Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


Donosiłem, ale nie szkodziłem


Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz...

K.S. Rutkowski & Sado colabo
Arcybiskup Wielgus na tropie
Najnowszy shitNext!Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśPierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER
3 słowa od...
NOWA KSIĄŻKA K.S. RUTKOWSKIEGO
left click 4 moron's bio & stats
acid green shit

Autor koncentruje uwagę na zdarzeniach brutalnych i krwawych, scenach poniżenia i wykorzystywania współwięźniów. -Józef Narkowicz, Głos Koszaliński

      Kryminał tango! 29 marca 2007

Ups, he did it again!

Mimo że sam K.S. Rutkowski prawdopodobnie nie jest w stanie rozwikłać tak skomplikowanego zdania, wcale nie potrzebuje znajomości obcego języka, aby wydać kolejną książkę. Tym razem reedycję swojego pierwszego undergroundowego klasyka - Kryminał tango. Od wydania z 1999 różni go twarda oprawa, zdjęcia Sado, 2 dodatkowe opki i profesjonalny skład.

Wszyscy zaznajomieni z twórczością Rutka, zarówno na Dziwnych Tabletkach jak w opowiadaniach, wiedzą czego można się po nim spodziewać. Reszta może ssać pałeczki.

Co zatem odróżnia Kryminał tango 2.0 od wydanych dobry rok temu Brudnych historii. Przede wszystkim umiejscowienie akcji wszystkich tekstów za kratami polskich zakładów penitencjarnych. Warstwa językowa nie odbiega od całej twórczości Rutkowskiego i można ją albo łykać po nasadę albo nienawidzić. Wasz wybór. Solidne kawały twórczości możecie poznać za darmo na oficjalnej stronie autora.

Nieprzyzwoity lans jaki uskuteczniamy na konto Rutkowskiego jest bezpośrednio związany z ilością dziwek jakie nam stawia (i które nam stawiają...) oraz z mało istotnym faktem, że jesteśmy patronem internetowym tego wydawnictwa. Skoro w dzisiejszych czasach każdy obszczymur może być patronem medialnym, to my również. Rock! A jeśli ktoś potrzebuje dodatkowego potwierdzenia dobrej prozy ze strony profesjonalnych dziennikarskich kurw, to odsyłam tutaj.

W chwili obecnej Kryminał tango jest już do zamówienia w Merlinie jako pre-order w promocyjnej, żenująco niskiej cenie. Ci, którzy kupili ten shit w wersji 1.0, wiedzą, że nie zmarnowali kasy.

czekam na wasze zjebane opinie

28 lutego 2007

Temat lustracji jest wg wykształciuchów najgorętszym gównem, jakie mielą bez ustanku od wielu miesięcy. Najbardziej żałosne, gdy w wojenne bębny nakurwiają cymbały, które o SB słyszały głównie z lekcji historii. Palanty, które myślą, że normalnych ludzi obchodzi czy ktoś donosił, na kogo, za co i jak długo. Ewentualnie, jeśli nie donosiła, to co spowodowało poronienie.

Czy chcę przez to powiedzieć, że komusze szpicle powinny dalej ciągnąć emerytury wielokrotnie przekraczające granice jakiejkolwiek sprawiedliwości społecznej? Kurwa, wręcz przeciwnie! Co więcej, nie rozumiem, dlaczego nie załatwiono tej sprawy od razu po '89. Esbeckie ścierwo powinno grzebać po śmietnikach, dokładnie tak, jak z cynicznym podtekstem stwierdził to jakiś prominentny komunistyczny chuj.

Znacie moje podejście do pisiorów, ale sami przyznajcie, że Kaczory ze swoimi teoriami spiskowymi mogą mieć w tym względzie rację po swojej stronie kupra.

Od dłuższego czasu, raczej bezskutecznie, próbuję znaleźć na DT jakąś niszę dla siebie, bezpieczny kurwidołek, w którym mógłbym się okopać i produkować kolejne teksty. Mówiąc po ludzku: nie wiem o czym mam, kurwa, pisać!

Jebaniem na Polaczków zajmuje się programowo Sado. Chwile szaleństwa zapewnia MADness. Mi pozostaje właściwie tylko Departament Chamstwa, ale generalnie okupuje go Zwyrol. Ha! Kiedyś żwawo pierdoliłem o polityce, ale umówmy się, że City Vomiters zapewniają mi dostateczną dawkę wymiocin. Intelektualne rzygania na kaczory i ich nacjo-wieśniacką bandę nie byłoby ani niczym oryginalnym, ani interesującym. To tak, jak nabijanie się z autystycznego dziecka. Na początku bardzo cieszy, ale w końcu nadchodzi znudzenie.

That's the spirit!Nie mając przeto lepszych pomysłów, zdecydowałem pójść śladem 99% blogerów (DT nie jest blogiem, kurwy!) i opisać swój kolejny nudny dzień. No dobra, takiej żenady nie odpierdolę. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Oświecę was jednak, niczym jakaś popierdolona latarnia, boskim światłem popkultury. Czyli tym, co aktualnie (nie)cieszy moje zmysły.

Na początek zmysł smaku. Czyli piwo. Proste.
W tym very momencie, produkując się nad klawiszami, sączę Okocim OK.. Który, należy to dobitnie uświadomić, jest wielce OK, kurwa!

A tak w ogóle... czy ktoś może mi powiedzieć, co do chuja Wacława stało się z Jay-Z? Ten samozwańczy "prezydent hip-hopu" wydał ostatnio swoją kolejną płytę "Kingdom Come". A raczej wysrał ją na rzadko. Nie będę nawet dodatkowo komentował faktu, że nie dalej niż 2 lata temu żegnał się z bydłem swoim "ostatnim" wydanym albumem EVER! Już w momencie kiedy kończył wypowiadać słowo "ostatni" każdy człowiek z mózgiem większym od Frytki, wiedział, że to pierdzenie czarnucha na puszczy.

Wracając do jego nowego gówna. Słuchałem tego shitu z rosnącym rozczarowaniem, a nawet irytacją. Beaty jakie służą ostatnio za podkłady Jigga-mana to jakaś wynaturzona pochodna Neptunes. Absolutnie nie do słuchania, bałnsowania, czegokolwiek. Można się tym gównem jedynie podetrzeć i spędzić chwilę na refleksji czy przypadkiem nie będzie to początkiem wysypki na dupie. Szczególnie smutnym dla mnie osobiście jest to, że nawet Dr. Dre dał się wciągnąć w to szambo. Lepiej wydaj w końcu Detox, czarny kalifornijski chuju!

ZNISZCZENIE WROCŁAWIA!

2-4 marca 2007 we Wrocławiu odbędzie się oficjalna konwencja Dziwnych Tabletek. Swój udział na występie wyjazdowym zapowiedzieli MADness i Franki. Special Guest Starem Z Wysp Szczęśliwych będzie Tangle Foot i jego pyta! I tyle. Kto przebije typa przylatującego specjalnie na bałns prosto z Anglii? Chyba nikt, więc nie potrzebujemy właściwie nikogo innego do upodlenia się. Ma też zwalić się kilka osób z forum. Obiecujemy, że na pewno się najebiemy i zrobimy wszystko, aby smród siarki ostro osiadł na Wrocławiu. Szykuje się boruta!

Na chwilę obecną nie wiemy dokładnie, gdzie się nawalimy, więc jakby ktoś chciał uzyskać konkretne koordynaty, musi śledzić ten topic.

Wrocław to jedno z tych miejsc na mapie Polski, które skupiają znaczne grono pokurwieńców. Możecie sami sprawdzić, dzięki zajebistej mapce Frappr i podać koordynaty również na siebie. Od razu uprzedzam, że mamy konkretnie wyjebane na debili, którzy nie podają swoich ksywek i avatarów, bo takie wpisy nic nam nie mówią oprócz tego, że ich autor jest zwykłym ciulem (jak się okazuje - większość z was to faktycznie ciule! Suprise, suprise...)


Reminiscencje poprzedniego apdejtu

Świat to bardzo, bardzo popierdolone miejsce. Bo jak można sądzić inaczej, jeśli ludzie wpisują w Google "Katarzyna Skrzynecka porno", chcąc najwyraźniej strzepać przy zdjęciach tego pasztetona? Dzięki tekstowi Sado z poprzedniego wydania, Google kieruje fanów podrobów na Dziwne Tabletki. Uwierzcie mi, gdyby rzecz dotyczyła zaledwie jednego zboka, nie poświęcałbym mu więcej uwagi niż spuszczanej kupie (zawsze trzeba sprawdzić jak wygląda, choćby zerknąć). Jednak, gdy mamy kilkanaście wejść z takiego polecenia rzecz robi się... dziwna? ...niesmaczna? Chuj wie! Po prostu popierdolona. Ciekawe, czy jechali na ręcznym patrząc jak Skrzynecka (porno, sex, ruchanie, dziwki) pląsa w rytmie smaku pasztetu Firmowego.

