
|
Gwiazdą sportu > ![]() ![]() |
![]() |
| 3 słowa od... KIEDYŚ BYŁO PROŚCIEJ |
![]() |
|
Nie wiem, czy było prościej żyć, pracować i zarabiać, ale na pewno było łatwiej wybrać się na zwykłe, jebane zakupy. |
||
|
11 września 2006 Mydło to było mydło. Krem do golenia to był po prostu krem. Butelka szamponu również nie roztaczała przed nami obietnic egzotycznych przygód.Ale to było kiedyś, w PRL. Odkąd mamy wolny rynek, proste z natury rzeczy przestały być proste. Aby w chwili obecnej udać się na zakupy należy nauczyć się lawirowania w języku bez żadnego znaczenia. Ojej. Jesteś brudny i śmierdzisz. Wypada kupić mydło, wejść pod wodę i zrobić swoje (wyjątkowo nie chodzi walenie konia). Ale, ale... nie tak szybko! Najpierw musisz podjąć ważną życiową decyzję: czy chcesz umyć się mydłem z pozoru zwykłym, a może pokusić się o dodatek eukaliptusa lub ekstrakt z kutasa. Chwila... jest też żel pod prysznic... Ale ja, kurwa, nie mam prysznica tylko wannę. Czy to też się liczy? - myślisz i dalej stoisz przed półką jak ostatni Giertych. Po ustaleniu formy i marki, pozostaje wybrać tylko pożądany zapach: morska bryza, waniliowa ekstaza, leśna polana, a może górska świeżość? Co do chuja?!? Czy ktoś może to przetłumaczyć? Z drżeniem końcówki prącia czekam na moment, kiedy będę mógł potraktować swoją dziurę w dupie specjalną, stworzoną wyłącznie z myślą o odbycie, wodą zapachową. Wyobraźcie sobie maksimum lansu na dysce, kiedy zajarany kurwiszon uklęknie i zacznie wąchać wam rowa, chwaląc przy tym niebanalny dobór aromatów. Uważna lektura opakowań (na przykład kawy) dostarcza również interesujących informacji. Można dowiedzieć się z nich o istnieniu czegoś takiego jak klasyczne nowości. Być może po prostu moje wymęczone butaprenem komórki nie pozwalają na ogarnięcie sytuacji, w której coś może być zarówno klasyczne jak i zupełnie nowe. Rozwiązaniem może być również to, że marketingowcy to banda zakłamanych pedałów, którzy cynicznie wykorzystują motłoch. Ale z drugiej strony, jeśli ktoś jest głupi, to czemu by go nie wykorzystać w pełnym majestacie prawa dla własnych celów? Tak, to było pytanie retoryczne. Jednym z największych osiągnięć skurwieli od market-szajsu było przekonanie milionów debili, że włosy należy myć dwa razy. Tak twierdzi obecnie etykieta każdego szamponu. Geneza tej "rady" jest tyleż złowieszcza, co genialna. Jakaś-tam firma szamponiarska (na pewno z USA, bo w końcu to Nowe Imperium Zła) kazała wymyślić swoim specjalistom od wciskania kitu sposób na zwiększenie sprzedaży. I wymyślili: czynność powtórzyć. Motłoch nie będzie się przecież zastanawiał "po co?". Najśmieszniejsze, że to wszystko napisał wam pojeb testujący każde nowe piwo, czy softdrink na rynku. Zazwyczaj jednak piwo. I mimo wszystkiego co napisałem powyżej, wolę Balcerowicza niż szare mydło. Ostatnim przykładem zwycięstwa działu marketingu nad jakimkolwiek zdrowym rozsądkiem jest gówno Durexa, które zakłada się na pindola i podobno jest fajnie. Wcale nie jest. ![]() Czas na bałns! Fajnie napisałem? No, ja kurwa myślę! Czasami, ale jednak.Nowe, lanserskie Dziwne Tabletki nie byłyby jednak niczym bez bandy idiotów piszących do nich swoje mniej lub bardziej odkrywcze wynurzenia na temat natury rzeczywistości. Mamy tu anyty-polsko-katolskiego Sado. Mamy zrytego od stóp do beretu MADnessa. Mamy również Rutkowskiego, który - podobnie jak TEN RUTKOWSKI - wylądował na dołku. Ale w przeciwieństwie do TEGO RUTKOWSKIEGO ma do powiedzenia coś ciekawego, nie zawsze miłego. A właściwie to nigdy. Nie sposób zapomnieć też o Najlepszym Koledze Wszystkich, Nugacie27 barabaniącym kakało wprost z