Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


  Katrina zagina >
Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz... K.S. Rutkowski & Sado colabo
 
Najnowszy shitNext!Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśPierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER
3 słowa od...
POLACY TO DEBILE
left click 4 moron's bio & stats
acid green shit 23 października 2005
II tura wyborów prezydenckich w Polsce.
     
9 listopada 2005

SMS 20:26 od Franki: Kurwa moherowe berety wygrały! Polaczki to oficjalne debile
SMS 20:30 od Sado: Nic nie mów. Boli mnie serce. I pęka... Gdzie my żyjemy?... Nawet nie cieszy mnie fakt, że mamy o czym pisać na DT... Załamka. Następna szmata przez 5 lat... Czuję się, jakby ktoś naszczał mi na twarz.

20:52 Zaczynam pisać. Jestem zażenowany, choć nie zdziwiony. Obawiałem się takiego wyniku.

Brawo, maski zdjęte. Większość Polaków pokazała o co im naprawdę chodzi. O strach przed przyszłością. O lęk przed wyzwaniami. O wygodę. O nie wychylanie się przed szereg. O napiętnowanie każdej odmienności. O gloryfikację monokultury.

Wygrał koleś, który obiecywał, że de faco w sferze gospodarczej nic się nie zmieni. Że bycie społeczną pijawką jest opłacalne. Że należą ci się pieniądze tylko dlatego że żyjesz, nawet jeśli pomysł uczciwej pracy wywołuje o ciebie pusty śmiech. Że przeszłość jest ważniejsza niż przyszłość.

Fajnie, Kaczor bije w bębny wojenne i wzbudza przestrach wśród komuchów. To fajnie. Ale co dobrego wynika z tego faktu? Gówno. Powsadzanie kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu komuszków do więzień ma zmienić Polskę? Jak można być tak naiwnym? A moralne odrodzenie? Czy ludzie są naprawdę tak żałośni, że wierzą, że po-li-ty-cy mogą wprowadzić moralność przez ustawę, dekret czy rozporządenie? Najwyraźniej są. Kto miałby rozpocząć ten moralny renesans? Jacek Kurski? Andrzej Lepper? Komplentym hitem jest zmiana cyferki w nazwie państwa, która w magiczny sposób ma ulepszyć rzeczywistość.

Badania jasno wykazały kto był czyim faworytem. Podsumowując: im niższe wykształcenie tym więcej osób z danej grupy oddawało głos na Kaczkę. Już samo to powinno dać do myślenia. Podobnie jak osoby, które poparły Kaczora: oficjalnie Lepper i nieoficjalne Roman Giertych. Jak ładnie podsumował komentator radia TOK FM, czyli oczywiście masońsko-żydowskiej rozgłośni Michnika, Lech Kaczyński przejął władzę dzięki i z całą menażerią, więc teraz będzie musiał sobie z nią radzić.

Nie jestem malkontentem. Zawsze staram się dostrzegać dobre strony sytuacji. Dzisiaj nie mam na to najmniejszej ochoty. Polacy po raz kolejny zawiedli. Nie żeby mnie to dziwiło. Ale pewien smutek pozostaje. W poprzednich wyborach głosowałem na Olechowskiego. Wygrał Kwach. Teraz głosowałem na Tuska. Wygrała Kaczka. Najwyraźniej bycie oblechem popłaca. Tak samo jak bycie prostakiem. Jeśli masz do powiedzenia coś mądrzejszego niż proste hasełka wyborcze to zapomnij o polityce i pozostań przy pisaniu felietonów.

Na osłodę pamiętajcie, że grupa ludzi normalnych jest mimo wszystko bardzo liczna. Oczywiście, mniej liczna niż oszołomów i pojebów którzy mieli wyjebane na wszystko i nie głosowali w ogóle, ale mimo wszystko silna i określona. Są jescze ludzie normalni. Na paradokś zakrawa fakt, że można znaleźć ich na stronie dziwnetabletki.com



Krótka lekcja ekonomii

Motłochu nie-głosujący miast i wsi! Tako rzecze mój ekonomiczny czarnuch z Looblyna! Czytajcie!