Forum forever

Kontynuując rozpoczętą w poprzednim odcinku prezentację największych postaci z forum... nie można pominąć naszego czarnucha w UK znanego jako Tangle Fiut... O sorry! Chciałem napisać oczywiście Tangle Foot. Przejęzyczenie wynikło z oczywistej oczywistości (pozdrawiamy pana premiera!), czyli homongustycznej pały właściciela. Zaraz po pycie Najsztuba, druga pod względem popularności pyta należy właśnie do naszego przyjaciela Z Wysp Szczęśliwych. Maczuga określana jest po prostu jako "Tangle pyta". JEGO rozmiar jest legendarny, niczym miecz Excalibur - nikt go nie widział, ale wszyscy wiedzą, że musi być zajebisty. Chcieliśmy zamieścić fotkę tego behemota, ale okazało się że zdjęcie jest tak duże, że zajęłoby cały aktualny apdejt.

Mimo aparycji tępego polskiego kibola, Tangle jest człekiem łże-wykształconym i niby-obytym. Wkurwia go jednak to, co każdego tępego polskiego kibola, czyli rodaczki nadstawiające dupy na czarne drągi. "Zawsze chciałam spróbować jak to jest."

Oprócz reportażów z brytolskich imprezowni dzięki Tanglowi mogliśmy udać się także w niesłychaną podróż po Litwie.

Pod przykrywką angielskiego dżentelmena, kryje się jednak swojski, polski prostak, który nawet najbardziej romantyczną randkę zakończy w kałuży własnych wymiocin.

Tangle używa często słów, których znaczenia muszę szukać w słowniku. Bo czy ktoś wie co znaczy jakiś-tam "atawizm"? Ni chuja!

Po wysraniu 666 postów, TF zniknął z forum tajemniczych okolicznościach. Podejrzewaliśmy udział Ligii Ekstraordynarnych Dżentelmenów, ale póki co nie możemy poprzeć tej hipotezy dowodami. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się eklektyczna dziewczynka o ksywce Miette. W wyuzdany sposób, dawała do zrozumienia, że chce się ruchać. Albo po prostu mi się tak wydawało. W każdym razie, większość samców chciała pogłębić znajomość z tą postacią. Dość licznych pedofilii z forum podniecała jej tajemniczość i pozorna niewinność.

W tym samym czasie, po drugiej stronie Europy, Tangle śmiał się w kułak i podpuszczał wszystkich dalej, podsuwając a to fragment zdjęcia jakiejś laski, a to puszczając zalotnie wirtualne oko. Jak się później miało okazać - kakałowe.

W końcu moja arch-enemy MARUŚKA (wkrótce ją tu opiszę - aktualnie uzupełniam teczkę) korzystając z Mocy Wiedźmiej Intuicji wyczaiła, że Tangle to Miette, a Miette to Tangle. Nie pozostało nic innego, jak zakończyć spektakl i spuścić zasłonę milczenia. Nie zapominając w wyłączeniu świateł przez ostatniego.

czekam na wasze zjebane opinie
P.S. Kupujcie koszulki - Zwyrols Choice #1









   

K.S. Rutkowski - Brudne Historie
  Zadzwonił Maku, fotografik z Poznania, który zrobił ilustracje do mojej ostatniej książki.

- Robię wystawę swoich prac i chciałbym ją jakoś połączyć z twoją książką. Co ty na to?
- Połącz - odparłem.
- Tyle, że nie mam żadnego pomysłu.
- U mnie też na nie deficyt. Ogólnie na wszystko. Na nowe opowiadania, kasę, alkohol, kurwy i inne niezbędne do życia rzeczy. Kryzys na całej linii. Ale, nie powiem, to co mówisz, podoba mi się . Dobrze by było upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
- Taa. Może wkomponuje w swoje prace fragmenty twoich tekstów. Jakieś ambitne. Coś o chlaniu i pieprzeniu.
- Wspaniały pomysł. Bierz się do roboty.
- Wybierzesz jakieś kawałki?
- Hym. Jestem ostatnio przemęczony. Kłótnie z żoną, dzieci chcące nowe rowery, a poza tym obleśne mordy Kaczyńskich, wyskakujące z telewizora, za każdym razem kiedy go włączę. To ponad moje siły. Sam coś wybierz.
- Ale co?
- Co chcesz. Podpiszę się pod wszystkim.

Godzinę później znowu zadzwonił.

- Dobra, kurwa, załatwione. Powybierałem te pierdolone kawałki.
- Według jakiegoś klucza?
- A pewnie, że klucza. Dwadzieścia razy otworzyłem książkę na chybił-trafił i spisałem po parę linijek, zaczynając od tej, na której wylądował palec.
- Genialny chłopak. Od razu widać żeś pokończył szkoły.
- Za każdym razem trafiałem na coś o piciu i ruchaniu. Do dziś nie zdawałem sobie sprawy, że piszesz tylko o tym.
- Naprawdę tylko o tym? Jest mi wstyd. Ale postaram się poprawić.

Miesiąc później znalazłem się na wernisażu w Poznaniu. Wystawa nosiła tytuł "Vulgar" i odbywała się w niewielkiej galerii na starówce. Przed wejściem stał stojak, a na nim plakat z naszymi nazwiskami, moim i Maka. Czego można było chcieć więcej? Wszystkiego, kurwa, to właściwa odpowiedź. Tylko że akurat wtedy, tyle musiało mi wystarczyć.

Wjechałem na tę wystawę z bratem i kolesiem. Brat był pijakiem, koleś narkomanem. Po za tym obaj lubili zadymy. Po drodze do Poznania urządzili dwie, ale byłem pewien, że na tym nie poprzestaną. Zwłaszcza, że gdy tylko przekroczyliśmy próg galerii, od razu wypatrzyłem kilka podejrzanych typów, którzy mogli stać się ich ofiarami.

Maku był tu gwiazdą, to się od razu rzucało w oczy. I wcale nie dlatego, ze fragmenty moich wypocin, stanowiły tylko dodatek do jego erotycznych zdjęć, które i bez nich mogły się spokojnie obejść. On po prostu wyglądał jak gwiazda. Czarna skórzana kurtka, ciemne okulary i opalenizna. I wyraz twarzy mającego wszystko w dupie, cynicznego, przystojnego skurwiela. Biła od niego pewność siebie. Ze mnie, stojącego tuż przy nim, co najwyżej wyzierała rozpacz. Kiedy więc odbębniliśmy całą tą pierdoloną prezentację autorów i każdy z nas wypierdział po kilka słów od siebie, grzecznie odsunąłem się na bok, aby nie przyćmiewać jego blasku.

Od razu otoczył go wianuszek ludzi. Jakby tylko czekali, aż odejdę ze swym smętnym ryjem, aby móc powłazić mu w dupę. Trzeba przyznać, że większość z nich, naprawdę umiała to robić. Jakby już tu przyszli wysmarowani wazeliną. Komplementowali Maka i chwalili jego prace, chociaż większość z nich, ledwie na nie zerknęła. Przeważnie były to ładne, młode kobiety, które być może Maku już kiedyś przeleciał i które do dzisiaj nie mogły o tym zapomnieć i liczyły, że może uda im się załapać na jakąś powtórkę. Część z nich pewnie dopiero czekała na swój pierwszy raz. Ale obskakiwali go także i faceci. Ci niezgorzej pchali mu się w tyłek, co mogło świadczyć o tym, że lubili ten sport. W końcu znalazłem się wśród malarzy, fotografów, rzeźbiarzy i całej tej menażerii i to w jednym z największych miast Polski. W tym środowisku przecież od wieków było w dobrym tonie pieprzyć się ze wszystkimi, a i pedałów było w nim na pęczki.

Patrzyłem więc na to wszystko z boku. To była dobra, strategiczna pozycja. Pozwalała objąć to całe towarzystwo z szerszej perspektywy i wyłapywać jego duchową nędzę i fałsz. Mimo, że teoretycznie i ja byłem gwiazdą wieczoru, w praktyce nie stanowiłem żadnej atrakcji. Egzemplarze mojej książki, do której Maku zrobił zdjęcia, leżały w kącie i nikt nie sięgał po nie. Można ją było kupić za grosze, ale, widać, nawet taka cena, nie była na kieszeń tej hołoty. Snującej się z kąta w kąt, gapiącej się od niechcenia na fotografie, chlającej darmowe wino i zwijającej żagle, kiedy tylko w szkle pojawiało się dno.

