
|
Katrina zagina > ![]()
|
![]() |
| 3 słowa od... POLACY TO DEBILE |
![]() |
|
| 23 października 2005 II tura wyborów prezydenckich w Polsce. |
||
|
SMS 20:26 od Franki: Kurwa moherowe berety wygrały! Polaczki to oficjalne debile 20:52 Zaczynam pisać. Jestem zażenowany, choć nie zdziwiony. Obawiałem się takiego wyniku. Brawo, maski zdjęte. Większość Polaków pokazała o co im naprawdę chodzi. O strach przed przyszłością. O lęk przed wyzwaniami. O wygodę. O nie wychylanie się przed szereg. O napiętnowanie każdej odmienności. O gloryfikację monokultury. Nie jestem malkontentem. Zawsze staram się dostrzegać dobre strony sytuacji. Dzisiaj nie mam na to najmniejszej ochoty. Polacy po raz kolejny zawiedli. Nie żeby mnie to dziwiło. Ale pewien smutek pozostaje. W poprzednich wyborach głosowałem na Olechowskiego. Wygrał Kwach. Teraz głosowałem na Tuska. Wygrała Kaczka. Najwyraźniej bycie oblechem popłaca. Tak samo jak bycie prostakiem. Jeśli masz do powiedzenia coś mądrzejszego niż proste hasełka wyborcze to zapomnij o polityce i pozostań przy pisaniu felietonów. Na osłodę pamiętajcie, że grupa ludzi normalnych jest mimo wszystko bardzo liczna. Oczywiście, mniej liczna niż oszołomów i pojebów którzy mieli wyjebane na wszystko i nie głosowali w ogóle, ale mimo wszystko silna i określona. Są jescze ludzie normalni. Na paradokś zakrawa fakt, że można znaleźć ich na stronie dziwnetabletki.com Krótka lekcja ekonomii Motłochu nie-głosujący miast i wsi! Tako rzecze mój ekonomiczny czarnuch z Looblyna! Czytajcie! Czy wiecie, że nie głosując nie macie nawet moralnego prawa narzekać na "tych wszystkich złych polityków"? No, po prostu nie macie. Dlaczego? Bo oddaliście prawo do decydowania o sobie komuś innemu. Na przykład jakiejś babci wysyłającej SMSy do Rydzyka." cyt. za. Franki dla DziwneTabletki.com Ano! Obserwujemy starcie różnych formacji i różnych pomysłów na Polskę. Kaczyński i PiS mamią Polaków wizją przyjemnego państwa, które rozdaje pieniądze (PiS = Populizm i Socjalizm). Chcą równać w dół: jak ktoś jest przedsiębiorczy i zarobi to trzeba mu zabrać i rozdać leniwszym i biedniejszym. Odwieczne pytanie: co jest sprawiedliwe? Każdemu według potrzeb, czy według pracowitości i pomysłowości? Janosik, który będzie czyhał na to, co zarobią ci zaradniejsi Polacy skutecznie zniechęci ich do inwestowania w Polsce. A tylko inwestycje bezpośrednie są skutecznym lekarstwem na bezrobocie. W USA jest normą, że 17-latkowie pracują, studenci tym bardziej. Polscy studenci grają w karty, piją browar i siedzą na gadu-gadu. Blokersi siedzą na trzepakach i plują na chodnik. Na wsiach siedzą kolesie pod sklepami i piją Arizonę. I teraz zobaczcie: jaki potencjał - ILE ENERGII się marnuje!! Polska się rozwija, owszem. Ale zbyt wolno na tle światowej gospodarki! Czyli cofa się względem peletonu. Jak ma się nie cofać, skoro tak duża część społeczeństwa czeka, aż Miller, Krzaklewski czy Kaczyński rozda im to, co zabierze bogatym? Gdyby tym bogatym zabierać mniej, to więcej by inwestowali [bo przecież chcą zarobić jeszcze więcej, a na trzymanie pieniędzy w materacu są za mądrzy - przyp. Frankiego], a wówczas blokers, student i gość spod sklepu znaleźliby robotę. Efekt pracy tych mas przełożyłby się na rozwój regionu czy kraju. A tak musimy wyjeżdżać do UK, Irlandii, czy do Stanów, bo u nas roboty mało, a stawki śmieszne. To jest cena za państwo opiekuńcze. Oducza się ludzi odpowiedzialności za własny los. SLD i AWS zbudowały sukces wyborczy żerując na post-socjalistycznej mentalności jaką nam wszczepiali Sowieci. PiS chce pójść w ich ślady. Kaczyńscy żerują na postawach roszczeniowych. Tymczasem Platforma Obywatelska chce odpowiedzialnych rządów, które uczynią polską gospodarkę konkurencyjną na arenie międzynarodowej. Działania PO pozwolą uprościć i zmniejszyć system podatkowy. To przyciągnie inwestorów zagranicznych. Potrzebujemy gospodarki nastawionej na eksport. Zobaczcie na swoje biurka: chińska klawiatura, fińska komórka, koreański monitor, holenderski browar...Eksport to klucz do bogactwa! Myślę, że co bym tu nie pisał, to najlepszą rekomendacją PO jest fakt, że Rydzyk chce ją zatopić :). - Beny
