Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


 Wifey >
Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz... K.S. Rutkowski & Sado colabo
 
Najnowszy shitNext!Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśPierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER
3 słowa od...
BRUDNE HISTORIE IN LANS MODE
left click 4 moron's bio & stats
acid green shit

Czy K.S. Rutkowski będzie kolejnym poczytnym polskim autorem?
Kurwa, na to liczymy! Kolejne recenzje i pochlebne opinie czytelników utwierdzają nas w tym przekonaniu...

     

13 lutego 2006

Recenzja Brudnych Historii w Angorze

W 818 numerze tygodnika Angora ukazała się recenzja rzeczonej książki napisana przez jakąś dziwkę. To dobrze, że są jeszcze suki, które mają trochę dystansu do własnej cipy. Mówiąc szczerze, nie mam zielonego pojęcia co to za tygodnik. Interesuje mnie tylko to, że ma 420 tysięcy nakładu. Czego chcieć więcej, kurwa? No może parcia do Wojewódzkiego... Póki co - srać na to. A review możecie przeczytać po kliknięciu na tą zjebaną miniaturkę na dole.

Recenzja Brudnych Historii by Franki

www.ksrutkowski.alternatywa.com

Jakkolwiek chujowo i zniechęcająco wygląda jego prywatna strona www, to już zawarte na niej teksty stanowią, jeśli nie klasyki, to na pewno mocne, pożywne kawały literackiego mięcha. Krwiste steki, niezdolne do przetrawienia przez wyślizgane mózgi grzecznych małych dziwek. "Brudne historie" nie sprawią, że zachwycone swoją lesbijską błyskotliwością suki okrzykną K. S. Rutkowskiego następcą Masłowskiej lub innej z dupy wziętej pizdy. Wręcz przeciwnie: znienawidzą go za tematykę opowiadań, w których nie ma miejsca na piękno, wrażliwość i macanie się po migdałkach. Tutaj znajdą tylko wpierdol, alkoholików, zboczeńców, morderców, krew, łzy, psy i inne ścierwo, jakie można znaleźć na polskim dnie, w najgorszych dzielnicach średniej wielkości miasta.

Rutek nie odwala jednakowoż jakiegoś lansu na siłę. Nie czuje się przegięcia w żadną stronę. Jeśli padają "kurwy", "chuje" i "pizdy", to wyłącznie w ściśle uzasadnionym celu. Ten koleś ma naprawdę wystarczająco wiele do powiedzenia, żeby nie bazować na bluzgach w celu wywołania "szoku" tudzież "zgorszenia".

Wszystkie historie w książce spaja tytułowy brud. Moralny, uczuciowy, ludzki syf. Nie ma jednego, głównego bohatera, a przynajmniej nie jest to powiedziane wprost. Wszystkie postacie łączą za to chropowate życiorysy i ogólnie chujowy stosunek do świata. I to co dla mnie najistotniejsze: ironiczne a nawet cyniczne podejście do rzeczywistości, choć w żaden sposób nie zakrawające na żenującą parodię.

Całą książkę połknąłem zgrabnie jak mała prostytutka. Stanowi ona spójną całość, czyta się ją jednym tchem i bez pierdolenia. Nie można również pominąć sposobu w jaki została wydana. Mamy tu full HARDcover, baby! Okładkę oraz wnętrze książki zdobią foto-ilustracje wyciągnięte spod pindola Sado. Ta kolaboracja przynosi oczywisty skutek, choć zdjęcia mogłyby nie ograniczać się wyłącznie do tematyki dziwek. Co w sumie tylko potwierdza, że "Brudne historie" to książka, w której powinni zagustować głównie wykolejeńcy płci męskiej. Choć ma dziewczyna poszła w me ślady i również łyknęła książeczkę jednym haustem. Może powinienem zacząć się martwić...

- Franki

P.S. Pełna lista księgarń (internetowych i stacjonarnych), w których obecnie można nabyć książkę znajduje na stronie internetowej autora www.ksrutkowski.alternatywa.com Jest też do nabycia w Merlinie, więc po chuja szukać dalej?