- Dałeś już jakiś autograf? - zapytał Franek, który nagle pojawił się przy mnie. Był z Poznania i znałem go od kilku miesięcy. Zapoznał nas Maku. Prowadził najbardziej pojebaną, pojechaną i zwyrodniałą stronę w polskim Internecie, chociaż wyglądał, jak schorowany student matematyki, dla zarobku udzielający wieczorami korepetycji rozmaitym nieukom.
- Ani jednego, amigo. Nikt tu nie przyszedł dla mnie. Większość z tej bandy, to byłe panienki Maka, zakochani w nim geje i amatorzy nachlania się za friko. Spójrz na tę rudą dziwkę przy drzwiach. Przyszła tu trzeźwa, a teraz ledwie trzyma się na nogach.
- Ja tu widzę kilka panienek, których Maku nie przeleciał.
- Po tym wieczorze, z pewnością to się zmieni.

Wino skończyło się na dobre i prawie od razu wymiotło połowę gości. Zrobiło się trochę przyjemniej. Prawdopodobnie zostali tylko ci, którzy przyszli tu dla sztuki. Oraz kilka najbardziej wytrwałych panienek, które jeszcze nie utraciły nadziei, że gwiazda wieczoru wydyma je gdzieś na zapleczu. Chrząknąłem głośno kilka razy, próbując zwrócić na siebie ich uwagę, ale nawet nie raczyły na mnie spojrzeć. Widocznie przyszły tu dla obrazów, nie dla słowa pisanego. Próba zagadania do jednej też zakończyła się fiaskiem. Odeszła po kilku zdawkowych zdaniach, kręcąc dupą i pozostawiając mnie z częściowym wzwodem.

No i dobra, generalnie miałem to gdzieś. Załapałem się na te imprezę tylnymi drzwiami i nie mogłem liczyć na wiele. To nie był mój teren. Prawie nikogo tu nie znałem. Ledwie kilku gości, żadnych dup. Szybko się zorientowałem, że większość to wielkomiejskie cizie, mające o sobie dość wysokie mniemanie. Oczywiście i one robiły laski i dawały się rypać w tyłek, tyle że droga do tego była znacznie dłuższa. Za długa, jak dla mnie. Nie miałem czasu, jeszcze tej nocy wracałem do domu. Jeśli więc miałem coś tu zdymać, to szybko i bez zbędnych ceregieli.

Miałem nadzieję, że mój brat, Duży i koleś, Konop, mieli więcej szczęścia niż ja. Z nich dwóch, bardziej stawiałem na Konopa. Miał wygląd, gadane i nawet będąc napierdolonym w trzy dupy alkoholem lub prochami, dysponował odpowiednim zasobem słów, dzięki którym mógł spróbować uwieść te Poznańskie pindy. Duży odpadał w przedbiegach. Nawet przy najszczerszych chęciach, nie można go było nazwać przystojnym, a jego słownictwo w rozmowach z płcią piękną, kończyło się najczęściej na komendzie: "Ssij, dziwko!". Zwykle tyle mu wystarczyło, w końcu babki z którymi przeważnie miał do czynienia, nie były intelektualistkami. Wyciągał je z knajp i rypał w najbliższym parku i tylko od wielkiego dzwonu udawało mu się z jakąś spędzić całą noc.

Rozejrzałem się po sali za jednym i drugim, ale nie było ich w galerii.
A. Ćpali gdzieś lub pili.
B. Ruchali jakieś tufty.
C. Spuścili komuś wpierdol i powiozły ich gliny.
D. Robili coś, co totalnie mnie zaskoczy i na co nigdy sam bym nie wpadł.

Franek skumał, za kim wypatruję i przywołał mnie ręką. Wyszedłem na zewnątrz, przed galerie i okazało się, że wygrała literka D.

Duży i Konop sterczeli na deptaku, pociągali z gwinta wino skrojone z wernisażu i naganiali do środka przygodnych ludzi.
- Wchodźcie tu, wchodźcie, ludziska!!! Maku i Markowski gówno tutaj wciska!!! - do społu wydzierali japy. I niektórzy ludzie faktycznie zmieniali kierunek marszu i zaliczali wystawę. Większość wchodziła ze strachem w oczach, siłą wpychana do środka przez tych dwóch pojebów. Chłopaki najwyraźniej mieli dar przekonywania i zacząłem się poważnie zastanawiać, czy nie przynieść im trochę książek, żeby zaczęli je sprzedawać.

Wróciłem do środka, a tam czekała kolejna niespodzianka. KOBIETA. Młoda, ładna, z książką. Chciała autograf. Wchodziłem do gry.

Była ciemnooką, krótko obciętą, cycatą brunetką, lat około dwudziestu pięciu. I podsunęła mi pod nos książkę, długopis i swoje piersi. Z wiadomych względów odebrałem od niej tylko dwie pierwsze rzeczy. Na trzeciej zawiesiłem jedynie oko.
- Z dedykacją dla Anity - poprosiła, uśmiechając się ładnie.
Odpowiedziałem jej uśmiechem, otworzyłem książkę i napisałem:
"Dla pięknej Anity, mając nadzieję że jeszcze tej nocy wylądujemy w Twoim łóżku, lub jakimś innym, równie romantycznym miejscu". Na końcu podpisałem się zamaszyście.

Oddałem jej książkę, czekając na reakcję, a ona - o dziwo! - zamknęła ją, nie przeczytawszy dedykacji. Musiałem więc szybko opracować plan B.
- Podoba ci się wystawa? - zapytałem.
- Jest interesująca. Dużo wulgarnej, ekscytującej erotyki.
- A moje prozatorskie wstawki? Co o nich myślisz?
- Niewątpliwie dopełniają zdjęć.
- Nawet nie wiesz ile dni poświęciłem, aby dopasować je do prac Makowskiego - zacząłem się mądrzyć - Musiały opisywać to co wyraził obiektywem aparatu. Tworzyć z obrazem wspólną całość. Nie było to wcale łatwe.
- Nie wątpię, ale efekt jest znakomity. Przeczytawszy fragmenty na zdjęciach, nabrałam ochoty na lekturę książki.
- Myślę, że ci się spodoba. Masz może ochotę na wino?
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale po winie pozostało już tylko wspomnienie.
- Dla tak pięknej kobiety, wydobędę butelkę choćby z podziemi. Nie odchodź stąd, zaraz wrócę.

Poszedłem na zaplecze i wyciągnąłem z szafki wino, które Maku zakitrował na czarną godzinę. Kto pierwszy ten lepszy. Znalazłem też dwa kieliszki i wróciłem z tym wszystkim do laski. Stała tam gdzie ją zostawiłem i przyciągała niejeden męski wzrok. Była warta grzechu i nie jeden burak na sali zrobiłby wszystko, aby tylko dobrać się jej do majtek. Ale to ja miałem pierwszeństwo. Obrzuciłem ich wszystkich spojrzeniem zwycięscy. Nie każdy przecież malował, robił zdjęcia, czy pisał książki, za to wystawy czy biblioteki okupowało tysiące. Śmietankę zawsze spijali najlepsi. Na przykład miernoty takie jak ja, którym jednak udawało się robić wielu w chuja. Talent niewątpliwie jest przepustką do sławy, ale czasem jego brak można skutecznie nadrobić cwaniactwem.

Nalałem jej i sobie wina i napiliśmy się. Było to trochę lepsze wińsko niż to dla hołoty. Widać Maku schował je z myślą o kimś wyjątkowym. Na przykład o mnie. Lasce też smakowało. Delikatnie oblizała usta, a ja, jak to ja, od razu zacząłem sobie wyobrażać co jeszcze potrafiła robić tym językiem. Miałem nadzieję, że widzi moje lubieżne spojrzenie i że szybko dojdziemy do porozumienia.

Ale ona, jak większość kobiet, lubiła gierki. Zadawać głupie pytania. Wodzić za nos. Komplikować, kurwa, proste sprawy. Chyba, że naprawdę była wyjątkowo głupia i nie widziała do czego zmierzam.
- Masz żonę? - zapytała
- Już nie - skłamałem.
- Ale na kładce książki jest napisane, że masz żonę i dzieci?
- Wydałem ją już jaki czas temu. Od tej pory wiele się zmieniło.
- Ale nosisz obrączkę? - nie dawała za wygraną.
- Bo jestem sentymentalny. Nie potrafię szybko rozprawić się z przeszłością. Ale jeśli ci przeszkadza w naszej  r o z m o w i e, mogę ją zdjąć.
- Nie, jestem po prostu ciekawa nie tylko tego co piszesz. To jak i z kim twórca żyję, czasem wiele o nim mówi.