Podobno o gustach sie nie dyskutuje. Ale to gówno prawda. Jest dobry gust i brak gustu. W każdej dziedzinie życia. Dlatego czując na sobie brzemię odchamiania polaczków, przyjmujemy na się trud edukacji muzycznej czytelników. O ile profesor Sado może poszczycić się własnymi dość konkretnymi kreacjami dźwiękowymi w obszarach rockowych, o tyle moje kompetencje są dużo bardziej podważalne. Uważni Tableciarze wiedzą zapewne, że ma "hip-hopowa kariera" nigdy nie wyszła poza granicę pokoju i skończyła się na zakupie dwóch pro-gramofonów i mixera. Które sprzedałem znacznie szybciej niż zajęło mi sprowadzanie ich ze Stanów, należy dodać. Co może prowadzić do wniosku, iż powinienem skupić się raczej na biznesie niż muzyce. Po tym głupim wstepie zapraszam do pierszej odsłony Mjuzika Alkoholika, w którym to cyklu przedstawiac będziemy kawałki różnych nurtów muzycznych zasługujące na uznanie i słuchanie mimo upływu czasu. Kąski niekoniecznie służące do rozbawiania motłochu, raczej nie puszczane do usrania na MTV i na "dyskach". - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - W czasach kiedy Mezo, Pezo, Dyzio, Zyzio i inne tak zwane "gwiazdy" polskiego hip-popu mówiły jeszcze na kał "ka-ka", nagrywano kałwałki które będą pamiętane znacznie dłużej niż obecne "gorące" summer-hity. Było to na długo przed rozplugawieniem się pedalskich, plastikowo-dziwkowych chórków i namiętych tekstów o nadziei, miłości, przyjaźni i innych tego typu bzdurach, które obecnie wciska się do wyborczych spotów. Wtedy było prościej: jaranie, chlanie, ruchanie i granie. Wielkie joł! Bez "szalalalala" i "oooooooołooołoo". Oczywiście istniała również i wtedy nieśmiertelna zmora gatunku hipu i hopu, czyli nędzne, nudne jak flaki z olejem bity, których praktycznie nie da się od siebie odróżnić. Od czasu do czasu powstawały jednak perełki nie do pomylenia z niczym innym. Zaryzykuję przypisanie do tej kategorii takiego kawałka jak "Libacja-wersja nowoczesna" grupy Wzgórze Ya-Pa-3 doprawionego DJem 600volt. Piosenka opowiada o afirmacji napojów rozweselających i ich niedoborze w organizmach uczestników młodzieżowego spotkania towarzyskiego. A także o nadmiarze tlenu w pomieszczeniu, jeśli mamy być precyzyjni. Song napierdala dawką powera, który wwierca się w ucho, by wreszcie dotrzeć do pokładów mózgu odpowiedzialnych za chęć uczestnictwa w konkretnej najebce. Jak pokazują skomplikowane badania marketingowe, interpretacja prostej w przekazie treści jest zrozumiała dla 97,8% polskiego społeczeństwa. Mimo iż generalnie gardzę polskim shit-hopem (słuchając jednakowoż z zapałem produkcji naszych czarnych braci), to nie jest mi obce docenienie dobrego gówna. "Libacja-wersja nowoczesna" jest właśnie takim gównem. Jednym zdaniem: idealny soundtrack na pochlej z ziomalami. Zassaj dupą ten kawałek (dałnload) Ogłoszenia parafialne 1. Jest rzeczą widoczną jak dziwka na środku skrzyżowania, że oto doszło do wiekopomnej chwili którą można podsumować w dwóch słowach - zmiana layoutu. Wam oceniać, czy na lepsze czy na gorsze, a mi po prostu stwierdzić: jak zwykle gówno mnie wasza opinia obchodzi. Mi się podoba i tak zostanie. Uznałem, że trzeba w końcu zrobić coś z tą mordą So-bitcha straszącą na górze, skoro chuj już chuja tutaj robi. No i zrobiłem. 2. Zapowiadany poprzednio raport ze zwyrodniałego Liverpoolu zostaje przełożony na następny raz. Powodem jest, i tak zbyt szczodre, obdarowanie was nowościami. Żebyście nie rozpuścili się jak dziadowski bicz, postanowiłem poczekać jeszcze z puszczeniem tego gorącego materiału. 3. Kolejną klejną nowością po dezajnie jest nasz nowy nabytek pisarski o kryptonimie MADness. Powiem krótko: koleś ma ostro zryty beret! Badania potwierdziłem naukowo. Dlatego właśnie zarówno nazwa jak i treść jego rubryki będzie prostą pochodną stanu psychicznego w jakim się znajduje. Nie jest to miły i przyjemny stan. Nie jest to stan, który można uznać za bezpieczny dla otoczenia. Przed użyciem przeczytaj ulotkę bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. 