Znajdziecie tam również wiele opowiadań, do spróbowania za darmo. Polecam zwłaszcza teksty: AMERYKAŃSKA PSYCHOPATKA, OPOWIEŚĆ, ZABÓJCY.

Czytać, kurwa mać!

 

18 stycznia 2006

Organizujemy w 3city spotkanie fanów Dziwnych Tabletek i City Vomiters.

Lans odbędzie się w sobotę 28 stycznia 2006. Start o godzinie 16:00. Pub Ygrek w akademiku UG przy ul. Polanki.
Tutaj macie mapkę. Bro po 4 zyle. Wstęp dla każdego złamasa za darmo.

Być może to pierwsza i ostatnia szansa, aby zagrać w kolejarza z Frankim, Zwyrolem, MADnessem i Sado!

Dla najbardziej zwyrodniałych fanów, którzy zmarszcza swoje fujary, ew. dokonają głębokiej penetracji, i przybeda dając jednocześnie świadectwo swojej głupoty, czekają nagrody. Jak najbardziej materialne i wymierne.

Wszelkie debilne pytania zgłaszajcie do głównego kretynizatora na adres franki@dziwnetabletki.com

Nie przychodźcie, wcale was tam nie chcemy! Chętnie sami weźmiemy prezenty dla siebie.

Jako że spotkanie nadbiega wielkimi krokami, a my mamy coraz większe ciśnienie na konkretną najebkę, wysrałem z dupy taki oto web-poster...


Każdemu kto zamieści go na swoim zjebanym blogu, śmierdzącej stronie www lub jakimś forum, osobiscie podziękuję włożeniem palca w dziurkę (w przypadku kobiet: do wyboru).

Promujcie ten meeting, bo, kurwa, najebiemy się razem i zrobimy konkretną siarę! Kamera video i aparaty jakimi będziemy dysponować na miejscu na pewno będą nas dopingować. Nie mówiąc już o publiczności. Pokaz vomitingu będzie bardziej niż pewny. Podobie jak pokaz pindola, dupy i innych części ciała.



25 grudnia 2005

Nie można zgwałcić prostytutki

Naczelny wiochman Polski, Andrew Lepper uknuł na poczekaniu nową prawdę objawioną, która może dorównać nieśmiertelnemu "Balcerowicz musi odejść". Choć ostatnio coś się zmieniło i podobno już nawet nie musi.

Owa prawda zawiera się w prostych jak cep słowach "prostytutki nie można zgwałcić". Wiecie co? Ten koleś jest tak tępy, że właściwie nie wiadomo jak zabrać się za ośmieszanie go, bo on sam i tak zrobi to tysiąc razy lepiej.

W tym kretyńskim stwierdzeniu kryje się jednak drugie, smutne dno. Dno morlane i światopoglądowe, z którego wywodzi się zarówno Lepper jak i ludzie których w znacznej mierze reprezentuje.

Dla tego typu prymitywów rżnięta (oczywiście w ukryciu przed żoną i proboszczem) dziwka to zwykła szmata, którą można dowolnie pomiatać. Bo przecież kurwą jest i tyle. Nie jest kobietą wartą współczucia i choćby minimum szacunku. Jest kurwą.

Mam dla ciebie wiadomość, panie Lepper: nie tylko można zgwałcić prostytutkę! Można również zgwałcić własną żonę! Zdziwiony? No, a jednak. Przykucie kogoś małżeńskimi kajdanami nie sprawia od razu że jest ona twoją własnością. Workiem treningowym, pralką, fabryką kotletów i bachorów.

Wiem, wiem... trudno ci to pojąć... ale nie przejmuj się... my jesteśmy tolerancyjni i dopóki nie złamiesz prawa będziemy cię jedynie wyśmiewać, a nie zamykać w "klinikach" i "leczyć" jak homoseksualistów. A póki masz fajnych kumpli z PiSu, którzy mimo prawomocnych wyroków ciążących na tobie sadzają cię na marszałkowski fotel to już w ogóle jesteś panisko!
Vivat la Rzeczpospolita numero furo!

