceniam tego w kategoriach zle/dobrze, po prostu stawiam hipoteze. Jakby na to nie patrzec, imiona Frank Miller i Todd McFarlane widniejace na okladce przykuwaja uwage i przynajmniej karza rozwazyc kupno tego tytulu. A zreszta... po co mamy sie oszukiwac? Wiadomo, ze nikt z was nie kupi tego komiksu i prawde powiedziawszy nie chce was nawet do tego namawiac. Stwierdze jedynie, ze Spawn-Batman z pewnoscia warty jest tych trzech dolarow i dziewiecdziesieciupieciu centow, ktore za niego dalem. Sami wywnioskujcie czy to pochlebna opinia. - Franki - P.S. Tak jakby zapomnialem wspomniec o graficznej stronie projektu. A cos z tylu glowy (implant?) podpowiada mi, ze to dosc wazna kwestia, kiedy recenzuje sie komiks. Mimo kilku latek na karku, styl McFarlane'a ciagle wydaje sie swiezy. Batman w jego wykonaniu po prostu wymiata korytarz. |