4. Jak być może pamiętacie, przed wakacjami pierdoliłem co-nieco o pomyśle na plakat Dziwnych Tabletek. Póki co gówno z tego pomysłu wyszło. Mimo że jestem wicekrólem (palmę pierwszeństwa dzierży oczywiście Zwyrol) bezsensownego wydawania pieniędzy to jednak w tym wypadku chciałbym wiedzieć, czy moja inwestycja na wyprodukowanie znacznej ilości plakatów zwróci się w rozsądnym terminie. Innymi słowy potrzebuję waszego feedbacku. Jeśli dostanę chociaż kilkadziesiąt maili o tytule "Chcę kurwa plakat DT" to będę czuł na sobie presję społeczną i zmobilizuję się do odpowiednich działań. Możecie oczywiście kłamać. Nawet jeśli w życiu nie przyszło wam do głowy kupić sobie cokolwiek związanego z DT, to maila i tak możecie wysłać. Niech się głupi cieszy. A na poważnie (o ile w ogóle można mówić tutaj o powadze): plakat byłby wykonany w pokaźnych rozmiarach (jak kinowy lub nieco mniejszy), na wysokiej jakości papierze "kredowym". Póki co jego treść nie jest jeszcze znana, ale pewnie nie będzie na nim gołych pindoli, więc można go będzie powiesić w pokoju nawet jeśli jest się maminsynkiem. Cena bardziej niż przystępna, bo w granicach 20-25 zł. Decyzja o wykonaniu postera jeszcze nie zapadła z powodu o którym pisałem powyżej --> czekam na wasz odzew. 5. Zwyrol zaginął koszwalskich ostępach leśnych. Ciała nie odnaleziono. Ale coś mi mówi, że nigdy to nie nastąpi. Listów dziś nie będzie. Może następnym razem... ...do którego żegna was (radośnie wymachując parówą)... |
| Zryte Berety SHOOTING SPREE |
![]() |
||
| Chciałbym sobie postrzelać z Kałacha do tłumu. - usłyszałem pewnego dnia. Zdanie wypowiedziane zostało w taki sposób, w jaki wypowiadają swe marzenia miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówiąc o czymś realnym, naprawdę możliwym do wykonania. | |||
| 9 listopada 2005
Witam wszystkich pojebów i, jeśli istnieją, to także innych czytelników DT. Dziękuję mojemu towarzyszowi broni, mentorowi, inspiratorowi wielu zwyrodniałych akcji, czyli Franky'emu, za serdeczność z jaką powitał mnie w projekcie DT. Okazało się, że nie musiałem jednak robić mu laski z połyskiem, aby znaleźć się w tak zwyrodniałym i szacownym gronie. Wiem jednak, że dług wdzięczności mam, że czeka na spłatę i nabrzmiewa. Dziś w premierowym rozbryzgu mojej twórczości zajmiemy się strzelaniem do tłumu. - sporo amunicji w poręcznych magazynkach, poupychanych gdzie się da i jeden dobrej jakości nabój dla siebie - do wykorzystania w wielkim finale - odpowiednie miejsce, najlepiej zatłoczone (hipermarket, szkoła, galeria handlowa, festyn, rynek jakiegoś sporego miasta w niedzielne popołudnie itp.) - sporo inwencji twórczej i przyzwoity scenariusz, by wydarzenie było jak najbardziej zajmujące dla siebie, innych uczestników i postronnych widzów, którzy zdadzą później relację światu. Chciałbym sobie postrzelać z Kałacha do tłumu. - usłyszałem pewnego dnia. Zdanie wypowiedziane zostało w taki sposób, w jaki wypowiadają swe marzenia miliony, jeśli nie miliardy ludzi, mówiąc o czymś realnym, naprawdę możliwym do wykonania. Zaintrygowany tym niecodziennym wyznaniem począłem drążyć temat. Nie dawało mi bowiem spokoju, że młody, rzekomo normalny i zwyczajny gościu chciałby naprawdę otworzyć ogień do kogokolwiek. Oznacza to bowiem rozbryzgi krwi, huk wystrzałów i ich rozbłyski, dym, krzyki rannych, zapach krwi, zapach moczu i kału, szarpanie barkiem, o który wsparta jest kolba i inne zmysłowe doznania. Poza tym, a raczej przede wszystkim, istnieje jeszcze świadomość zadania śmierci niewinnym osobom, a więc świadomość zabrania im życia, marzeń, wspomnień, wszystkiego. No, ale każdy musi kiedyś umrzeć. - usłyszałem. No fakt, decyzja o wpakowaniu komuś w ryja i korpus kilkunastu pocisków 7,62mm ma równie śmiertelny finał jak wjechanie w tego kogoś z ogromną prędkością autem na pasach, nawet jeśli było to uczynione nieumyślnie.