Kurwa, kto to był?! Dlaczego udawała że nie wie o co biega i męczyła mnie jakimiś pierdołami. Czy naprawdę nie widziała, że jestem na nią napalony? Wyglądała na kumatą i oblataną bywalczynię takich imprez i nie wierzyłem, że ani razu nie zwiedziła z jakimś artystom magazynu na tyłach podobnej galerii. Albo kibla. Ewentualnie jakiejś pobliskiej, ciemnej bramy, lub gęstych krzaków. Nie specjalnie się kryłem z obcinaniem jej piersi. Praktycznie gapiłem się na nie nieustannie. Czemu więc udawała głupią? I dlaczego wypytywała o moją żonę? Może chciała się z nią umówić? Nie głupi pomysł, byle i dla mnie znalazło się miejsce w tym układzie. Czas było przejść do konkretów. Spróbować ściągnąć majtki tej dziwki, jej własnymi rękami.

Już miałem wyłożyć jej kawę na ławę, kiedy do środka wtargnęła liczna grupa. Siwa, stara, mówiąca po niemiecku. Wyglądali jak dom starców z za Odry na wycieczce w Polsce, w której już pewnie kiedyś byli, w większej liczbie, z karabinami i hełmami na głowach przypominającymi nocniki. Wlewali się do środka przez sporą chwilę, poganiani przez Konopa i Dużego, którzy sterczeli po obu stronach drzwi, wołając do nich "raus", "raus", niczym ss-mani na bramie w Auschwitz. Konop puścił do mnie oko.
- Miłośnicy sztuki nowoczesnej z Zachodu! - zawołał.
Nie wiedziałem w jaki sposób udało im się zmusić tych biedaków do wejścia tutaj i nie miałem zamiaru pytać. Zamiast tego dolałem sobie i lasce wina.
- Wystawa ma powodzenie - stwierdziła cycata.
- Zrobi międzynarodową karierę - przytaknąłem.

Jak na zawołanie Konop znowu krzyknął do mnie z drzwi:
- Po ulicy popierdalają jeszcze jakieś japońce. Idę ich tu zaprosić!

I zniknął mi z oczu.
Po chwili jedna z miłośniczek sztuki nowoczesnej z zachodu zemdlała i zrobiło się małe zamieszanie. Widać stanęła twarzą w twarz z jakąś nagą dziewczyna na zdjęciu, pozwalającą zajrzeć sobie przez krocze do wnętrza i przegrała tą konfrontację. Dwaj starzy paralitycy z jej grupy, od razu wynieśli staruszkę na zewnątrz. Pewnie położyli ją gdzieś pod murem, bo zaraz wrócili i , śliniąc się, kontynuowali oglądanie zdjęć.

Miałem już zapytać wprost laskę, czy pójdziemy się pieprzyć, kiedy wyrosła przede mną kolejna przeszkoda. Duży. Stanął przed nami, ledwie trzymając się na nogach.
- Będziesz ruchał tę dziwkę?- zapytał - Bo jak nie, no to ja mogę.

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy. I wbiła we mnie te wielkie seksowne gały, oczekując reakcji. Nie miałem pistoletu, ani nawet noża. Nie mogłem więc zabić mojego brata. Mogłem go co prawda udusić, ale nie chciało mi się. Zawsze byłem leniwy. Kobiety zwykle nie miały ze mnie pożytku, zwłaszcza jeśli chodziło o bronienie ich honoru. Parę razy biłem się o jakąś dupę i za każdym razem dostałem wpierdol. Musiałem robić to bez przekonania, bo ilekroć biłem się o coś innego, wygrywałem.

- Ten grubas mnie obraził- naciskała lala.
- Naprawdę? - zapytałem
- A co? Nie słyszałeś?!
- No, coś słyszałem. Ten gentelmen zapytał mnie czy odbędę z tobą stosunek, bo jak nie, to on bardzo chętnie. Nie wiem jeszcze co ty o tym sądzisz, więc nie potrafię mu odpowiedzieć. Więc jak, będziemy się bzykać, czy nie?
- Pierdol się prymitywie!- wrzasnęła laska, chlusnęła mi w twarz winem i odeszła.

Spojrzałem z wyrzutem na Dużego. Subtelnie beknął, zabrał ode mnie butelkę, obrócił się na pięcie i poszedł niszczyć życie innym. Prawie od razu pojawił się przy mnie Maku.
- Ktoś buchnął wino, którym chciałem poczęstować matkę - poskarżył się - Pierdolona banda meneli! Wyniuchali nawet butelkę schowaną na zapleczu !
- Ten naród kradnie na potęgę - przyznałem mu rację.
- Bądź miły dla tej laski, z którą przed chwilą gadałeś, bo to dupa z klasą - ostrzegł - Nie lubi bezczelnych, nachalnych facetów. Jest trochę niedzisiejsza, ale warto grać z nią w te klocki, bo wiele może. Pisze recenzje dla "Wyborczej" i to nie tylko z wystaw. Mówiłem jej o twojej książce i widziałem, że ją kupiła. Pewnie o niej napiszę, więc na wszelki wypadek trzymaj łapy z daleka od jej tyłka.

Poklepał mnie po plecach. I odszedł.

Będąc w niewoli seksu, najczęściej samemu daje się dupy.

Najwyższy czas było spierdalać.

K.S. Rutkowski

Reportaż TVP3 z wystawy Ladies No Gentlemen Sado & K.S. Rutkowski
 
K.S. Rutkowski - Brudne Historie
Co z tą Polską, kurwa?
POLSKA PRZEPRASZA ZA POLSKĘ
1. Polska przeprasza za to, że od wielu lat nie potrafi zrozumieć, że w Polsce płaci się walutą PLZ /polski złoty/, a nie PLN /polski nowy, nieudany, niewdzięczny, niezręczny czy może jakiś inny?.../. Że nawet banki i urzędy skarbowe są tak głupie, że nie wiedzą jaka waluta obowiązuje.

 

 
    28 lutego 2007

2. Polska przeprasza za żałobę narodową po śmierci kilkudziesięciu górników i za to, że każdy dzień nie jest żałobą narodową z powodu dziesiątek ludzi, którzy giną codziennie na polskich drogach.

3. Polska przeprasza za Otylię Jędrzejczak, która spowodowała śmierć swojego brata, co było dla niej strasznym wstrząsem i nie poszła za to do więzienia, ale została sportowcem roku. Ale nie za jazdę samochodem, tylko za pływanie. Żeby było śmieszniej.

4. Polska przeprasza za "zachrypniętych rockmanów": Stachursky'ego i Wiśniewskiego, przy których zdarte głosy Lemmy'ego z Motorhead i Toma Waitsa brzmią jak zerżnięte Poznańskie Słowiki.

5. Polska przeprasza za supergwiazdę o pseudonimie "Doda" i za to, że przy Christinie Aguillerze Doda wygląda jak sklepowa z centrum handlowego w Gliwicach przyodziana w tanie szmaty kupione od Rosjan na dworcu. [no nie wiem ziom, ja bym tam ruchał aż by się kurzyło! - przyp. Franki]

6. Polska przeprasza za megaprzystojnego Adama Małysza który ośmielił się zmodyfikować polski model wąsów, dodając do zestawu awangardową minibródke. Przeprasza także za jeszcze bardziej przystojnego Roberta Kubicę, który dopiero pokaże, co potrafi.

7. Polska przeprasza za Marylę Rodowicz - największą /pod każdym względem/ gwiazdę polskiej estrady i niemalże równie dużą Beatę Kozidrak. Dziewczyny!!! Kiedy wreszcie doczekamy się waszego duetu?!

8. Polska przeprasza za Budkę Suflera, której od ponad 30 lat znowu w życiu nie wychodzi.

9. Polska przeprasza za braci Cugowskich, którzy przejęli pałeczkę po ojcu - Krzysztofie Cugowskim i będą rzęzić przez następne dziesięciolecia.

10. Polska przeprasza za Patrycję Markowską, która jest jeszcze bardziej charyzmatyczną wokalistką niż jej ojciec - Grzegorz Markowski.

11. Polska przeprasza za Katarzynę Dowbor - wybitna dziennikarkę, której mumia jest w lepszym stanie, niż odnowiona mumia Włodzimierza Lenina i będzie straszyć w polskich mediach przez następnych sto lat. A jak nie ona, to jej potomek - Maciej Dowbor, również wybitny dziennikarz.

12. Polska przeprasza za Bożenę Dykiel - królową polskich gospodyń, kobietę-kartofel, co to zawsze radę znajdzie i obiad z niczego zrobić pomoże.