Lepper ubiera się w garnitur, nieporadnie ukrywa swoje dyktatorskie zapędy i przymila się do biznesmanów. Ten fikcyjny Wersal, na który mogły nabrać się wyłącznie PiSiory, został bezlitośnie obnażony prostym stwierdzeniem, że przecież nie można zgwałcić prostytutki. I ubarwiony żenującym rechotem.

 

Ogłoszenia parafialne

1. Dzisiejszego poranka, tuż po otworzeniu swoich pięknych oczu ujrzałem, ku swemu zdziwieniu, SMSa o następującej treści:

Od wielbicielka: Franki jesteś super z tym co robisz zafajna akcja strona i koszulki i wogule wszyscy cie w topolowce czytamy, a ja mysle ze jestes goracy, ja wiem ze nigdy bys nie zwrocil uwagi na dziewice z 1 klasy liceum :( ale i tak jestes zajebisty. Kasiula.

Pisownia oryginalna. It's gettin' freaky in here.
Zapamiętać: wyprodukować karty z rozbieranymi zdjęciami autorów Dziwnych Tabletek.

2. Zwyrodniały Liverpool znowu się nie załapał na apdejt. Pewnie już nawet nie wierzycie, że w ogóle tam byliśmy... ale wiecie co? Tak! Mam wyjebane!

3. Ekipa DT rozrasta się niczym pleśn na moherowym berecie. I oto znowu mam wątpliwy zaszczyt przedstawić wam naszego nowego ko-autora w osobie K. S. Rutkowskiego. AutorA przez duże A, bo z dorobkiem książkowym! Brudne historie - order now, think later. Dziwne Tabletki są jednym z patronów tego wydawnictwa, co w niektórych kręgach na pewno nie przysporzy tej książce popularności, a w innych sprawi z kolei, że będzie ona bestsellerem i biblią czytaną w czasie porannej masturbacji. Sado również ostro maczał w Brudnych historiach swojego czystego (podobno) pindola. Kurwa, czy byście pomyśleli, że logo DT będzie kiedyś wydrukowane w KSIĄŻCE? Ja nie. Dlatego jest.

4. W związku z niewiarygodnym odzewem w sprawie plakatu, pomysł został brutalnie wepchnięty w fazę realizacji. Spróbujcie kurwa tylko tego nie kupić. Będę tropił was po IP z jakich wysyłaliście maile. Aż każdy z was, czy tego chce czy nie, zostanie wydojony z kasy w zamian za kawałek kolorowego papieru. Fani DT, Sin City i Heyah już mogą wyciągać oliwkę. Oczekiwana data premiery: styczeń 2006.

5. Projekt City Vomiters, dziecko dwóch ojców (moje i MADnessa) został oficjalnie poczęty. Wiemy, że świat nie jest jeszcze gotowy na Prawdę tego rodzaju, ale nikt nie mówił, że bycie prekursorem musi być proste. Ważne żeby były chociaż rzygi. I, na Zeusa!, nikt nie powie, że ich tam nie ma!

6. Tak sobie przeglądam aktualne wydanie DT i spostrzegam, że wyszedł nam cholernie anty-klerykalny numer. Cóż, tak jakoś się stało, nie było to planowane. Widocznie na autorów wpłynęła magia świąt i chcieli zachować równowagę Mocy.

7. Zupełnie z dupy, bez szumnych zapowiedzi zostały przygotowane szklanki z logo DT do whiskacza i long drinów. Sprzedaż ruszy w najbliższym czasie, gdy tylko zostaną odpowiednio sfotografowane. Ja już zdążyłem się z nich najebać, czego i wam życzę. Komercja uber alles!