Czym jest więc taka rzeź - dajmy na to w szkole lub centrum handlowym? Jest to niewątpliwie słabość i pójście na łatwiznę. Ale ludzie wygodni się teraz robią coraz bardziej i szukają metod skutecznych i prostych w realizacji - by uczynić swe życie wyjątkowe, wartościowe, ekstremalne, a przede wszystkim przewidywalne. Któż nie ma czasem poczucia beznadziejności tego, co dzieje się wokół lub we własnym wnętrzu? Każdy odczuwa chyba chaos i zagubienie, które dopada nas w tych czasach coraz częściej. Wielu ludzi marzy o choć jednej chwili panowania nad wszystkim wokół, nad sobą i nad innymi ludźmi. Żałosne to i tragiczne zarazem, że człek posuwa się do czynów tej kategorii, by zaspokoić głód uznania, by dowartościować się, by poczuć kontrolę i wyższość. Jakże zakompleksionym palantem musi być każdy taki debil? Ilu z nas ma tak czasem? Mój rozmówca należał do tej grupy, stojąc na jej skraju, gdyż prócz zaspokojenia wspomnianych wyżej pragnień, chciał skończyć ten popieprzony maraton, jakim jest dla niego życie. A że jest leniwy, stwierdził, że połączy te dwa cele w jeden i rozwali siebie po ostrej akcji w jakiejś galerii handlowej. Przyjemne z pożytecznym. Koniec męki na tym padole połączony z satysfakcjonującymi i spektakularnymi ostatnimi chwilami. Cóż za pomysłowość! Na koniec kącika Zryte Berety chciałbym natchnąć tych, którzy jeszcze to w ogóle czytają, do refleksji nad kilkoma kwestiami. Wszyscy zginiecie. Każdy rodząc się zasłużył na śmierć. To jedynie kwestia czasu. Dlaczego więc zwlekać, po co odwlekać ten moment? Jaka jest zasadność pozostawić go przypadkowi, ślepemu losowi? To zbyt ważna chwila, by ją marnować w jakiś trywialny i żałosny sposób. A czekając na śmierć, trzymając się kurczowo życia, rozciągamy tylko niepotrzebnie ten żałosny okres przejściowy. Wypadek samochodowy, upadek ze schodów, porażenie prądem podczas kąpieli, rak, atak serca, wylew i tym podobne wydarzenia są bowiem marnotrawstwem tej uroczystej chwili, jaką jest zgon. Faktem jest przecież, że wypadki takie zdarzają się dość często i niespodziewanie. Kierując więc własnym zgonem oraz śmiercią innych - powodujemy wspaniałomyślnie, że koniec nasz, a co ważniejsze innych jest wyjątkowy i niepowtarzalny. My mamy satysfakcję, że sami napisaliśmy scenariusz, wyreżyserowaliśmy go i zagraliśmy główną rolę. Rzeź z broni automatycznej gdzieś w zatłoczonym miejscu staje się więc uroczystym spektaklem, w którym każdy ma szansę na kreację wspaniałej roli lub zagranie w sposób żałosny. Faktem jest, że inni grający z nami ludzie nie mają pełnej kontroli nad sytuacją. To my poniekąd wybieramy dla nich rolę, obsadzamy ich. Jednakże dajemy szansę na zagranie jej wedle talentu i możliwości. Cóż, nie każdy nadaje się na reżysera, nie każdy sprawdza się w pierwszym planie, nie każdy jest dobrym statystą. Jednakże każdy ma szansę spróbować. Wystarczy tylko przygotować się dobrze i napisać scenariusz. Mój rozmówca i inspirator tego tekstu z pewnością tak właśnie czyni. Nieunikniona jest więc w niedalekiej przyszłości huczna premiera jego spektaklu w jakimś fajnym, modnym i zatłoczonym miejscu. Drżę z podniecenia, niecierpliwości i strachu. |
![]() |