podziałki > do nosa. Jako po wyborcy Pi.Aj.iS. nie można spodziewać się po nim wiele. Mimo to, zaskakuje otwartością zarówno umysłu jak i przepony. No i stanowi nugacią przeciwwagę dla lewicowych odchyłów reszty ekipy. Kolejność wymienionych zjebów nie jest w żadnej sposób przypadkowa. Bóg tak chciał. A konkretniej - w takiej właśnie kolejności poszerzała się ekipa pisarska DT (Zwyrol został pominięty celowo, ponieważ aktualnie zajmuje się obrywaniem dupą umywalek w czeskich hotelach). Pomyślałby ktoś, na przykład taki So-bitch, że to i tak za dużo debili jak na jedną, zjebaną stronkę. Chuja by tam pomyślał! Ja, Franki, przyciągam czuby lepiej niż wyposzczona suka z cieczką. Ostatnio w całkowicie prywatnej dyskusji przeprowadzanej przez popularny polski komunikator typu instant, zastanawialiśmy się z Nugatem27, czy za walenie konia Bóg zsyła ludzi do piekła. Pamiętacie, tak mówił ksiądz w konfesjonale, na religii i w kościele. Let me get this straight, oboje z Nugatem jesteśmy chujami wierzącymi, że rzyć ludzka to ni tylko nasze doczesne korpusy, ale też COŚ beyond that. Więc, na Boga!, nasza dyskusja była szydercza, ale nie cyniczna! Nugat27 podsumował całą 5-cio-liniową konwersację w charakterystyczny dla siebie sposób: To by był niezły gnój, gdyby po śmierci okazało się, że faktycznie Bóg to taki dziadek i sprawdzi, że nie chodziłeś do kościoła i waliłeś konia. I ciach do piekła!
OK, Nugat27 napisał "bog", ale ja poprawiłem, żeby Romek nas nie zamknął. Zresztą chuj z tym. Pierdoliłem o naszej ekipie. Rozszerzyła się ona dziś, jak wasza mama przed panem z klatki B (gdy tata idzie do pracy), o kolejnego człona. Człona, tyleż niebanalnego, co banalnego. A konkretniej - banalnego. Chuj ten strzela z dupy niczym strzelec z dupy. Jego imię to Wuj. Wuj Woyti. Nasz Wuj. Wasz Wuj. I chuj. Pytacie, "skąd wy bierzecie tych wujków?". Z forum. Wuj Woyti wylansował się tam na numero uno, zdobył szacunek ziomów i mokre gacie suczek. Być może nie widać tego po jego premierowym tekście, ale orientuje się w tym zasranym świecie lepiej niż wasi smutni rodzice. I wujki. Idę się wyrzygać. W Biedronce rzucili Energy Drink Tigera za 1.99 PLN na 1 litr. Wypiłem cały, ale to chyba nie był najlepszy pomysł. Zanim puszcze w klop radosnego spawa, zaproszę was na kolejną, widoczną poniżej, trzecią odsłonę brytyjskich konwersacji. Monolog nowojorskiego anty-czarnucha part II zostaje przeniesiony na następny apdejt, bo i tak mamy tekstów od zarzygania. I jeszcze przypomnę, że rysownikiem DT jest Grey produkujący również postapokaliptyczne koszulki. P.S. Dzisiejszy update sponsorował producent słowa "bochen". Idioci w Liverpoolu, part III Franki: Wiesz, Mój Drogi Kompanie, że Twe rozbryzgi wszelkiego typu zawsze wzbudzają we mnie wielkie zainteresowanie. A opowieści z kolejnego dnia, który było nam dane spędzić razem są przecież nie mniej interesujące niż nawet najstaranniej wyhaftany, jeszcze parujący rzyg. Piękny bezchmurny letni dzień, których parę już w Liverpoolu przeżyliśmy, rozpoczął się, jak to zwykle bywa, niewinnie i nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń, jakich byliśmy świadkami, a wręcz bezpośrednimi uczestnikami. Pobudka o 5:45 nie jest hitem, ale da się przeżyć, jeśli słoneczko miło praży i czujesz się jak ziarenko kukurydzy, które za parę chwil przeistoczy się w pełnoprawny popcorn. Chcę przez to powiedzieć, że było po prostu ciepło, choć stwierdzenie "kurewsko ciepło" należałoby uznać za znaczne nadużycie. Brak pewności co do naszej pracy w nizinie społeczno-zawodowej oraz brak śniadania nie stanowił jeszcze palącego problemu. Dziarsko