Czy wiecie, że nie głosując nie macie nawet moralnego prawa narzekać na "tych wszystkich złych polityków"? No, po prostu nie macie. Dlaczego? Bo oddaliście prawo do decydowania o sobie komuś innemu. Na przykład jakiejś babci wysyłającej SMSy do Rydzyka." cyt. za. Franki dla DziwneTabletki.com

Ano! Obserwujemy starcie różnych formacji i różnych pomysłów na Polskę. Kaczyński i PiS mamią Polaków wizją przyjemnego państwa, które rozdaje pieniądze (PiS = Populizm i Socjalizm). Chcą równać w dół: jak ktoś jest przedsiębiorczy i zarobi to trzeba mu zabrać i rozdać leniwszym i biedniejszym. Odwieczne pytanie: co jest sprawiedliwe? Każdemu według potrzeb, czy według pracowitości i pomysłowości? Janosik, który będzie czyhał na to, co zarobią ci zaradniejsi Polacy skutecznie zniechęci ich do inwestowania w Polsce. A tylko inwestycje bezpośrednie są skutecznym lekarstwem na bezrobocie.

W USA jest normą, że 17-latkowie pracują, studenci tym bardziej. Polscy studenci grają w karty, piją browar i siedzą na gadu-gadu. Blokersi siedzą na trzepakach i plują na chodnik. Na wsiach siedzą kolesie pod sklepami i piją Arizonę. I teraz zobaczcie: jaki potencjał - ILE ENERGII się marnuje!! Polska się rozwija, owszem. Ale zbyt wolno na tle światowej gospodarki! Czyli cofa się względem peletonu. Jak ma się nie cofać, skoro tak duża część społeczeństwa czeka, aż Miller, Krzaklewski czy Kaczyński rozda im to, co zabierze bogatym? Gdyby tym bogatym zabierać mniej, to więcej by inwestowali [bo przecież chcą zarobić jeszcze więcej, a na trzymanie pieniędzy w materacu są za mądrzy - przyp. Frankiego], a wówczas blokers, student i gość spod sklepu znaleźliby robotę. Efekt pracy tych mas przełożyłby się na rozwój regionu czy kraju.

A tak musimy wyjeżdżać do UK, Irlandii, czy do Stanów, bo u nas roboty mało, a stawki śmieszne. To jest cena za państwo opiekuńcze. Oducza się ludzi odpowiedzialności za własny los. SLD i AWS zbudowały sukces wyborczy żerując na post-socjalistycznej mentalności jaką nam wszczepiali Sowieci. PiS chce pójść w ich ślady. Kaczyńscy żerują na postawach roszczeniowych. Tymczasem Platforma Obywatelska chce odpowiedzialnych rządów, które uczynią polską gospodarkę konkurencyjną na arenie międzynarodowej. Działania PO pozwolą uprościć i zmniejszyć system podatkowy. To przyciągnie inwestorów zagranicznych. Potrzebujemy gospodarki nastawionej na eksport. Zobaczcie na swoje biurka: chińska klawiatura, fińska komórka, koreański monitor, holenderski browar...Eksport to klucz do bogactwa!

Myślę, że co bym tu nie pisał, to najlepszą rekomendacją PO jest fakt, że Rydzyk chce ją zatopić :).

- Beny

Look at me! I'm fucking moron!
Mjuzika alkoholika

Podobno o gustach sie nie dyskutuje. Ale to gówno prawda. Jest dobry gust i brak gustu. W każdej dziedzinie życia. Dlatego czując na sobie brzemię odchamiania polaczków, przyjmujemy na się trud edukacji muzycznej czytelników. O ile profesor Sado może poszczycić się własnymi dość konkretnymi kreacjami dźwiękowymi w obszarach rockowych, o tyle moje kompetencje są dużo bardziej podważalne. Uważni Tableciarze wiedzą zapewne, że ma "hip-hopowa kariera" nigdy nie wyszła poza granicę pokoju i skończyła się na zakupie dwóch pro-gramofonów i mixera. Które sprzedałem znacznie szybciej niż zajęło mi sprowadzanie ich ze Stanów, należy dodać. Co może prowadzić do wniosku, iż powinienem skupić się raczej na biznesie niż muzyce.

Po tym głupim wstepie zapraszam do pierszej odsłony Mjuzika Alkoholika, w którym to cyklu przedstawiac będziemy kawałki różnych nurtów muzycznych zasługujące na uznanie i słuchanie mimo upływu czasu. Kąski niekoniecznie służące do rozbawiania motłochu, raczej nie puszczane do usrania na MTV i na "dyskach".