13. Polska przeprasza za Piotra Rubika, wybitnego polskiego kompozytora który trafia ze swoja "sztuką" nawet pod strzechy, a właściwie tylko tam. Generalnie wszędzie tam, skąd wystaje słoma: z butów, z kieszeni, z butonierki, z portfela.

14. Polska przeprasza za Krystynę Feldman, którą po jej śmierci media okrzyknęły WYBITNĄ AKTORKĄ. Pewnie dlatego, że w ciągu 87 lat żywota dostała tylko jedną główną rolę.

15. Polska przeprasza za Jezusa - Króla Polski i jego matkę, Maryję - Królową Polski.

16. Polska przeprasza za Stanisława Wilgusa - księdza agenta, który udowodnił, że gdy Polakom pluje się, a nawet szcza się na twarz, to są wierni i wybaczają.

17. Polska przeprasza za to, ze nigdy nie ujawni ilu jest księży w Polsce, co robią, czym się zajmują, na czym polega ich "praca". Ile i od kogo dostają, a nie ZARABIAJA pieniędzy.

18. Polska przeprasza za pieszczotliwe nazywanie mężczyzny - chłopem, a kobiety - babą. Za czułe nazywanie żony: "moja stara", a męża: "mój stary".

19. Polska przeprasza za subtelne i wysmakowane określenie na seks miedzy dwojgiem ludzi, czyli BZYKANKO. Bo Polacy się nie pieprza, nie rżną, a już na pewno nie kochają, tylko "bzykają"

20. Polska przeprasza za miłość Polaczków do zdrobnień. Za PIENIĄŻKI, TAKSÓWECZKĘ, PARAGONIK, FAKTURKĘ, NIPEK, BILECIKI, MANDACIK I BZYKANKO.

21. Polska przeprasza za namiętną miłość Polaków do firanek w oknach, zasłaniających cały ten syf i obrusów przykrywających cały ten syf.

22. Polska przeprasza za śmierdzące wyziewy wydobywające się z ryjów Polaków, a także za jak najbardziej legalny smród czosnku i cebuli, bo to przecież ZDROWO.

23. Polska przeprasza za gustowne wystroje wnętrz rodaków, którzy obdarzeni wyszukanym gustem malują je na kremowo, ewentualnie kolorem kawy z mlekiem. Za uzupełnienie tego wystroju kafelkami położonymi od podłogi do sufitu, a w szczególnych przypadkach niezwykle gustownym piaskowcem.

24. Polska przeprasza za polski szowinizm przejawiający się hasłem "dobre bo Polskie" /aż dwa błędy: jeden - interpunkcyjny, drugi - ortograficzny. Brawo!/ umieszczanym na mleku, maśle, chlebie, pasztecie, boczku, flakach, czyli na wszystkim, co Polacy kochają najbardziej.

25. Polska przeprasza za Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, która dobitnie co roku udowadnia, ze Polacy to naród szczególny i potrafi się jednoczyć w szlachetnym celu, nie tylko po to, żeby przegrać powstanie.

26. Polska przeprasza za napisy na sklepach monopolowych: "zakaz spożywania alkoholu w obrębie sklepu", a nigdy na przykład: "zakaz lizania lizaków w obrębie sklepu" czy "zakaz jedzenia owoców w obrębie sklepu".

27. Polska przeprasza za polskich kierowców, którzy włączają kierunkowskaz w momencie, w którym skręcają, a nie ZANIM skręcą i tym samym informują innych kierowców o fakcie skręcania, a nie o ZAMIARZE skręcenia.

28. Polska przeprasza za będące szczytem inwencji twórczej nazwy firm: Dźwigpol, Indykpol, Szwagropol, Iglopol, Patex-pol, Ajespol, Lechpol, Hirsch-pol, Dry-pol, Zek-pol, Ann-pol, Met-pol, Dart-pol, Stal-pol, Bud-pol, Art-pol. /wszystkie nazwy są autentyczne./

29. Polska przeprasza za tzw. WĄS MENTALNY - najcięższą chorobę umysłową, niestety nie uleczalną i jeszcze bardziej niestety dotykającą tylko i wyłącznie mieszkańców 1-ej, 2-ej, 3-ej, 4-ej, 5-ej, 6-ej oraz 666-ej Rzeczbardzopospolitej Polskiej Katolskiej.

30. I wreszcie: Polska przeprasza za osobnika o superoryginalnym pseudonimie "SADO", który już dawno temu podjął decyzję, że nic mu się nie podoba.

czekam na wasze zjebane opinie
   
wyślij swoją debilną opinię do debila portfolio Sado
Z Wysp Szczęśliwych
W Wielkiej Brytanii jest już milion Polaków i wygląda na to, że będzie nas tu jeszcze więcej. Powodem tej inwazji jest oczywiście kasa. Nawet jeśli jeszcze tutaj nie byliście, to na pewno niedługo tu przyjedziecie, albo przynajmniej myślicie o tym. Jeśli tak, chciałbym Was ostrzec przed chorobą, trapiącą mniej więcej połowę rodaków, mieszkających w Anglii. Tą chorobą jest funtoza, polegająca na chorobliwej niechęci do rozstawania się z banknotami z wizerunkiem królowej Elżbiety. Niestety, nie wynaleziono jak dotąd skutecznej szczepionki na funtozę, ale znane są niektóre symptomy i skutki tej groźnej choroby.

Zarażeni funtozą gorzej się odżywiają. Z przerażeniem przekazywana jest historia chłopaka, który sprząta w KFC i dba, aby pozostawiona żywność się nie marnowała. Przynosi do domu resztki hamburgerów, kurczaków itp. Czasem je rzeczy, które ktoś napoczął i nie dokończył, a jeszcze jakby tego było mało, to zlewa pepsi i inne napoje w jedną butelkę i przynosi do domu. Ostatnio nawet zaprosił znajomych na wódkę i oczywiście on, jako gospodarz postawił popitkę i zagrychę. Zgadnijcie skąd je wziął? Inna historia dotyczy człowieka, który w ogóle nic nie jadł. Kiedyś wieczorem jego współlokatorzy zrobili kotlety i zostawili je nieusmażone na następny dzień, aby to zrobić bezpośrednio przed obiadem. Był to błąd, bo pod osłoną nocy głodomór wpieprzył je na surowo! Rano zarzekał się, że nic o tym nie wie, choć był jedynym podejrzanym.
Inny z naszych rodaków dowiódł, że można żywić się za funta tygodniowo, żywiąc się puszkowanym spaghetti z Tesco w cenie 7 pensów. Problem palenia papierosów rozwiązał zbierając kiepy z ulicy, kupując bibułki za 20 pensów i wykruszając do nich resztki tytoniu.
Jeszcze inny pomysł polegał na przywiezieniu z Polski mleka w proszku, owsianki no i oczywiście cukru, a następnie codzienna dieta, oparta na tych produktach.

MADness na pryczy pod schodami Zarażeni funtozą gorzej sypiają. Dwóch Polaków sypia w jednym łóżku, ale jak się okazało nie w tym samym czasie. Wcale nie muszą, bo jeden pracuje na dzienną zmianę, a drugi na nocną. Pewien właściciel pokoju na wynajem odebrał kiedyś telefon od Polaka, który usilnie namawiał go na wynajem placyku na rozbicie namiotu w ogrodzie za L20 na tydzień. Twierdził też, że może myć się u kumpli, byle tylko miał szyfr do bocznej bramy na ogród i wszystko będzie OK. Inny Polak w ramach oszczędności postanowił nie wynajmować pokoju i śpi w samochodzie. Myje się i spędza wieczorki u rodzinki, która ma go już po dziurki w nosie, ale cierpliwie toleruje, bo rodziny się nie wybiera... On twierdzi, że w maju wraca, więc nie opłaca mu się wynajmować pokoju na pół roku. Innemu zepsuł się materac, więc przez 2 tygodnie spał na gołej podłodze.

Zarażeni funtozą są mniej higieniczni. Pewna para przeprowadziła się do domu, gdzie są liczniki na wodę. Aby zaoszczędzić na rachunkach, nie spuszczali wody z wanny, tylko używali jej wiadrem do spłukiwania toalet, czy mycia podłogi. Inni rzadziej piorą, czy biorą prysznic, ale przecież w Polsce ludzie też tak robią.
Pewna parka używała dwa razy papierowych torebek do pakowania kanapek. Przynosili zużyte torebki z pracy i na drugi dzień znowu ich używali do pakowania kanapek.