Dziwne Tabletki niewątpliwie płyną w dobrym kierunku. Nie da się tego na szczęście powiedziec o naszej psychice.
Ssać!
czekam na wasze zjebane opinie

P.S. Jako że byliście dobrymi chłopcami i dziewczynkami, przygotowałem dla was i dla naszego kochanego prezydenta świąteczny wierszyk:

Na świątecznym stole zagościła kaczka
Ave, panie prezydencie!
Z dupy wyjdzie sraczka.
Dziękuję.
   

left click 4 moron's bio & stats   Co z tą Polską, kurwa?
PAPIEŻ WIECZNIE ŻYWY
 
Był Elvis Presley, był Kurt Cobain, był Freddie Mercury.
Teraz czas zarobić na papieżu Polaku.
   
left click 4 moron's bio & stats
left click 4 moron's bio & stats
   

25 grudnia 2005

Nie będzie o świętach.
Nie będzie o choince, o polskim przypalonym bigosie, o upragnionym przez katoli śniegu w Wigilię, o kolędach odtwarzanych aż do zrzygania się w hipermarketach.
Nie będzie o ciele Chrystusa pokrojonym na plasterki, wkładanym w bezzębne ryje moherowego motłochu.
Nie będzie o rytualnym mordowaniu karpia przez głowę katolskiej rodziny.

Są ważniejsze rzeczy.

Na przykład świąteczne wydanie Pani Chwili Domu Dla Ciebie Z Życia Wyższych Sfer z niepublikowanymi zdjęciami Karola Wojtyłły żującego miętową gumę.

Był Elvis Presley, był Kurt Cobain, był Freddie Mercury. Teraz czas zarobić na papieżu Polaku.
- Dajmy tym biednym Polakom na święta coś ekstra! Niech mają! Napiszmy coś o Janie Pawle Drugim - mówi redaktor naczelny.
- Ależ pisaliśmy o nim obszernie tydzień temu - oponują dziennikarze.
- Nie szkodzi - kontynuuje niewzruszony redaktor naczelny - to jest zawsze aktualny temat. Zawsze jest albo rocznica urodzin, albo rocznica śmierci, albo rocznica pontyfikatu, albo rocznica otrzymania święceń... Nie musze dalej wymieniać. I gwarantuje nam, że sprzeda się potrójny nakład. Pokażemy te zdjęcia, które publikowaliśmy w Wielkanoc i podniesiemy cenę do 6.99 złotych.
- Jak to?! - dziwią się dziennikarze - te same zdjęcia? Drugi raz? I za taką wysoką cenę?! Przed świętami? Ludzie nie mają pieniędzy...
- Mają, mają. Na papieża zawsze znajdą. I nie zorientują się, że to te same zdjęcia. Kto by to wszystko spamiętał? Zresztą od czego mamy grafików? Niech przerobią te zdjęcia jak papież żuje gumę. Niech będzie sympatycznie w święta. I nie piszcie o tym drogim zegarku Benedykta XVI. To takie niewygodne... Ostatnio nakład spadł. Polacy jakoś nie lubią tego nowego papieża. Zresztą Papa Giovanni Paolo Di Secundo lada chwila dołączy do załogi świętych, więc piszmy choćby o tym...

Sado SaintA może...
A może napisać, że nie wiem dlaczego wszystkie kościelne dzwony nakurwiają 3 razy dziennie, a w niedziele jeszcze częściej? Że w ogóle jakim prawem?! Czy jeżeli Franki i Sado założą kościół, zbudują sobie plebanie i znajdą kilka zakonnic - nałożnic oraz kilku tępaków, którzy im uwierzą i oddadzą ostatnie pieniądze, to też będą mogli napierdalać w dzwony kiedy im się zachce?

Może napisać, że domyślam się, że ten zgiełk dzwonów to jest sygnał, swoista zabawa w "psy pawłowa" i służy oderwaniu przygłuchej moherowej swołoczy od ich ulubionego serialu "P jak plebania"?

Może napisać, że w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek śliczny, okratowany osiedlowy sklep rybny jest pusty? Za to w piątek nie mogę do niego wejść, bo katole jak robactwo pełzną, żeby kupić znienawidzoną rybę i usmażyć ją na głębokim tłuszczu, żeby choć trochę przypominała schabowego? Pan ksiądz kazał pościć w piątek: "Zróbcie coś dla Boga, nie żryjcie waszej ukochanej wątróbki w piątek", wiec chcąc, nie chcąc muszą odmówić sobie chabaniny, bo to grzech.