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W czasach kiedy Mezo, Pezo, Dyzio, Zyzio i inne tak zwane "gwiazdy" polskiego hip-popu mówiły jeszcze na kał "ka-ka", nagrywano kałwałki które będą pamiętane znacznie dłużej niż obecne "gorące" summer-hity. Było to na długo przed rozplugawieniem się pedalskich, plastikowo-dziwkowych chórków i namiętych tekstów o nadziei, miłości, przyjaźni i innych tego typu bzdurach, które obecnie wciska się do wyborczych spotów. Wtedy było prościej: jaranie, chlanie, ruchanie i granie. Wielkie joł! Bez "szalalalala" i "oooooooołooołoo".

Oczywiście istniała również i wtedy nieśmiertelna zmora gatunku hipu i hopu, czyli nędzne, nudne jak flaki z olejem bity, których praktycznie nie da się od siebie odróżnić. Od czasu do czasu powstawały jednak perełki nie do pomylenia z niczym innym. Zaryzykuję przypisanie do tej kategorii takiego kawałka jak "Libacja-wersja nowoczesna" grupy Wzgórze Ya-Pa-3 doprawionego DJem 600volt.

Piosenka opowiada o afirmacji napojów rozweselających i ich niedoborze w organizmach uczestników młodzieżowego spotkania towarzyskiego. A także o nadmiarze tlenu w pomieszczeniu, jeśli mamy być precyzyjni. Song napierdala dawką powera, który wwierca się w ucho, by wreszcie dotrzeć do pokładów mózgu odpowiedzialnych za chęć uczestnictwa w konkretnej najebce. Jak pokazują skomplikowane badania marketingowe, interpretacja prostej w przekazie treści jest zrozumiała dla 97,8% polskiego społeczeństwa.

Mimo iż generalnie gardzę polskim shit-hopem (słuchając jednakowoż z zapałem produkcji naszych czarnych braci), to nie jest mi obce docenienie dobrego gówna. "Libacja-wersja nowoczesna" jest właśnie takim gównem.

Jednym zdaniem: idealny soundtrack na pochlej z ziomalami.

Zassaj dupą ten kawałek (dałnload)


Ogłoszenia parafialne

1. Jest rzeczą widoczną jak dziwka na środku skrzyżowania, że oto doszło do wiekopomnej chwili którą można podsumować w dwóch słowach - zmiana layoutu. Wam oceniać, czy na lepsze czy na gorsze, a mi po prostu stwierdzić: jak zwykle gówno mnie wasza opinia obchodzi. Mi się podoba i tak zostanie. Uznałem, że trzeba w końcu zrobić coś z tą mordą So-bitcha straszącą na górze, skoro chuj już chuja tutaj robi. No i zrobiłem.

2. Zapowiadany poprzednio raport ze zwyrodniałego Liverpoolu zostaje przełożony na następny raz. Powodem jest, i tak zbyt szczodre, obdarowanie was nowościami. Żebyście nie rozpuścili się jak dziadowski bicz, postanowiłem poczekać jeszcze z puszczeniem tego gorącego materiału.

3. Kolejną klejną nowością po dezajnie jest nasz nowy nabytek pisarski o kryptonimie MADness. Powiem krótko: koleś ma ostro zryty beret! Badania potwierdziłem naukowo. Dlatego właśnie zarówno nazwa jak i treść jego rubryki będzie prostą pochodną stanu psychicznego w jakim się znajduje. Nie jest to miły i przyjemny stan. Nie jest to stan, który można uznać za bezpieczny dla otoczenia. Przed użyciem przeczytaj ulotkę bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4. Jak być może pamiętacie, przed wakacjami pierdoliłem co-nieco o pomyśle na plakat Dziwnych Tabletek. Póki co gówno z tego pomysłu wyszło. Mimo że jestem wicekrólem (palmę pierwszeństwa dzierży oczywiście Zwyrol) bezsensownego wydawania pieniędzy to jednak w tym wypadku chciałbym wiedzieć, czy moja inwestycja na wyprodukowanie znacznej ilości plakatów zwróci się w rozsądnym terminie. Innymi słowy potrzebuję waszego feedbacku. Jeśli dostanę chociaż kilkadziesiąt maili o tytule "Chcę kurwa plakat DT" to będę czuł na sobie presję społeczną i zmobilizuję się do odpowiednich działań. Możecie oczywiście kłamać. Nawet jeśli w życiu nie przyszło wam do głowy kupić sobie cokolwiek związanego z DT, to maila i tak możecie wysłać. Niech się głupi cieszy.