maszerowaliśmy przez kolejne ulice delektując się smrodem miasta oraz świeżymi wypiekami będącymi daleko poza zasięgiem rażenia polskich portfeli. "Bo artysta głodny jest bardziej płodny" - twierdzi Kazik S., znany i powszechnie uwielbiany polski wokalista. I rzeczywiście! Kiszki grające marsza jakimś cudem wpłynęły na naszą spruchniałą korę mózgową i doznaliśmy nagłego olśnienia - możemy obrażać ludzi na ulicy bez żadnych konsekwencji!MADness: Gdyby to była kwestia głodu Drogi Watsonie, na pomysł ten wpadlibyśmy dużo wcześniej, gdyż nie pierwszy to był dzień naszej "angielskiej diety". Już zdradzam jej zasady... Otóż należy nic nie wpierdalać od rana, dużo chodzić po zatłoczonym mieście (najlepiej około 20 - 25km.), mało pić (chodzi o płyny wszelkie, nie tylko o voodę). Gwarantuję w wyniku tej diety zachwiania równowagi, ciągłe podminowanie, dynamiczny spadek masy ciała. To ostatnie szczególnie spodobać powinno się tłustym lochom czytającym te słowa, lub też osobom, którym się wydaje iż nimi są. Wracając jednak to tematu - istotnie - pomysł bluzgania ludzi na ulicy i sklepach był przedni i faktycznie wynikać mógł z dłuższego niedożywienia. Jakże swobodnie czuje się człek, gdy kupując np. buty, może soczyście skomentować przy sprzedawcy: "Już bardziej drogie być nie mogły, chuju?". Napięcie psychiczne drastycznie spada i robi się wesoło. Spotkane na ulicy tłuste ludzkie balerony nie wiedzą o co chodzi, gdy człek powie im w twarz jak obleśne są te wypływające fałdy tłuszczu znad paska od spodni. Wiem, wiem - kurewsko jesteśmy odważni, że tak bluzgamy nieświadomych ludzi i zapewne potrwa to do chwili, gdy zgarniemy wpierdol od jakiegoś Polaka lub Ruska, który skuma co mówimy. Ale mamy na to szczerze wyjebane. Franki: Wyjebane to miała Twoja Mama gdy Cię rodziła! Ha-ha-ha! Ale żarty na bok, bo w końcu mamy zachowywać i przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom Polaków, którzy marzą o podążeniu złotym szlakiem. I kto wie, może nawet po wysłuchaniu naszych przygód i rad rozpoczną karierę na miarę Beatlesów znanych w ojczyźnie pod przykrywką Bitlesi (aby komuniści nie wykryli). Bo co większym dałnom należy uzmysłowić miejsce pochodzenia tego zespołu, za które uchodzi właśnie Liverpool, czyli Wątrobiany Basen. MADness: Basen, w którym kąpie się coraz więcej Polaków - co niekoniecznie poczytywać należy jako pozytyw, gdyż niestety nie jest to śmietanka intelektualna. Najwyżej skisłe mleko... Trudno inaczej nazwać tłuków, z którymi pracujemy, lub raczej oddajemy się zwyrodniałym Anglikom (o pracy naszej napiszemy nieco później). Jest ich sześciu, poznaliśmy ich w Agencji, lecz wbrew pozorom nie była to agencja towarzyska, lecz pośrednictwa pracy. Nasi krajanie okazali się od samego początku specyficzni, żeby nie powiedzieć przyjebani. Nie chcę zbytnio marnować literek na tych chujów, więc przejdę do konkretnego przykładu. Otóż dwaj z nich nie zrozumieli kilkakrotnie powtarzanego przez pośrednika zalecenia, iż przyjść należy w eleganckich, dla wielu pedalskich, spodniach oraz takichże butach. Oni to olali grubym strumieniem moczu i przyszli w dżinsach oraz w butach niekoniecznie eleganckich - tzn. jeden w adidasach, a drugi w sandałach. I byłoby to niedopatrzenie zaledwie śmieszne, a nie żałosne i debilne , gdyby nie fakt, że koleś te sandały próbował pastować, by stały się bardziej eleganckie. Zdaniem mym powinien wysmarować je kałem - uzyskując lepszy połysk i dość oryginalna fakturę powierzchni. Dobrze byłoby gdyby ten pojeb wypastował je na nagich stopach, może nikt by się nie połapał, że nie ma on na nogach pełnych i eleganckich trzewików.