Funtoza może być przyczyną pogorszenia zdrowia. Znany jest przypadek chłopaka, któremu dziewczyna, zupełnie niechcący, przez przypadek, wyrzuciła ostatnią parę skarpetek, przywiezionych jeszcze z Polski. Biedny chłopak przez dwa tygodnie chodził więc bez skarpet, a było to zimą... Inny jadał mięso jedynie wtedy, kiedy dostał je za darmo, stojąc pod lokalnymi mięsnymi i otrzymując je tuż przed zamknięciem sklepu w formie resztek, okrawków i kości. Zdziwionym Anglikom mówił, że to dla psa. Na żywność wydawał najwyżej L5 na tydzień, a jego sposób polegał na chodzeniu do ASDY około ósmej i czekaniu, aż pracownik z metkownicą przeceni po raz trzeci uprzednio już przecenione produkty.

Funtoza może Was narazić na nieprzyjemności. Przecenione produkty są tanie, ale najwyraźniej były za drogie dla innego Polaka, który poszedł gdzieś za Tesco, aby odzyskiwać przeterminowaną żywność z ich kontenera. Ten kontener jest zabezpieczany plandeką zamykaną na kłódkę, więc kiedy tam grzebał ze swoim synem, zostali zatrzymani przez Tesco Security.
Inny artysta odwiedzał TIRem urząd pracy, żeby szukać dodatkowej pracy bo "nie dość, że zaoszczędzi na bilecie, to jeszcze mu za nadgodziny zapłacą". Wyleciał z roboty, kiedy się okazało, że nielegalnie parkował (zgodnie z prawem w mieście można zostawiać na ulicy tylko samochody do 1.5 tony).

Funtoza to życie na krawędzi. Pewien Polak nigdy nie tankuje paliwa za więcej niż 5 funtów, bo szkoda mu zostawić swój 16-letni samochód z większą ilością paliwa, na wypadek gdyby mu się rozkraczył na drodze. Problem w tym, że nawet wtedy nie zostawiłby tego grata. Kiedy mu zabrakło paliwa, podreptał do najbliższej stacji benzynowej z plastikową butelką po napoju, ale usłyszał, że nie może w nią dostać paliwa. Zmuszony był więc zakupić plastikowy kanister za jedyne L4.99 po czym... wlał do niego paliwa za 2 funty.
Wielu ludzi przy wypłacie od razu wysyła całą kasę do Polski, żeby ich nie kusiło, zostawiając sobie tylko wydzielone L20 na tydzień. Jeśli im później brakuje, to nic więcej już nie kupują danego tygodnia, albo pożyczają od innych (na wieczne nieoddanie).
Pewien chłopak przywiózł z urlopu w Polsce nowy telefon Ericssona i zapomniał, że w Anglii są inne wtyczki. Aby naładować baterię, po prostu uciął wtyczkę tak, że zostały dwa kable i wsadził je do kontaktu. Trochę się zdziwił, kiedy telefon już mu się nie chciał włączyć, ale kolega mu doradził żeby złożyć reklamację na linie lotnicze, że niby mu się popsuł w samolocie. Co więcej, kiedy odcinał tę wtyczkę, to robił to akurat nowo zakupionym nożem innego kumpla i niefortunnie go wyszczerbił. Kiedy kumpel zwrócił mu uwagę, żeby kupił nowy (1,5 funta) ten zaproponował, że mu "wyklepie" wyszczerbienie.

Funtoza może rzucić cień na Wasze relacje z ludźmi. Znam chłopaka, który jest tu już od dwóch lat i nie napił się ani razu piwa, bo mu szkoda 1 funta (mawia że to 6 zł i w Polsce będzie miał za to 3 piwa). Niektórzy rozwiązują ten problem metodą "na sępa", jak pewna dziewczyna, która w sklepie nigdy nie chciała brać koszyka ("ja nie jestem głodna"), ale podczas zakupów co chwila coś wrzucała swojej koleżance.
Czekając na PRZEcenę
Funtoza może utrudnić Wam starania o zachowanie elegancji. W Anglii jest dużo sklepów dobroczynnych, przed którymi ludzie dobrego serca zostawiają w workach ubrania, które sklepy później sprzedają. Jeden z naszych rodaków chodził wieczorami pod te sklepy i na chama wygrzebywał i przebierał, a co mu pasowało brał. Czasem spodnie były o cztery numery za duże, ale twierdził, że lubi luźne i opinał się paskiem... Najlepszy numer był wtedy, gdy nie zdając sobie sprawy co to oznacza, założył do pracy koszulkę z napisem "BLACK MAN WILL FIGHT-DO NOT DISTURB". Inny pozyskiwał ubrania w ten sam sposób, a następnie sprzedawał je na sobotnim targu.

Zarażeni funtozą budzą zgorszenie. Pewien Polak zadziwił współlokatorów następującymi pomysłami:
- wykręcił dwie żarówki z kinkietów, aby mniej płacić za prąd.
- dostał lub znalazł gdzieś 4 duże opakowania tabletek do zmywarki i stwierdził, że zabierze je do Polski i jak kiedyś dorobi się zmywarki to się przyda. Po jakimś czasie współlokatorzy przyzwyczaili się, że używał tych tabletek robiąc pranie ("to tabletka i to tabletka").
- kiedy przyszedł półroczny rachunek za wodę, zamknął się na cały dzień w pokoju.

Inny zaś, wybierając się do Polski z zamiarem bezpowrotnym, zabrał ze sobą wszystkie sztućce, garnki, szklanki i inne niepotrzebne rzeczy. Jakież było jego zdziwienie na lotnisku, kiedy po zważeniu bagażu okazało się, że musi zapłacić za nadbagaż. Możecie sobie wyobrazić, że 15 kg nadbagażu kosztowało go chyba trzykrotnie więcej, niż zapłacił za te wszystkie rzeczy w sklepie.

Niektórzy przywożą ze sobą czajniki, tostery czy pojemniki na sztućce, ale co zrobić z produktami szybko zużywającymi się? Pewna dziewczyna jeździła tylko po to do ubikacji na stacji Richmond w Londynie, aby zawinąć ze sobą kilka dużych rolek papieru toaletowego, kiedy była jej kolej na kupowanie.

U pewnego Polaka uszczelka w toalecie zaczęła przepuszczać wodę. Poszedł więc do kafejki internetowej, zapłacił za 15 min Internetu, zaliczył toaletę, z której wyciągnął uszczelkę, zalewając przy okazji całą łazienkę. Wyszedł i zwrócił uwagę obsłudze, że woda cieknie. Zaoszczędził w ten sposób 4 funty.

Funtoza może Was czasem narazić na śmieszność. W ogrodzie przy pewnym domku były małe lampki na baterię słoneczną. Jeden z mieszkających tam Polaków spojrzał na wejście do ogródka i zapytał: "ej, jak się wyłącza tę lampę, bo ona niepotrzebnie się świeci, a prąd kosztuje!" Prąd kosztuje, więc inny chłopak, który trudnił się robieniem kanapek w Starbucks, na czas swojej nieobecności w domu wyjmował z budzika baterie - paluszki, żeby się nie zużywały.

Funtoza kosztuje. Pewna Polka poleciała do Anglii spieniężyć czek, nie znając zresztą w ogóle angielskiego. Nie wiedziała, że mogła spieniężyć czek, będąc w Polsce i że kosztuje to około kilkunastu funtów.

Wszystkie powyższe historie są autentyczne i zostały opowiedziane przez uczestników forum londynek.net

Pozdrawiam wszystkich zdrowych rodaków, niezarażonych (jeszcze) funtozą!
Cheers Mate! - Tangle Foot
  Zryte Berety
PARTNER<ka> IDEALNy/a
left click 4 moron's bio & stats
  fioletowe coś W niniejszym odcinku Zrytych Beretów odkryję przed Wami moją najświeższą fascynację pewnym wąskim - niczym moje bary - gronem ludzi z cholernie "pogiętym deklem". Mowa tu o osobach transseksualnych.
      28 lutego 2007

Niestety, nie dysponuję przepisem na to, jak zostać transseksualistą/transseksualistką, zatem ewentualnych zainteresowanych przepraszam - tym razem nie będzie listy składników potrzebnych do osiągnięcia tak bardzo zaawansowanego stopnia zjebania. Mogę polecić jedynie film G.I.Jane, by wczuć się w klimat nieco, choć nawiązanie do tej produkcji jest tu bardzo swobodne i czysto umowne.