Może napisać o świątecznych porządkach polegających na trzepaniu zasyfionych, zarzyganych dywanów starą, rozjebaną trzepaczką, ale tylko jak już jest ciemno i nikt nie widzi? No, chyba, ze dywan jest nowy. Taki to można nawet i w dzień.

A może napisać, że w Rzeczbardzopospolitej Moherowej wszystkie ulice, aleje, place, skwery, lotniska, mola, stadiony, wszystko - z wyjątkiem burdeli - nosi imię Jana Pawła Drugiego?

A może zacząć uświadamiać, że to część przeogromnego przemysłu, większego niż spirytusowy i farmaceutyczny razem wzięte, ogłupiającego i wyciągającego ile się da pieniędzy z najwierniejszych wiernych? Że Jan Paweł II to najlepsza machina do zarabiania pieniędzy za pośrednictwem gazet, tabloidów, książek, płyt cd, albumów, znaczków, cukierków, prezerwatyw /to chyba nie jest najlepszy przykład, bo to przecież zakazana u katoli metoda MORDERCZEJ antykoncepcji/ i superprodukcji filmowych z udziałem superaktorów pokroju Piotra Adamczyka? Że utrzymują się z tego niezliczone rzesze nieudaczników, którzy nie wiedząc co zrobić z własnym życiem po prostu "idą na księdza", bo ryzyko, że kariera się nie powiedzie jest zerowe? Lekarz, artysta, sportowiec, prawnik, biznesmen - to ryzykowne zawody i zawsze może się nie udać. Ale ksiądz? Ten zawsze znajdzie robotę, zarabiając na rozgrzeszeniach, kazaniach, naukach przedmałżeńskich /CO?!/ i będzie miał gdzie mieszkać oraz czym jeździć, bo jakoś nie słyszałem o bezdomnym, który był kiedyś księdzem i mu nie wyszło.

A może o tym, że od czasu, kiedy papież Polak pobłogosławił polskich hip hopowców, ten cudowny i niezwykle oryginalny gatunek króluje w polskich mediach i Polacy mają następny powód do dumy, bo w historii świata pojawiło się cos równie wybitnego i niepokonanego zarazem jak polski futbol? Czy raczej o tym, że wydaje mi się, iż biednego Karola W. jego doradcy najwyraźniej zrobili w anielską trąbę nakłaniając go do tego pobłogosławienia i chłopina nie wiedział co błogosławi, bo jakoś przemoc, jebanie policji, palenie trawy i ruchanie pijanych "suczek" raczej nie kojarzy mi się z religią katolicką?

A może o tym, że w Rzeczbardzopospolitej Moherowej poseł awanturniczo-katolskiej partii ma prawo gwałcić po bożemu - bez prezerwatywy, a jego szef - marszałek-kryminalista ma prawo stwierdzić, że to tylko prostytutka, która służy do jak najbardziej legalnego gwałcenia, bo przecież po to jest?

A może mam napisać o pełnych jadu mailach, które regularnie otrzymuję, obrażających głównie moją Matkę /"Sado, ty skurwysynu!" - to tylko jeden z przykładów elokwencji czytelników Dziwnych Tabletek/, pisanych przez tolerancyjnych, światłych, wykształconych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim superintelektualistów? Intelektualistów tak inteligentnych, że sami nie potrafiąc nic zmienić w swoich nijakich, nudnych żywotach, zdobywają się jedynie na żenująco naiwną krytykę, za którą stoi faszystowski brak tolerancji, religijny fanatyzm i najczystsza nienawiść?

Czy może w związku z tym mam przypomnieć słynną sentencję: "psy szczekają, a karawana jedzie dalej"? A może w końcu mam wytłumaczyć tym tępym, polskim mordom, że jak plują na moja twórczość fotograficzną i moje słowo pisane, to siłą rzeczy stają się moją publicznością? I że to oni, właśnie oni, nienawidząc moich poczynań, są kołem napędowym i dają mi siłę, żeby nimi jeszcze bardziej świadomie manipulować, bo jeszcze słynniejsze przysłowie: "uderz w stół, a nożyce się odezwą" rozumie nawet dziecko?