Franki: A propos kału! Ładnie dobrane kolorystycznie billboardy rozstawione po całym mieście, informują iż Liverpool w roku 2008 stanie się stolicą kultury europejskiej, żeby nie powiedzieć światowej. Cóż, na moje oko władze mają przed sobą jeszcze sporo roboty. Na początek proponowałbym zrobienie coś z kolesiami srającymi po parku. Na pewno stanowią oni urozmaicenie porannego dżogingu, ale nie jestem pewien czy o takie atrakcje chodzi burmistrzowi, czy innemu chujowi siedzącemu za wielkim biurkiem z sekretarką pod tymże. A może po prostu osobnik wypróżniający się przy nas postanowił zastosować się do Twej rady i chciał wypastować sandały na łonie natury przygotowując zawczasu obuwie na celebrację w 2008. MADness: Zaiste elegant z niego lub też luźny bolek, gdyż bez żadnych oporów oddawał stolec - przyjmując pozycję "na narciarza". Pominąłeś, Drogi Towarzyszu naszej angielskiej tułaczki, jeszcze jedną ewentualność. Mógł być to Polak, który ze względów oszczędnościowych, stosując wspomnianą już "dietę angielską", oszczędza też na wodzie, papierze toaletowym i chuj wie na czym... Za każdym razem srając w liverpoolskim parku można więc zachować w trzosie kilka cennych pensów, przewietrzyć odbyt lub wręcz oczyścić go w porannej rosie, poznać nowych ludzi, którzy przechadzają się lub biegają. A więc przyjemne z pożytecznym.
Franki: Jestem się w stanie podpisać pod Twym ostatnim zdaniem tylko i wyłącznie z powodu teorii względności. Bo to co dla jednego jest obrzydliwym aktem samoupodlenia dla kogoś innego może stanowić nie lada bodziec, żeby nie powiedzieć "bolec", erotyczny. Porzućmy jednak ten wesoły acz smutny kałotemat za sobą równie szybko, jak zostawiliśmy za plecami wypróżniającego się pana. W sumie i w różnicy srający pod drzewami ludzie nie są kojarzeni z Anglią tak jednoznacznie jak jedna z jej głównych wizytówek. I nie mam tu ma myśli fish'n'chips owiniętych w poranne wydanie "The Guardian", a raczej ruch lewostronny. Tak, na coś tak debilnego mogli wpaść wyłącznie rodacy Jasia Fasoli, którzy z powodu małych penisów musieli wymyślić jakiś sposób na wyróżnienie się z tłumu prawojeźdźców. Nie wdając się w zbytnie szczegóły, a jednocześnie nie mówiąc ogólnikami, muszę wyrazić jednoznaczną opinie na temat samochodów napierdalających po lewej stronie ulicy - to jest przejebane! Przeciętny gość z kontynentu czuje się jak sarna przebiegająca na drugą stronę ulicy wśród ryku klaksonów i pisku opon. Mówiąc szczerze, nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem nie wylądowaliśmy jeszcze na masce jakiegoś Aston Martina... a Ty ziom? MADness: Zaiste wbrew to logice, gdyż prawie za każdym razem - przechodząc przez ulicę - patrzymy w odwrotną stronę, niż wypadałoby. Olśnienie przychodzi, czy wręcz nadjeżdża zazwyczaj po dwóch krokach. Szczytem było przebiegnięcie przed jadącym na sygnale policyjnym radiowozem, wypchanym spedalonymi angielskimi policjantami, zwanymi tu Bobbys, (co wcale nie dodaje im powagi). To jednak nie koniec niespodzianek związanych z ruchem lewostronnym. Dużym zaskoczeniem może być bowiem dla większości ludzi normalnych, a więc jeżdżących po prawej stronie, widok auta "prowadzonego" przez psa lub dziecko. Rzecz jasna jest to złudzenie optyczne, gdyż nasze przeżarte voodą, chińskimi zupkami i chlorowaną liverpoolską wodą mózgi niesłusznie podpowiadają nam, że