A na poważnie (o ile w ogóle można mówić tutaj o powadze): plakat byłby wykonany w pokaźnych rozmiarach (jak kinowy lub nieco mniejszy), na wysokiej jakości papierze "kredowym". Póki co jego treść nie jest jeszcze znana, ale pewnie nie będzie na nim gołych pindoli, więc można go będzie powiesić w pokoju nawet jeśli jest się maminsynkiem. Cena bardziej niż przystępna, bo w granicach 20-25 zł. Decyzja o wykonaniu postera jeszcze nie zapadła z powodu o którym pisałem powyżej --> czekam na wasz odzew.

5. Zwyrol zaginął koszwalskich ostępach leśnych. Ciała nie odnaleziono. Ale coś mi mówi, że nigdy to nie nastąpi. Listów dziś nie będzie. Może następnym razem...

...do którego żegna was (radośnie wymachując parówą)...
czekam na wasze zjebane opinie
   

left click 4 moron's bio & stats   Co z tą Polską, kurwa?
IV RZECZBARDZOPOSPOLITA POLSKA
  Gdy dochodziło do wyborów prezydenckich, ostatecznie trzeba było wybierać między kimś bardzo złym, albo jeszcze gorszym. To tak, jakbym z własnej i nieprzymuszonej woli miał zdecydować czy wolę wytarzać się w rzygowinach czy w gównie. Trudny wybór.
   
left click 4 moron's bio & stats
left click 4 moron's bio & stats
   

9 listopada 2005

Franki z Dziwnych Tabletek publicznie namawiał, nakłaniał i przekonywał, żeby iść na wybory i zagłosować, gdyż w zaistniałej sytuacji każdy głos jest wyjątkowo cenny. Nigdy w swoim życiu nie byłem na wyborach. Żadnych. Rządy w Polsce się zmieniały, różni złodzieje i skurwysyny kierowali tym sponiewieranym krajem, ale nigdy nie znalazł się wśród nich taki, który przekonałby mnie do aktywności społecznej. Gdy dochodziło do wyborów prezydenckich, ostatecznie trzeba było wybierać między kimś bardzo złym, albo jeszcze gorszym. To tak, jakbym z własnej i nieprzymuszonej woli miał zdecydować czy wolę wytarzać się w rzygowinach czy w gównie. Trudny wybór.

Wszelkie wybory zawsze olewałem i zawsze okazywało się, ze miałem racje. Moja sytuacja finansowo-socjalno-podatkowo-zdrowotna nie zmieniała się. A wybrany na prezydenta koleś, który kilka dni wcześniej obiecywał wszystkim wszystko, załatwiał własne interesy i wyborców tradycyjnie robił w chuja. Dlatego nigdy nie było mi głupio, że nie zagłosowałem. Nie czułem się oszukany, nie żałowałem też, że tego oto porządnego faceta nie poparłem.
Nie głosowałem na nikogo - nie miałem prawa głosu w tej kwestii w ogóle. Proste.

Nastał rok 2005. Kolejne wybory prezydenckie. Franki z Dziwnych Tabletek namawia i uświadamia, że kto nie zagłosuje, nie będzie później mógł mieć pretensji do nikogo, że coś jest nie tak w Polsce. Przekonał mnie. Zacząłem obserwować kampanię. A było co. Kandydatów ogromny asortyment. Większy niż papieru toaletowego w drogerii. Do wyboru, do koloru. Starszy, młodszy, przystojniejszy, brzydszy, komuch, katol, antysemita, rolnik, kryminalista, nacjonalista, obcokrajowiec i Janusz Korwin-Mikke, który tym razem zasłynął chyba najgorszą w ogólnoświatowej historii kampanią, przyklejając swe plakaty taśmą klejąca do drzew i latarni. Super! Można i tak.

Ale w tym wyścigu do władzy dwóch panów oderwało się od peletonu i skupiło na sobie całą uwagę. Dwóch, ale skrajnie odmiennych.