Ale o tym wszystkim nie napiszę, bo są ważniejsze tematy, jak na przykład świąteczny superdodatek do Pani Chwili Domu Dla Ciebie Z Życia Wyższych Sfer z płytą cd z filmem, w którym Karol Wojtyłła w roku 1969 zapina kilkadziesiąt guzików swojej czarnej jeszcze wtedy sutanny, nie wiedząc, ze zrobi tak olśniewającą karierę.

O tym dzisiaj ani słowa.
Wesołych Świąt, kurwa.
czekam na wasze zjebane opinie

   
wyślij swoją debilną opinię do debila portfolio Sado
Krótko i na chłodno      
   
   

Wybór premiera, dokonany przez braci Kaczyńskich, nie był trudny. Musieli tylko wybrać kogoś z szeregów swojej partii, kto bez instrukcji pisemnej, ustnej, lub telefonicznej, samodzielnie nie zawiąże sobie sznurowadeł. Wśród wielu potencjalnych kandydatów - służalczych mistrzów wazeliny, z do cna wypranymi przez braci K. mózgami - wybór padł na ideał - Kazimierza Marcinkiewicza. Nie dość że faceta bez własnego zdania, to jeszcze autentycznego dewota. Nieskazitelnego człowieka głębokiej wiary, bez granic oddanego sprawą religii katolickiej. Nieźle prezentującego się nie tylko na sejmowej mównicy, ale - co dziś znacznie ważniejsze - na tle jasnogórskiego ołtarza. Na tym tle, lepiej od niego wyglądał jedynie Jan Paweł Drugi. Od dnia namaszczenia na premiera, wielokrotnie dane było się nam o tym przekonać, dzięki mediom państwowym i prywatnym. Premier modlący się na Jasnej Górze, premier klęczący w warszawskim kościele, premier z szykiem podwożony limuzyną wraz z rodziną na msze w rodzinnym mieście. Wizerunek premiera-katolika, przytłacza w przekazach medialnych obraz premiera-szefa rządu państwa, dręczonego korupcją , biedą i bezrobociem. Oprócz tego że premier umie i lubi klepać paciorki, nie wiemy w zasadzie nic więcej. Nawet jego bełkotliwe sejmowe ekspoze, było tylko powtórką z historii, pełną pustych słów i frazesów, jak się później zresztą okazało, zerzniętych w większości z równie marnego ekspoze poprzedniego premiera. Żadnych konkretów. Był w sejmowej mowie Pana Premiera Bóg, honor, ale zabrakło ojczyzny. A przecież to właśnie o nią toczy się cała gra...

Inteligentniejsi z nas oczywiście wiedzą , że Pan Premier wie i umie bardzo dużo, dokładnie tyle, ile potrafią jego szefowie, bracia Jarosław i Lech. Wytrawni polityczni gracze, którzy nigdy nie odkrywają zawczasu wszystkich kart i znają niejedną szulerską sztuczkę, aby wygrywać kolejne partie, a także całą rozgrywkę. Właśnie jedną z nich, choć już nie oryginalną (wszyscy dobrze pamiętamy pacynkę o imieniu Buzek, na ręku Krzaklewskiego) było wsadzenie na stołek premiera, Pana Marcinkiewicza, zahukanego poczciwinę, którego dla "dobra kraju" obaj bracia wyciągnęli siłą spod pantofla żony. I tym sposobem mamy szefa rządu stworzonego z niczego, zawieszonego w myślowej próżni i otwierającego gębę tylko po to, aby klepać cudze formułki. Namacalne perpetum mobile polityki, lub dowód na to, że w dzisiejszych czasach, nie potrzeba wcale czarów, aby ożywić drewnianą kukłę.