stworzenie znajdujące się na lewym siedzeniu to kierowca. Angielski ruch rządzi się jednak innymi zasadami i na chuj się tu zdają nasze doświadczenia z Polski. Jadąc autem w Liverpoolu, siedząc przy tym na przednim fotelu pasażera, srałem w gacie podczas skręcania, gdy wydawało mi się, iż Vaxchuj (angielski odpowiednik Opla), którym jechałem napierdala pod prąd. Cóż, powyższe fakty upewniają mnie, że nie jestem w Polsce, pomimo wszechobecnego języka polskiego. Kaming ap nekst: zakończenie angielskiej przygody, anglikańskie maciory, przepisy kulinarne, wyspiarska uprzejmość. |
| 11 września 2006 Ważne definicje (Czytelniku, sprawdź! Może to o Tobie): Odmiana transwestytyzmu polegająca na ubieraniu się w odzież typową dla innego wieku lub innej grupy społecznej (np. mundury, ubrania dziecięce). Fetyszyzm Uzależnienie się od martwych przedmiotów jako bodźców wywołujących podniecenie i satysfakcję seksualną. Wiele tych przedmiotów (fetyszy) stanowi jakby "przedłużenie" ludzkiego ciała, tak jak odzież czy obuwie. Niektóre popularne fetysze wyróżnia rodzaj materiału, z którego są wykonane, jak guma, plastik czy skóra. Mają one odmienne znaczenie dla jednostki. Niektórzy potrzebują ich dla wzmożenia naturalnego podniecenia seksualnego, np. proszą partnera o włożenie jakiejś części garderoby. Transwestytyzm fetyszystyczny Zaburzenie to polega na potrzebie noszenia ubrań płci przeciwnej głównie po to, by osiągnąć podniecenie seksualne i mieć wygląd osoby płci przeciwnej. Transwestytyzm fetyszystyczny odróżnia się od transwestytyzmu transseksualnego poprzez wyraźny związek z seksualnym pobudzeniem i silną potrzebą zdjęcia ubrania, kiedy pojawia się orgazm, a pobudzenie zanika. Zaburzenie to może być wyrazem wczesnej fazy w rozwoju transseksualizmu - strój szturmowca - rodem z Gwiezdnych Wojen lub zastępczo lateksowy z suwakiem na ryju - rodem z Pulp Fiction (doskonałe dla obu płci - tak fetyszystów, jak i transseksualistów) - piosenka: Beautiful Christiny Aguilery albo Lumberjack Monthy Pythona - lustro na ścianie - by zwiększyć doznania - kamera - by móc przeżywać nagranie, gdy niemożliwe jest przebieranie się (np. w pracy) Bal karnawałowy jest wydarzeniem nieco innego kalibru, jednakże jest równie niewinnym powodem ubierania się w dziwaczne ciuszki. Mnie zastanawia jednak i niepokoi kwestia osób przebierających się z nieco poważniejszych, perwersyjnych pobudek i osiągających przez przebieranie się swoiste zaspokojenie. Jak daleko postawiona i jaka szeroka jest granica pomiędzy np. karnawałowym przebierańcem a transseksualistą lub fetyszystą? Niestety, współczesna nauka nie jest w stanie dokładnie tego określić. Pozostaje nam więc jedynie wiedza, iż granica ta jest bliżej niźli się powszechnie zakłada i jest ona momentami niedostrzegalna, a więc łatwa do przekroczenia. Jak zwykle wszystko rozgrywa się w sferze psychiki. To właśnie ona decyduje czy dziwny strój będzie jedynie niewinną zabawą, praktycznym wymogiem, czy też może perwersją i bodźcem w dalszej drodze zwyrodnienia. Zniżając nieco pułap moich rozważań - zryty beret w tej kwestii poznać można po podejściu do swojego przebieractwa. Osoba przebrana nietypowo - np. we wspomniany już strój szturmowca lub nawet w strój osoby o płci przeciwnej (np. facet w sukience mamy, siostry, żony lub córki) - może traktować to jako