Pierwszy z nich już wiele lat temu sprawił, że na jego widok w telewizorze /który włączam baaaardzo rzadko/ nie klnę i nie rzucam na oślep czym popadnie. To dużo. Bardzo dużo. Mówi składnie, z sensem, nie jest politycznym fanatykiem i ma twarz, a nie mordę, co w polskiej polityce jest zjawiskiem bez precedensu. Mało tego. Potrafi się nawet uśmiechać i nie wygląda przy tym jak debil, któremu kazano zjeść wielką porcje lodów za pomocą łyżeczki. Nie przeszkadza mi nawet jego podwójna wada wymowy; seplenienie i nie wymawianie litery "r". Zdarza się, nie jego wina.

Drugi jest totalnym przeciwieństwem. Robi mi się słabo, gdy go słyszę, chce mi się wymiotować, gdy go widzę. Brakuje mi przekleństw, gdy go słyszę i widzę jednocześnie. Sytuacja jest naprawdę zła, bo na dodatek wyprodukowano go dwóch identycznych egzemplarzach. Zasłynął dotychczas zakazem wydanym homoseksualistom, którzy chcieli sobie przejść przez Warszawę i pomachać kolorowymi chorągiewkami i balonikami. Rozwścieczeni, agresywni i nachlani do nieprzytomności kibice mogą maszerować bezkarnie i przede wszystkim legalnie przez wszystkie miasta w Polsce. Mogą niszczyć jak szarańcza wszystko, co napotkają, dźgać nożami na oślep, ale to nie oni są zagrożeniem. O wiele groźniejsze są przecież zboczone pedały. Żeby było jasne: nie jestem gejem i nie dlatego ten przykład. Chodzi mi o tolerancję.

Postanowiłem zagłosować. Już nie tylko za namową Frankiego z Dziwnych Tabletek. Raczej chciałem zrobić wszystko, żeby człowiek równie tolerancyjny, co wysoki nie decydował o moim losie. Skoro niegroźnym pedziom zabrania przemaszerować przez miasto, to na pewno niedługo tacy zwyrodnialcy jak Krzysztof SADO Sadowski, który robi odrażające zdjęcia, też pójdą na przemiał, a przynajmniej pod sąd, bo przecież, kurwa, prawo i sprawiedliwość!

Więc oglądałem debaty i śledziłem statystyki. I w końcu zagłosowałem.

Tego wieczoru siedziałem w domu ze znajomymi i piliśmy gdańskie piwo. Telewizor był włączony i naprawdę z nadzieją gapiłem się w niego. Jak debil, jak dziecko, jak frajer. Niepotrzebne skreślić.
Zanim jednak ogłoszono wyniki, wiedziałem już kto wygra. Wbrew sądażom i wbrew mojej woli.

Jakie to proste. Przecież Polacy mając do wyboru kogoś lepszego i gorszego na pewno nie wybiorą tego lepszego. Dlaczego, udowadniam od kilku miesięcy na łamach Dziwnych Tabletek w niniejszej pojebanej, niezrozumiałej rubryce.

Nie może wygrać wyborów prezydenckich w Polsce ktoś, kto wygląda dobrze i potrafi się uśmiechać. Mało tego, publicznie przyznaje się do tego, że śmiał się do łez na filmie dla dzieci p.t.: "Shrek".
Prezydent Polski płacze ze śmiechu?! Na filmie dla dzieci?! Pewnie jest nienormalny, niedorozwinięty, albo - co gorsza - jest gejem.

Nie może wygrać ktoś, kto publicznie krytykuje propagujące przecież tolerancje i chrześcijańskie wartości Radio Maryja. Wszyscy wiemy jak i dlaczego zginął Chrystus.
Nie może w końcu wygrać wyborów prezydenckich w Polsce ktoś, kto nosi tak niepolskie nazwisko jak TUSK i na dodatek imię DONALD. Co to w ogóle za imię?! Jak postać z bajki dla dzieci. Pewnie dlatego tak bardzo podobał mu się "Shrek"... I jeszcze te wady wymowy... Nieeee, on nie. Jego, kurwa, nie wybierzemy.

Prezydentem Polski musi być człowiek, który stoi na straży moralności Polaków.
Człowiek, którego hasłem wyborczym jest "Silny prezydent, uczciwa Polska", ale broń Boże nie: "UCZCIWY PREZYDENT, SILNA POLSKA", bo to przecież Polska ma być uczciwa, a nie prezydent do kurwy nędzy.
Prezydentem polski musi być człowiek, który nie potrafi sklecić zdania, w którym nie padłoby słowo "solidarność".
I wreszcie prezydentem polski musi być człowiek, który nosi POLSKIE nazwisko. Takie na przykład jak Jaruzelski albo Kwaśniewski.