Osobiście podziwiam polityczny geniusz braci Kaczyńskich. Nie dość że udało im się obsadzić stanowisko premiera, marionetką, którą można sterować skuteczniej niż japońskimi robotami, to dokonali również "politycznej zbrodni doskonałej" i wszystko wskazuję na to, że ujdzie im na sucho. I jeśli wykonany koncertowo, publiczny gwałt na liderach PO, jestem im skłonny puścić w niepamięć - bo takie są brutalne reguły gry w tym sporcie - skoku na polską demokrację, już nie. Tego obmacywania się z Leperem i znacznie śmielszych, oralno-analnych stosunków z Romanem Giertychem i członkami jego partii. Ale najbardziej nie mogę im wybaczyć małżeństwa z ojcem Rydzykiem, trzymającym w tej tragikomicznej grze, nazywanej Czwartą RP, całą pulę. Osobnikiem z Panem Bogiem na ustach, służącemu jednak tak naprawdę wyłącznie biletom emitowanym przez Narodowy Bank Polski. Obaj bracia bliźniacy, podobnie jak kiedyś niejaki Judasz, sprzedali diabłu duszę za trzydzieści rydzyków. Przepraszam, oczywiście złotych, chociaż w dobie obiecywanych wielkich zmian w kraju i zgłaszanych w sejmie kretyńskich postulatów, nikt nie zagwarantuje, że w najbliższym czasie nie zmieni się nam także waluta.


     
   
  Zryte Berety
ZARZYNANIE NA ŚNIADANIE
left click 4 moron's bio & stats
  fioletowe coś Poprzednie Zryte Berety traktowały o bardzo wdzięcznym temacie strzelania do tłumu. Tym razem chciałbym zaproponować refleksję nad czymś nieco bardziej ambitnym, niż otwarcie ognia w zatłoczonym miejscu. Chodzi mi mianowicie o zarzynanie ludzi.
      25 grudnia 2005

Elementy potrzebne w praktykowaniu nożownictwa:

- nóż myśliwski lub bagnet (długość ostrza 15 - 17cm)
- nóż składany z dobrą blokadą (długość ostrza ok. 9cm)
- ustronne, ciemne miejsce (najlepiej w sąsiedztwie jakiejś bramy lub krzaków)
- odzież w ciemnych barwach, bluza z kapturem

Elementy przydatne, inspirujące, aczkolwiek nie niezbędne:

- przenośny odtwarzacz z szatanistyczną muzyką
- zdjęcie Richarda Ramireza.

Napawa mnie niepokojem współczesne wyalienowanie jednostki, jej anonimowość w tłumie. Doceniam opiniotwórczy, kulturotwórczy lub choćby debilotwórczy charakter DT. Dlatego chciałbym włączyć się, na swój sposób, w misję uświadamiania społeczeństwu jak ważne jest zacieśnianie więzi międzyludzkich - również w kontekście szerzenia chaosu i destrukcji. Otóż, o ile strzelanie do tłumu może być formą totalnie anonimową i wyzutą z wszelkich relacji międzyludzkich, o tyle wpakowanie komuś kosy jest swoistym spotkaniem dwóch osób.

Pierwszym etapem jest dobór ekwipunku. To ważny moment. Warto bowiem dobrać narzędzia niezawodne, trwałe i dobrej jakości. Długie ostrze - jako narzędzie podstawowe - zapewni doskonałe właściwości penetrujące. Nie trzeba być więc doskonałym znawcą anatomii (choć to wielce przydatne), gdyż wpakowanie 17cm ostrza w okolice klatki piersiowej to wysoce prawdopodobny skutek śmiertelny. Kilkakrotne pchnięcie to praktycznie 100% skuteczności. Nie inaczej jest w przypadku poderżnięcia gardła, a właściwie to szyi. Chlastając komuś tę część ciała, ostrze napotka na swej drodze prawdopodobnie gardło, tchawicę, być może tętnicę (nieco na boku). Najwięksi psychole, działający częstokroć w ogromnym szaleństwie i pobudzeniu emocjonalnym, podcinając gardło docierali ostrzem aż do kręgosłupa. Pomagało im znacznych rozmiarów ostrze, które podczas jednokrotnego przeciągnięcia po szyi całą swą długością malowniczo ją otwierało.