zabawę, żart, kawał. Jeśli nie dzieje się tak nagminnie i jeśli człek zaiste nie czuje się lepiej przez fakt przebrania się, to faktycznie można wierzyć w zdrowie psychiczne danej osoby i jej niebanalne poczucie humoru. Co jednak, gdy osoba niezdrowo się podnieca i traktuje przebieranie się bardziej poważnie i nieco zbyt emocjonalnie lub nawet nadaje tej czynności podteksty seksualne? Wtedy mamy już do czynienia przynajmniej z fetyszyzmem. Ten z kolei bywa niestety wstępem do patologii wszelakich. Stawiając obok siebie zboka, który np. ubiera się w bieliznę swojej żony i pląsa półnago po domu z gigantyczną erekcją oraz wspomnianego - może nieco pechowo - szturmowca rodem z Gwiezdnych Wojen, nie mam na celu nikogo obrazić, straszyć, smucić czy też złościć. Chodzi mi jedynie o ukazanie, że patologiczne zachowania zaczynać się mogą bardzo niewinnie. Ot, drogi kawałek plastiku założony na siebie dla hecy staje się w pewnym momencie przyczynkiem do zmian w sferze osobowości. Nagle szczególnie ważne staje się polerowanie ochraniaczy na golenie, czyszczenie atrapy karabinu laserowego i prężenie się o 4 rano przed lustrem w pięknym, jakże męskim stroju, ze sztandarem w ręce. Niesie to ze sobą niemałe zagrożenia. W pewnym momencie osobnik (np. męski) dotknięty zaburzeniami tego typu może mieć problemy z erekcją, gdy nie czuje charakterystycznego zapachu, dotyku jego stroju, gdy w pobliżu nie łopoce piękny i uwielbiany sztandar. Seks z osobą bez idiotycznego stroju na sobie lub choćby w pobliżu może okazać się mało satysfakcjonujący. Ale to jeszcze nie wszystko! Jak wiadomo, człowiek dąży z czasem do wzmacniania bodźców, które okazują się w pewnym momencie niewystarczalne. Stąd np. sado-masochiści starają się wynaleźć bardziej bolesne i wymyślne techniki wzajemnego się karania. Pedofilom nie wystarcza obnażanie się i szukają kontaktu fizycznego z małoletnimi ofiarami itp. Podobnie jest z przebierańcami. Ludzie zryci na tym punkcie, przebierając się w dziwaczne stroje, zdają sobie początkowo sprawę, iż to jedynie udawanie dla zabawy. Jednakże po pewnym czasie patrzą na siebie już nieco inaczej, zapominając, że pelerynka, plastikowa osłona na korpus lub sztuczny chuj nie czyni z nich ulubionych, wymarzonych i tak usilnie podrabianych bohaterów. Rozdzierają się wewnętrznie i zakładając strój, stają się innymi i lepszymi - we własnym mniemaniu - osobami. Dalszym etapem zjebania tejże społeczności jest dążenie do powszechnej akceptacji i uznania. Z czasem dochodzi do paradoksu i prężący się w idiotycznym stroju debil oczekuje szacunku dla swojego zjebania i nazywa debilami tych, którzy mają z niego bekę. Wzbudza to jedynie moją troskę i lęk o takie jednostki oraz motywuje mnie do głośnego wyrażania tejże troski i obaw, gdyż nie jest mi obojętny los osób ze zrytymi beretami, a gwiezdni fetyszyści stanowią wśród fetyszystów i transseksualistów grupę elitarną i szczególnie mi bliską. Nie twierdzę jednak, że każdy, czy też może większość ludzi w strojach to zboki. Nie ma na ten temat badań, ale można zakładać, że jedynie mały procent tej grupy ma zryty beret, a reszta cieszy się względnym zdrowiem. Jednakże, kierując się w życiu tą szczególną wrażliwością i silnie zakorzenionym personalizmem, uważam za obowiązek nas wszystkich, by otoczyć troską i ciepłem osoby, które w sposób żałosny, chory i patologiczny pojmują