Dziękuję Frankiemu z Dziwnych Tabletek za to, ze namówił mnie na oddanie głosu. Nie wygrał niestety mój faworyt. Jego zresztą też. Wygrał ktoś, kto sprawił, że już nigdy nie pójdę na wybory, bo zrozumiałem, że nie ma sensu.

Ale warto było ten jeden raz włączyć się do życia publicznego.
Teraz mogę nienawidzić tego wszystkiego jeszcze bardziej.

P.S. Kwestie aparycji aktualnej Pierwszej Damy IV Rzeczpospolitej pominąłem celowo.

czekam na wasze zjebane opinie
   
wyślij swoją debilną opinię do debila portfolio Sado
  Zryte Berety
SHOOTING SPREE
left click 4 moron's bio & stats
  fioletowe coś Chciałbym sobie postrzelać z Kałacha do tłumu. - usłyszałem pewnego dnia. Zdanie wypowiedziane zostało w taki sposób, w jaki wypowiadają swe marzenia miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówiąc o czymś realnym, naprawdę możliwym do wykonania.
      9 listopada 2005

Witam wszystkich pojebów i, jeśli istnieją, to także innych czytelników DT. Dziękuję mojemu towarzyszowi broni, mentorowi, inspiratorowi wielu zwyrodniałych akcji, czyli Franky'emu, za serdeczność z jaką powitał mnie w projekcie DT. Okazało się, że nie musiałem jednak robić mu laski z połyskiem, aby znaleźć się w tak zwyrodniałym i szacownym gronie. Wiem jednak, że dług wdzięczności mam, że czeka na spłatę i nabrzmiewa.

Dziś w premierowym rozbryzgu mojej twórczości zajmiemy się strzelaniem do tłumu.
Potrzebne składniki, wymagane elementy:

- broń, najlepiej automatyczna
- sporo amunicji w poręcznych magazynkach, poupychanych gdzie się da i jeden dobrej jakości nabój dla siebie - do wykorzystania w wielkim finale
- odpowiednie miejsce, najlepiej zatłoczone (hipermarket, szkoła, galeria handlowa, festyn, rynek jakiegoś sporego miasta w niedzielne popołudnie itp.)
- sporo inwencji twórczej i przyzwoity scenariusz, by wydarzenie było jak najbardziej zajmujące dla siebie, innych uczestników i postronnych widzów, którzy zdadzą później relację światu.

Chciałbym sobie postrzelać z Kałacha do tłumu. - usłyszałem pewnego dnia. Zdanie wypowiedziane zostało w taki sposób, w jaki wypowiadają swe marzenia miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówiąc o czymś realnym, naprawdę możliwym do wykonania. Zaintrygowany tym niecodziennym wyznaniem począłem drążyć temat. Nie dawało mi bowiem spokoju, że młody, rzekomo normalny i zwyczajny gościu chciałby naprawdę otworzyć ogień do kogokolwiek. Oznacza to bowiem rozbryzgi krwi, huk wystrzałów i ich rozbłyski, dym, krzyki rannych, zapach krwi, zapach moczu i kału, szarpanie barkiem, o który wsparta jest kolba i inne zmysłowe doznania. Poza tym, a raczej przede wszystkim, istnieje jeszcze świadomość zadania śmierci niewinnym osobom, a więc świadomość zabrania im życia, marzeń, wspomnień, wszystkiego. No, ale każdy musi kiedyś umrzeć. - usłyszałem. No fakt, decyzja o wpakowaniu komuś w ryja i korpus kilkunastu pocisków 7,62mm ma równie śmiertelny finał jak wjechanie w tego kogoś z ogromną prędkością autem na pasach, nawet jeśli było to uczynione nieumyślnie.

HitmanI tu oto zostałem olśniony przez mojego rozmówcę. Wyłożył mi bowiem z zimną logiką, że gdy człowiek zabija, to pisze scenariusz (zostawiając oczywiście pewien margines na improwizację własną i innych ludzi), będąc również reżyserem i głównym bohaterem wydarzeń. Kiedy się strzela do kogoś, to jest to równoznaczne z samodzielnym zapisem ostatniego rozdziału jego życia w sposób na tyle dramatyczny, na ile przyjdzie w danej chwili ochota. Strzelając, zabijanie idzie niezwykle skutecznie, czysto i przy dobrej woli strzelającego - praktycznie bezboleśnie dla ofiary. Karabin stać się więc może jedynym możliwym środkiem, dzięki któremu człowiek osiąga panowanie nad sytuacją, gdyż staje się dzięki niemu zupełnie przewidywalna. Któż by nie chciał być panem sytuacji? Szczególnie gdy nie ma ku temu okazji zbyt często.