Mała kosa używana być może jako narzędzie awaryjne, gdyż główne ostrze łatwo stracić podczas szarpaniny, gdy ugodzony człowiek wierzga się we wszystkie strony. Podstawową broń stracić można także, gdy do ugodzenia nie doszło, ponieważ niedoszła ofiara potrafiła się obronić. Drugi nóż może okazać się bezcennym gadżetem. Miejscami dogodnymi dla nożowników są ciemne uliczki, pętle autobusowe, okolice przejść podziemnych, klatki schodowe, bramy, parki - wszędzie gdzie ciemno i odludnie. Tam też osoba w ciemnym ubiorze jest stanie "zlać" się z mrokiem i zaatakować niespodziewanie.

Cała magia tego brutalnego czynu tkwi w fakcie, iż wymaga on kontaktu bezpośredniego. Oprawca musi więc dokonać selekcji, jednocześnie w pewien sposób zaznajamiając się z ofiarą, z jej cechami fizycznymi. Kolejna fazą jest samo podchodzenie swej zdobyczy. Zależnie od sytuacji, można czynić to zupełnie na legalu (a więc oko w oko) - z wyciągniętym lub schowanym ostrzem - albo też zupełnie "na tajniaka" (nie zdradzając wcześniej swej obecności). Sam atak jest niesamowitą burzą emocji, powodzią adrenaliny. W większości bowiem przypadków przy zadawaniu ciosu, dochodzi do bezpośredniego kontaktu fizycznego. Ofiara i oprawca - zwarci w uścisku śmierci - odbywają ostatni taniec, pełen namiętności, strachu, bólu, radości, żądzy, gniewu. Koncentrat emocjonalny, jakiego próżno szukać gdziekolwiek indziej. Dlatego też nie każdemu smakuje. Mnie osobiście poraża jakaś taka chora aura tej intymności, jaka łączy w tym przypadku zarzynanego i zarzynającego. Nie ma miejsca na nią w przypadku strzelania. Używając bowiem broni palnej, cel jest odczłowieczony, bez widzialnego oddechu, tętna i zapachu. Zabijanie w takim wypadku jest również bardziej czyste dla sprawcy, gdyż jeśli się postara, to nie ubrudzi sobie nawet podeszwy. Wypatroszenie kogoś przy pomocy kosy nie jest już tak czyste. Niemożliwe jest bowiem otwarcie komuś np. tętnicy bez ubrudzenia się. "Ludzki aerograf" - bo tak można nazwać ofiarę znajdująca się w takiej sytuacji - zachlapie oprawcę i spory obszar wokół siebie. Dlatego nie każdy ważniak z nożem nadaje się do tego rodzaju tańca z kostuchą. To chyba najbardziej popieprzona elita wśród morderców. Zryte to doprawdy!

Wiem, że niektórzy mogą traktować mój tekst jako próbę propagowania przemocy. Otrzymałem między innymi tego rodzaju response po ostatnim mym tekście. Dlatego odcinam się szybkim i pewnym cięciem od tego rodzaju insynuacji. Jestem kurewsko pro-life! Piszę o dewiacjach, bo z reguły przedstawia się je w sposób zupełnie jednostronny, nie starając się pojąć co w nich może pociągać pewne jednostki. Poza tym wierzę, że DT przyciągają przede wszystkim dojrzałego (heh) Czytelnika, który to potrafi podejść do czytanych tekstów z odpowiednią rezerwą i roztoczyć nad przeczytanymi treściami głęboką refleksję . Nie zamierzam podawać na talerzu przemyśleń w stylu "to jest straszne, to złe, a tamto niedopuszczalne". To bowiem każdy rozważa w swoim wnętrzu. Chcę raczej przypomnieć każdemu, że pojeby są wśród nas. Każdy może mieć zryty beret, każdy może mieć do tego predyspozycje.

Ja mam, być może Ty też masz...

czekam na wasze zjebane opinie