Wracając do tematu, wyjaśnić Wam muszę - Drodzy Debile - kim jest osoba transseksualna, abyście mogli pełniej zrozumieć moją fascynację. Transseksualizm to tzw. przeniesienie płci. Transseksualistą jest więc człowiek, którego psychiczna percepcja własnej płci pozostaje w niezgodzie z biologicznymi znamionami ciała. W praktyce chodzi o to, że babeczka, a więc posiadaczka pochwy, cycków i kilku innych mniej (lub bardziej) ważnych szczegółów anatomicznych czuje się psychicznie mężczyzną. I vice versa (czyt. wice wersal) - biologiczny facet, a zatem posiadacz pały i jaj oraz nieco większego mózgu, czuje się kobietą. To są właśnie transseksualiści.

Chick with DickCóż intrygującego może być w takich osobach? Co mnie kręcić poczęło od niedawna w tych - generalnie nieszczęśliwych - więźniach własnego ciała? Otóż rozmyślając kiedyś podczas porannej masturbacji na temat mojego życia intymnego, doświadczeń z kobietami oraz mojego pogiętego dekla, doszedłem do zaskakującej konkluzji... Wpadłem na pomysł, że tak naprawdę szukam babki (ciałem) z psychiką mężczyzny - a więc transseksualisty typu k/m! Mógłbym z taką osobą wykonywać typowo męskie czynności, np. oglądać sporty walki, chlać whisky przy barze, chodzić na grzyby/ryby/kurwy, bawić się w paintball, łazić hardcorowo po górach, rozmawiać o karabinach itd. Mógłbym być szorstki w wypowiedziach, bo taka osoba - będąc psychicznie mężczyzną - rozumiałaby mnie doskonale. Nie musiałbym bawić się w zbędne konwenanse, w obawie przed zranieniem kogokolwiek. Sam także słyszałbym równie proste i dosadnie męskie uwagi, a nie zmyślnie i zupełnie niepotrzebnie kamuflowane teksty, które każda babka wysyła, wymagając by facet wyłapał wszystko w lot.

Jednakże fizycznie byłaby to osoba płci żeńskiej, a więc dysponująca tymi przymiotami fizjologicznym, które tak skutecznie i silnie potrafią urozmaicić moją codzienność oraz codzienność mego kutasa. Pisząc przejrzyściej - ruchanie byłoby w takim przypadku czynnością tradycyjnie heteroseksualną, co cieszy mnie, gdyż gejem nie jestem. Rżnięcie faceta w ciele kobiety nie różniłoby się chyba dla mnie niczym - w aspektach technicznych - od tradycyjnego seksu z kobietą w ciele kobiety...

Jako osoba silnie empatyczna i na wskroś przesiąknięta personalizmem oraz gardząca przedmiotowym traktowaniem drugiego człowieka, zastanawiam się nad odczuciami tego hipotetycznego transseksualisty typu k/m i dochodzę do prostego wniosku - moje poszukiwania mężczyzny w ciele kobiety musiałbym drastycznie zawęzić do transseksualistów typu k/m o silnych skłonnościach homoseksualnych. Chodziłoby zatem o gejów (w warstwie psychiki), uwięzionych w ciele kobiet. Taki układ mógłby okazać się zbawienny dla wielu 'trudnych' lub zwyczajnie pojebanych facetów (np. dla mnie).

Namawiam do refleksji każdego, gdyż możliwe, iż związanie się z homoseksualnym transseksualista typu k/m jest najlepszym sposobem na zbudowanie trwałego związku opartego na wzajemnym zrozumieniu, szacunku, przyjaźni, a także seksie. Bo nikt nie będzie lepiej rozumiał, szanował, otaczał przyjaźnią i szacunkiem jednego faceta, niż drugi facet, który w swoistym bonusie ma do zaoferowania swe soczyste, kobiece ciało oraz homoseksualną w nim gościnę.

Kobitki, szczególnie te uprzedzone do mężczyzn, winny się zastanowić nad homoseksualnym partnerem transseksualnym typu m/k. Taka kobieta w ciele faceta chętnie brykałaby z daną babeczką (np. feministką albo inną estrogenową frustratką) na zakupki, do fryzjera, na solarium i kosmetyczki. No i na tradycyjny seksik można liczyć też. Przyjemna perspektywa, nieprawdaż Drogie Czytelniczki?

Zatem może czas pogodzić się, że jest się zbyt popierdoloną cipą lub zbyt pokurwionym fiutem na normalny związek? Po co bruździć komuś zwyczajnemu, skoro człek jest wiecznym malkontentem i zawsze znajdzie w płci przeciwnej coś irytującego? Może czas zainteresować się dość wąskim gronem transseksualistów? Trzeba tylko dobrać odpowiedniego, homoseksualnego i przekonać go, iż operacyjka i kuracja hormonalna to zbędny wydatek. Można przecież pieniądze przepić/przerżnąć z tirówkami/wydać na wspólne wypady na polowanie lub zakupy.

czekam na wasze zjebane opinie

   
  Koszulki Dziwnych Tabletek!


   
Gdyby Nugat był poetą,
Kobiet stałby się podnietą!
Mógłby wciskać korniszona
W picz każdego kurwiszona!
Kurwy.
28 lutego 2007 26:48

Manuela Gretkowska czyli taka siwa, choć młoda babcia o twarzy sepleniącej astronautki z planety Espumisan, założyła partię kobiet. Kto to jest Manuela Gretkowska? To taka jedna autorka (że niby kobiety potrafią pisać, pssss), która zaistniała reżyserowaną przez Żuławskiego książką "Szamanka" z Bogusławem Pindą i Iwoną Getry w rolach gównianych. Pojawia się czasem w telewizorze a konkretnie gdzieś z przodu kineskopu i udając postępową euROPEjkę wygaduje jakieś bzdety, podczas gdy jej wyglądający jak model do sklejania mąż niemiłosiernie nudzi się gdzieś obok, lub pielęgnuje w domu włosy.

Kogo to obchodzi? Nie wiadomo. W każdym razie Gretkowska założyła partię i nie bojąc się oskarżeń o szowinizm pragnie walczyć o prawa kobiet.

- Np. jakie? - Chciałoby się zapytać!
Jednym z podstawowych praw polskich kobiet jest niezbywalne prawo do bycia głupią kurwą.

Przekonał się o tym przystojny jak stolec Kameruńczyk Simon Mol, który przyjechał sobie wesoło do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi żeby kto inny czasem jej nie zjadł i dodatkowo nie wolno rozdawać chleba ubogim, bo potem fiskus dowali taki podatek, że piekarz dobroczyńca idzie z torbami. No więc przyjechał ten Mol i zaczął ruchać! Zbombał setkę kobiet i przy okazji pozarażał je AIDS, bo w dobie politycznej poprawności wymaganie od murzyna żeby założył prezerwatywę to zwykły rasizm. Polskie dziewczyny wesoło rozkładały przed nim nogi i z rozkoszą masowały jego mosznę błagając by spuścił im się we włosy lub do pępka. Lizały jego czarnego pytonga, przeżuwały spermę i pławiły się w swym upodleniu przyswajając przez śluzówkę pochwy bądź opcjonalnie odbytu podniecone zapachem kobiecego sromu kompanie wirusów. A później wracały do domu, całowały w czoło swoje dzieci i korzystały z pieniędzy swoich mężów. Następnie przekazały wirusa dalej sprawiając, że ich mężowie stali się pośmiewiskiem kolegów i oglądającego telewizję Nugata27 zaśmiewającego się do rozpuku z rogatych, zdychających frajerów zrobionych w nomen omen bambusa przez wpieprzającą banany małpę. Oczywiście mówiąc małpa mam na myśli niewierną żonę, bo nigdy nie odważyłbym się użyć takiego epitetu pod adresem czarnoskórego człowieka, bowiem jestem przeciwnikiem rasizmu w każdej formie, a zwłaszcza odlewniczej. Uważam ponadto, że miłośnicy zarażania kobiet AIDSem powinni skorzystać z prawa do manifestowania swojej odmienności w paradach, tak jak robią to geje, bo wszystko, co obrzydliwe i wstrętne według jednych, jest śliczne i apetyczne zdaniem innych a więc jak nakazuje demokracja powinno trafiać na piedestał lub przynajmniej ruchomą, sunącą w rytm muzyki platformę. Najlepiej Platformę Obywatelską.
Kurwy!
Ostatnio w telewizorze, i co ciekawe również gdzieś z przodu kineskopu często pokazywano też taką panią o pseudonimie Aneta Krawczyk, która od pewnego czasu usiłuje odnaleźć ojca swojej córki. Podziw budzi przepustowość jej waginy, przez którą przetoczyła się taka ilość fajfusów, że kobieta straciła rachubę. Usiłując wskazać tego, który się spuścił bez prezerwatywy lub małżeńskiego kalendarza strzela w ciemno podając co rusz inne nazwisko - niestety nie trafia. Najważniejsze jednak, że pokazała w telewizji zarówno swoją twarz jak i całą postać swojego dziecka - przynajmniej wiadomo, z kogo można się śmiać w szkole. Myślę, że partia kobiet jest jedyną nadzieją dla pani Krawczyk - to potężna siła, która może przeforsować obowiązek corocznych badań kontrolnych wszystkich obywateli Polski na okoliczność bycia ojcem dziecka pani Anety. Wtedy tatuś na pewno się znajdzie. A może nie? Może pani Aneta Krawczyk w przyszłości zmieni płeć lub zgłębi tajniki partenogenezy a później wskoczy do maszyny czasu, niby terminator przeniesie się w lata 90te i zapłodni (czyli jak gdyby już zapłodniła) samą siebie?