zabawę w przebieranie się. Z Braterskimi Pozdrowieniami Lumberjack Słowa i muzyka: Monty Python ------------------ Drwal: I'm a lumberjack and I'm OK., I sleep all night and I work all day. Chór: He's a lumberjack and he's OK. He sleeps all night and he works all day. Drwal: I cut down trees, I eat my lunch I go to the lavatory. On Wednesdays I go shopping and have buttered scones for tea Chór: He cuts down trees, he eats his lunch He goes to the lavatory. On Wednesdays he goes shopping and has buttered scones for tea. He's a lumberjack and he's OK. He sleeps all night and he works all day. Drwal: I cut down trees, I skip and jump I like to press wild flowers. I put on women's clothing and hang around in bars. Chór: He cuts down trees, he skips and jumps He likes to press wild flowers. He puts on women's clothing and hangs around in bars. He's a lumberjack and he's OK He sleeps all night and he works all day. Drwal: I cut down trees, I wear high heels Suspenders and a bra. I wish I'd been a girlie, just like my dear pappa. ------------------------ Beautiful Christina Aguilera ------------------------ Don't look at me Every day is so wonderful And suddenly, i saw debris Now and then, I get insecure >From all the pain, I'm so ashamed I am beautiful no matter what they say Words can't bring me down I am beautiful in every single way Yes, words can't bring me down So don't you bring me down today To all your friends, you're delirious So consumed in all your doom Trying hard to fill the emptiness The piece is gone left the puzzle undone That's the way it is You are beautiful no matter what they say Words can't bring you down You are beautiful in every single way Yes, words can't bring you down Don't you bring me down today... No matter what we do (no matter what we do) No matter what they say (no matter what they say) When the sun is shining through Then the clouds won't stay And everywhere we go (everywhere we go) The sun won't always shine (sun won't always shine) But tomorrow will find a way All the other times 'cause we are beautiful no matter what they say Yes, words won't bring us down, oh no We are beautiful in every single way Yes, words can't bring us down Don't you bring me down today Don't you bring me down today Don't you bring me down today |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
Co z tą Polską, kurwa? OD CZEGOŚ TRZEBA ZACZĄĆ |
||||||||||||||||
Od czegoś trzeba zacząć. Zacznę więc od tego, że niniejszy tekst nie jest adresowany do mojego kolegi /?/ z Dziwnych Tabletek - niejakiego Wujka Zwyrola. |
|||||||||||||||||
![]() |
|
||||||||||||||||
| OCZEKIWANIE NA OSTATNIE TCHNIENIE |
Ojciec umiera i nikt już nic nie może dla niego zrobić. I bardzo dobrze. Stary zasłużył sobie na to. Rak który zżera jego wnętrzności, jest karą wymodloną, przeze mnie, matkę i siostrę. Teraz wszyscy warujemy przy jego łóżku, wpatrując się w to coś żałosnego, co z niego zostało. A niewiele tego jest. Ledwie trochę kości powleczonych czymś białym, co kiedyś było skórą, a co teraz wygląda jak kuchenna cerata. Nikt z nas nie czuję żalu, patrząc na tego żywego jeszcze trupa. Nasze uczucia, generalnie, dalekie są od współczucia. Ten facet co leży pod tą zasyfiałą, cuchnącą potem pościelą nie zasłużył sobie na nie. Nawet teraz, gdy jest w takim stanie, mam jedynie ochotę skopać mu dupę. |