Czym jest więc taka rzeź - dajmy na to w szkole lub centrum handlowym? Jest to niewątpliwie słabość i pójście na łatwiznę. Ale ludzie wygodni się teraz robią coraz bardziej i szukają metod skutecznych i prostych w realizacji - by uczynić swe życie wyjątkowe, wartościowe, ekstremalne, a przede wszystkim przewidywalne. Któż nie ma czasem poczucia beznadziejności tego, co dzieje się wokół lub we własnym wnętrzu? Każdy odczuwa chyba chaos i zagubienie, które dopada nas w tych czasach coraz częściej. Wielu ludzi marzy o choć jednej chwili panowania nad wszystkim wokół, nad sobą i nad innymi ludźmi. Żałosne to i tragiczne zarazem, że człek posuwa się do czynów tej kategorii, by zaspokoić głód uznania, by dowartościować się, by poczuć kontrolę i wyższość. Jakże zakompleksionym palantem musi być każdy taki debil? Ilu z nas ma tak czasem? Mój rozmówca należał do tej grupy, stojąc na jej skraju, gdyż prócz zaspokojenia wspomnianych wyżej pragnień, chciał skończyć ten popieprzony maraton, jakim jest dla niego życie. A że jest leniwy, stwierdził, że połączy te dwa cele w jeden i rozwali siebie po ostrej akcji w jakiejś galerii handlowej. Przyjemne z pożytecznym. Koniec męki na tym padole połączony z satysfakcjonującymi i spektakularnymi ostatnimi chwilami. Cóż za pomysłowość!

Na koniec kącika Zryte Berety chciałbym natchnąć tych, którzy jeszcze to w ogóle czytają, do refleksji nad kilkoma kwestiami.

Wszyscy zginiecie. Każdy rodząc się zasłużył na śmierć. To jedynie kwestia czasu. Dlaczego więc zwlekać, po co odwlekać ten moment? Jaka jest zasadność pozostawić go przypadkowi, ślepemu losowi? To zbyt ważna chwila, by ją marnować w jakiś trywialny i żałosny sposób. A czekając na śmierć, trzymając się kurczowo życia, rozciągamy tylko niepotrzebnie ten żałosny okres przejściowy. Wypadek samochodowy, upadek ze schodów, porażenie prądem podczas kąpieli, rak, atak serca, wylew i tym podobne wydarzenia są bowiem marnotrawstwem tej uroczystej chwili, jaką jest zgon. Faktem jest przecież, że wypadki takie zdarzają się dość często i niespodziewanie. Kierując więc własnym zgonem oraz śmiercią innych - powodujemy wspaniałomyślnie, że koniec nasz, a co ważniejsze innych jest wyjątkowy i niepowtarzalny. My mamy satysfakcję, że sami napisaliśmy scenariusz, wyreżyserowaliśmy go i zagraliśmy główną rolę. Rzeź z broni automatycznej gdzieś w zatłoczonym miejscu staje się więc uroczystym spektaklem, w którym każdy ma szansę na kreację wspaniałej roli lub zagranie w sposób żałosny. Faktem jest, że inni grający z nami ludzie nie mają pełnej kontroli nad sytuacją. To my poniekąd wybieramy dla nich rolę, obsadzamy ich. Jednakże dajemy szansę na zagranie jej wedle talentu i możliwości. Cóż, nie każdy nadaje się na reżysera, nie każdy sprawdza się w pierwszym planie, nie każdy jest dobrym statystą. Jednakże każdy ma szansę spróbować. Wystarczy tylko przygotować się dobrze i napisać scenariusz. Mój rozmówca i inspirator tego tekstu z pewnością tak właśnie czyni. Nieunikniona jest więc w niedalekiej przyszłości huczna premiera jego spektaklu w jakimś fajnym, modnym i zatłoczonym miejscu. Drżę z podniecenia, niecierpliwości i strachu.

Pozdro dla DEATHBRINGERa!
Show no mercy!

czekam na wasze zjebane opinie