No, ale dość już z tymi okrutnymi żartami - wiadomo, że te setki czy nawet tysiące kobiet bombiące się z roznoszącymi choroby obywatelami innych państw, czy też noszącymi bamberskie krawaty członkami (znowu nomen omen) samoobrony to tylko niewielki odsetek społeczeństwa. Na zaszczytne miano kurew zasługują przecież także mężczyźni czy wręcz całe ich organizacje.

Ot np. taki arcybiskupwsth Wielgas (funkcja i nazwisko zostały zmienione, aby nie popadać w niepotrzebny konflikt z potężną organizacją władającą umysłami wielu obywateli. Jaka to organizacja niech pozostanie tajemnicą.)

Otóż arcybiskupwsth Wielgas został przyłapany na kłamstwie, ale wierząc, że jego partner z wywiadu generał Kiszczak spalił swego czasu wszystkie akta dotyczące Wielgasa oraz jego konfidenckich kumpli działających w łonie tajemniczej organizacji, brnął dalej zapewniając wszystkich o swojej niewinności. Okazało się jednak (jakże to niespodziewane), że Kiszczak, jak na komucha przystało, zawiódł, i dzięki dziennikarskiemu upierdlistwu arcybiskupwsth zobaczył dowody swojego matactwa czarno na białym. Przeprosił wtedy pięknie i powiedział, że liczy na wybaczenie oraz na to, że wszyscy pozwolą mu pełnić najwyższe urzędy i ociekać splendorem, bo przecież nikt nie jest bez winy a nawet św. Piotr miał zaparcie.

Nie pozwolono! Zrezygnował więc w najbardziej żenującym stylu, jaki można sobie wyobrazić - w ostatnim momencie, stojąc przed rzeszą ludzi jak nagi w pokrzywach i robiąc zabawne miny. Przy okazji inni urzędnicy Kościoła (oops, jednak wysmyknęła mi się ta nazwa) mieli okazję wykazać się butą wykrzykując hasła o ataku mediów na ich przeczystą organizację. Stali przy tym dumnie przed ołtarzem w złocistych szatach przyoblekających ogromne brzuchy, dzierżyli dodające powagi laski a ich głowy wieńczyły olbrzymie przydające godności czapy nadające postaci kształt pękatej rakiety kosmicznej i grzmieli gniewem jak pierdnięcie po grochówce. A taki jeden Dżycimski (imię i nazwisko zmienione a do tego imię wymazane klawiszem "BackSpace"), z którym rozmawiała blondynka nazwiskiem Monika Olejnik posunął się nawet do tego, że zwracał się do niej per "pan". I tak dobrze, że sam się posunął, widocznie nie było pod ręką żadnego ministranta.

Czy ktoś, komu została odrobina szacunku do samego siebie może tak kurczowo trzymać się stołka i iść w zaparte? Chyba tylko jakaś kurwa-dziad.

Przy okazji jeszcze jedna uwaga się nasuwa jak napletek. Otóż nieładnie jest donosić. Z dzieciństwa pamiętam, że każdy kolega, któremu zdarzało się naskarżyć, dostawał w ryj. Przekonanie, że kapusie to gówna było powszechne. A teraz w telewizji trąbią, że podpisanie lojalki na ubecji to nic takiego, bo wszyscy tak robili. Mówi się, że wszyscy dla kariery zapisywali się do partii, lub szmacili w inny sposób. To dopiero jest robienie z obywateli zwykłych kurew. Na szczęście telewizja kłamie. A że robi to dla pieniędzy znowu trafiamy na kolejną grupę, która pasuje do definicji kurwy. Definicji tej nie podaję, bo żeby jej nie znać trzeba być idiotą.

Trzeba być także idiotą, aby wpuszczać księdza po kolędzie, (chyba, że jest to Kolęda-Zaleska i wpuszcza się go po niej do kibla żeby powąchał, co jadła wczoraj na kolację) bo w dobie ujawnianych ostatnimi czasy dokumentów wychodzi na to, że taki ksiądz przychodzi po to by zebrać o nas informacje. Oprócz informacji dostaje też kopertę z kasą, - ale tu nie ma mowy o kurestwie, bo prostytutka za kasę stara się spełniać życzenia klienta, a taki ksiądz jedynie się wymądrza i daje obrazek.

O kurestwie można natomiast spokojnie mówić w kontekście naszego zaangażowania w "misje" w Iraku i Afganistanie. Bo czymże innym jest udział w brudnej amerykańskiej wojnie i okupacji suwerennego niegdyś kraju? Wstyd i popelina. Jedynym epizodem przynoszącym wstyd polskiemu orężu był do tej pory udział w pacyfikacji Czechosłowacji, w czasach, kiedy tresowali nas ruscy. Teraz, kiedy nikt nie stoi nad nami z batem, USA stało się alfonsem przymuszającym Polskę do nierządu za cenę jakiś tam kontraktów czy odrobiny kasy na to i owo.

A kto, jak kto ale Amerykanie mają w tym wprawę. Zszokowany uwagami Sado na temat MTV postanowiłem kilka godzin pooglądać sobie ten program, aby sprawdzić czy nasz kolorowłosy kolega, aby nie przesadza w swym felietonie. Okazało się rzeczywistość jest jeszcze bardziej szokująca. Przecież na tym programie prawie w ogóle nie ma muzyki! Zamiast tego cały czas jacyś debile promują styl bycia sobą (czyli nimi). Prowadzący MTV a także osoby, które się tam wypowiadają nie mają w ogóle IQ! To zaskakujące odkrycie, ale nie o to chodzi w moim dzisiejszym tekście. To, co się dzieje na MTV to materiał na osobny artykuł. Napiszę go kiedyś, choć nie będzie łatwo zrobić tego w taki sposób, aby nie popaść w mentorski ton, czego pragnę przecież uniknąć, bo jestem na to za głupi.

Tak czy inaczej trafiłem na taki program, gdzie jakiś pajac oferował ludziom parę dolcy za poniżanie się na wizji. Jakieś laski wkładały sobie za 50$ do staników gnijące mięso, ktoś tam przenosił w ustach jakiś łój i wreszcie na koniec jakaś dziewczyna za kilka dolarów wydłubała z nosa babola, pokazała do kamery jak dynda spod paznokcia i wpakowała go sobie do pyska, po czym zjadła. Zabawa na sto dwa! Tak właśnie zarabiają zwykłe kurwy, bo profesjonalne prostytutki muszą przynajmniej wykazać się jakimiś umiejętnościami ze sztambucha jak chociażby tzw. robienie laski lub tzw. dawanie dupy. Tutaj wystarczy zrobić cokolwiek byle tylko stracić godność i udawać przy tym, że to świetna zabawa.

Jak widzimy, kurwa kurwę kurwą pogania. W telewizji i wokół nas. Jak przetrwać w tym środowisku? Zostać jedną z nich! Nie lubię Dziwnych Tabletek i wstydzę się publikować tu takie gówniane teksty jak niniejszy, pisane tylko po to żeby podobały się motłochowi. A jednak robię to, bo Franki płaci w dolarach i przy okazji promuje moje akcje na innych polach. A ja tak kocham błyszczeć, błyszczeć, błyszczeć! Jak najczystszy diament! Jak wypromowany przez "Idola" idol, który zniesie wszelkie poniżenia na wizji byle tylko plebs nagrodził go na końcu oklaskami! Jak aktor, który wystąpi w najbardziej gównianym serialu byle dostać Fryderyka, jak córka byłego prezydenta (tym razem nie chodzi o Kwacha) która będzie tańczyć jak szalona a później szmacić się przed obiektywem paparazzich byle o niej mówiono! Taki jestem! Jestem zwykłą kurwą, jak większość obywateli. Dlatego we współczesnym świecie czuję się komfortowo i bezpiecznie. Bo przecież kurwa kurwie łba nie urwie!



   


Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśNext!